Ja ostatnio miałam ciekawą sesję oddechową odnośnie ciała.
Najpierw w wyniku nieudanej próby odzyskania życia i związanego z tym zwątpienia, odcięłam się od swojego ciała i tak trwałam w stanie negacji. Potem poczułam że cała moja śwaidomośc znajduje się w głowie, że nie zauważam swojego ciała i dla mnie ono nie istnieje. Ja cała znajdowałam się w miejscu 3 oka. Za niedługo poczułam że moje ciało jest wsuwane do pieca, a ja zamiast smutku czuję radość. Cieszę się że umarłam bo wreszcie jestem wolna. Dopiero teraz czuję że żyję i dopiero teraz naprawdę żyję, a chwila po śmierci jest najpiękniejsza. Bo wreszcie jestem wolna i nic nie muszę zaś mogę wszystko, bo ciało mnie już nie ogranicza. Czułam że absolutnie nie chcę wracać na ziemię po to aby tam się znów męczyć. Trochę trwałam w tej radości a potem poczułam że karma, ciężka i nieprzyjemna zmusza mnie do powrotu na ziemię. Chociaż bardzo tego nie chcę to muszę znów wracać do ciała. I za chwilę poczułam że znów jestem w ciele.
Zaczęłam myśleć o tym jak bardzo nienawidzę swojego ciała i ta droga zawiodła mnie do wcielenia gnostyckiego. Miałam tyle sesji regresingu poświęcone temu wcieleniu a tamte wierzenia nadal we mnie tkwiły. Zrozumiałam że to gnostycy mnie nauczyli nienawiści do ciała a ja im tak dogłębnie i całkowicie uwierzyłam. Oni twierdzili że ciało jest więzieniem ducha i z winy ciała duch nie może powrócić do Boga. Zrozumiałam że gnostycy bardzo nienawidzili Boga i tę nienawiść umiejscowiali w ciele, bo nie wiedzieli co z nią zrobić i jak sobie z nią poradzić. Zamiast Boga nienawidzili ciało. Poczułam się tak przez nich oszukana i zobaczyłam bezsens takiego wierzenia. I zobaczyłam że to dusza czy duch sam sobie tworzy swoje ciało poprzez zagęszczanie energi duchowej zgodnie ze swoimi zapotrzebowaniami. Duch tworzy sobie ciało bo go potrzebuje, więc jak ciało może być więzieniem dla ducha?
I tak się okazało że ciało jest mieszkaniem dla ducha a nie więzieniem.