Ech... dzieci lubie ale na pare godzin, dzien , nie na co dzien
potrzebuję dużo czasu dla siebie, muszę dla zachowania równowagi psychicznej, u nich to będzie niemożliwe bo pewnie będę padać jak długa po całym dniu, już tak sobie zakładam, że może moje wyobrażenia są złe bo może się okazać , że tak wpłynę sama na siebie , że będzie fajnie bo ileż to się przemienić

potraktować jako odpowiedzialną zabawę, tylko to nocowanie u nich to bardzo krępująca sprawa, koleżanka czyli ja mąż i dwójka dzieci, bez względu na to jak mi z tym dziwnie próbuję siebie przekonać, że może być ok ale za duzo czuje i bede czuła tą ich tęsknotę za mamą , kolegi za żoną i to, że pewnie będą się starać takie starania są najgorsze, chociaż dzieci byłyby raczej bardzo szczere

masakra jak duzo mysli się pojawia
próbuję przypomniec sobie moje pierwsze odczucie brzmiało ono chyba - nie!
ale wiadomo im dłużej się rozpatruje pewne rzeczy tym więcej pasowania z samym sobą i sytuacją
drugi temat jaki przy tym wychodzi to to , że boję się i nie godzę na totalne rewolucje w moim zyciu
bo to by była total rewolucja
dżizas...
Więcej złego zrobię i sobie i im jesli się zmuszę nawet w imię dobra no nie?
Chyba, że jak aktor będę potrafiła powiedziec sobie- ok fajne nowe doswiadczenie, nie bedzie trwało wiecznie , moge spróbowac, baw się Wilson, próbuj swoją osobowość...a może to jednak gwałt na duszy ... wiem, trudno tu cokolwiek konkretnego doradzać ,,,