Wczoraj po raz pierwszy przechodziłam przez krakowski Kazimierz. Nigdy nie miałam ochoty aby zobaczyć ten słynny Kazimierz, chociaż Kraków znam dośc dobrze i często tam bywam.
Studiowałam w Krakowie ale nigdy mnie nie ciągneło do obejrzenia Kazimierza.
CZułam sie tam tak niesamowicie, inaczej, dziwnie i jakby znajomo. I tak bardzo szukałam wzrokiem czarnych samochodów przedwojennych, garbatych i z dużymi błotnikami. I wydawało mi się że nawet je widzę. I ci ludzie inni, obco języczni. Mało samochodów, duży ruch pieszych, dziwne budynki, dziwne widoki, jakaś inna atmosfera, to wszystko było takie znajome. A potem pojawiły się jakieś uczucia przywiązania do tego miejsca ale nie moje tylko innej osoby. Ta osoba to ktoś inny, inna osobowość nie znana mi ale trochę jakby ja. Dziwnie się czułam. To była dziewczyna, żywa z uczuciami, żywa osoba. Ja jestem inna, ja jestem martwa. A potem było wspomnienie tamtejszej mojej matki nienawidzacej mnie.
Żydzi mieszkający tam,którzy poszli do gazu i stali się martwi, tak jak ja teraz.