Trafiłem na tą dyskusje i rzuciło mi się w oczy kilka rzeczy:
Kornel
To tylko moje osobiste zdanie, ale to co piszesz brzmi jak szukanie wymówek - zwalanie winy na brak seksu czy wahadło jest powierzchowną oceną sytuacji. Po prostu zaniedbaliście swoją relację i nie jesteście wystarczająco szczerzy/otwarci w stosunku do siebie - czego dowodzi choćby fakt, że dyskutujesz o tym na forum, zamiast prowadzić tą rozmowę z nią (tylko ona Ci może wyjaśnić swoje motywy, nikt obcy Ci nie powie co się z nią dzieje, chyba że jest jej terapeutą

)
Jenka
Znasz partnerkę Kornela? Skąd wiesz, że jest cudowną kobietą? Przecież czysto potencjalnie to może być kompletna wariatka niestabilna emocjonalnie i niszcząca wszystko wokół? Zdajesz sobie sprawę z tego, że broniąc obce kobiety w takich sytuacjach, tak naprawdę bronisz siebie albo z przeszłych sytuacji w relacjach w mężczyznami albo z potencjalnych przyszłych na bazie Twoich wyobrażeń i oczekiwań. A ten mechanizm Ci nie pomaga, tylko stawia Cię w roli ofiary, w groźnym świecie złych mężczyzn, gdzie kobiety muszą być bronione i ratowane przed tymi zUymi samcami. Ewentualnie działa to w drugą stronę, że trzeba uświadamiać tylko zUych facetów jacy są, żeby się w końcu zmienili i samczy świat stał się lepszym miejscem

To dosyć konkretnie wspiera podtrzymywanie tych negatywnych wyobrażeń.
Karina
Widzisz, to ciekawe - bo jest ogrom facetów, który uważa dokładnie na odwrót - że to oni muszą spełniać milion kobiecych wymagań, gdzie kobieta uważa, że z jej strony wystarczy że jest. I to jest baaardzo powszechne przekonanie, w internecie jest pełno takich prześmiewczych porównań na zasadzie, że jest kilometrowa lista jakie mają wymagania kobiety i krótka lista wymagań facetów (jedzenie i seks). Jest to taka sama bzdura jak ta podana przez Ciebie. Prawda jest taka, że prawie wszyscy mają wygórowane wymagania i płeć nie ma znaczenia żadnego.
Co do presji to ciekawy temat - wg mnie zwyczajni ludzie, w tym kraju, tacy którzy naprawdę sobie nie poukładali w głowie nie są w stanie stworzyć z miejsca związku wolnego od presji i oczekiwań. Prawie każdy ma swoje braki, problemy, zaślepienia, itd. A na początku przecież trzeba poznać tą drugą osobę, zbudować wzajemne zaufanie i bliskość. Można czuć przecież na początku różne wątpliwości, szczególnie jak drugiej osobie coś odwala i nie wiemy jeszcze czy ona tak zawsze czy tylko się z nią coś akurat dzieje, nie wiemy co z tym zrobi w perspektywie długoterminowej, czy będzie to uzdrawiać czy pielęgnować, itd. Na początku nie wiemy tak wieeeeelu rzeczy i to naturalne, że może to budzić lęki, że coś będzie nie tak, że czegoś nie dostaniemy od drugiej osoby, że ten związek nie będzie dawał nam pełnego szczęścia.
I często wtedy chcemy się przekonać jak będzie, zaczynamy wymagać i oczekiwać, chcemy żeby ta druga osoba swoją postawą nas zapewniła, że ona jest zainteresowana nam dawaniem pewnych rzeczy. I to co jest zabójcze dla związku tak naprawdę to bunt drugiej osoby na zasadzie "o nie mój miły, ja się nie dam presjonować, nic nie dostaniesz!) co w zasadzie tylko podsyca konflikt i doprowadza do rozłamu. A tutaj jest wymagane coś większego, potrzeba wzajemnego zrozumienia i wsparcia, ale z poszanowaniem samego siebie. Nie chodzi o to, aby ulegać bezmyślnie presjom. Chodzi o to, że przede wszystkim szczerze i otwarcie rozmawiać. Jeśli druga osoba potrzebuje np. dużo za dużo czułości to raz, że trzeba wyjaśnić swoje własne odczucia w tym temacie, dwa warto dać wsparcie i akceptacje zamiast buntu np. "obecnie nie potrafię dawać Ci aż tyle czułości, ale bardzo Cię kocham, bardzo lubię to robić i chcę robić to jak najczęściej, ponieważ sprawia mi to przyjemność. Zaakceptuj jednak proszę, że mam takie chwilę, kiedy nie chcę lub nie jestem w stanie Ci tego dać". To milion razy lepsze niż "a weź się w końcu za siebie i sam sobie daj tą czułość, bo nie będziesz wiecznie na mnie wisiał". Dlaczego? Ponieważ druga opcja to emocje wywałkowe, które ranią, nawet jak są uzasadnione, a pierwsza opcja pozwala zachować wolność, do niczego nie zmusza, ale jednocześnie daje partnerowi to czego potrzebuje, bez kosztów własnych (chyba, że gościa się nie kocha i wcale nie sprawia przyjemności tulenie go

). Nie zaszkodzi też czasem ulec i dać drugiej osobie to czego potrzebuje, jeśli nas to nie kosztuje tak wiele, a szczególnie wtedy kiedy widzimy, że sami mamy jakieś zamknięcie w temacie (ograniczanie się w dawaniu czułości)
Nie można partnera traktować jak wroga, który chce źle, który chce nas wykorzystać/użyć. To jest chore. Jeśli jesteśmy z kimś to mu ufamy, że chce jak najlepiej dla siebie, dla mnie mnie, dla nas. Inaczej jaki miałoby to sens? I jeśli partnerka mnie rani w jakiś sposób, presjonuje czy coś takiego, to dlatego że sobie z czymś nie radzi - a więc tym bardziej potrzebuje miłości i zrozumienia, a nie buntu i pretensji! Nie zawsze jest łatwo utrzymać nerwy na wodzy, ale jeśli druga osoba ma takie samo podejście to zawsze się szybko dogadacie, nawet jak puszczą nerwy.
Tak samo jak postawa "należy mi się" szkodzi związkowi, tak samo szkodzi postawa "nie należy mu się". Droga środka zawsze najlepsza

To wszystko działa również w kwestii seksu, kiedy jedna osoba chce, a druga już nie bardzo, więc przemyślenia jak najbardziej na temat
