Juz sobie to zaczynam uswiadamiac. Teraz natomiast wylazl mi problem inny, to znaczy ze jakos nieszczegolnie przyciagam osoby, ktoreby pasowaly do mnie (znajomi, kobiety - bo teraz glownie o zwiazek mi chodzi, bliskosc, udany seks z jednym partnerem). Narazie jeszcze nie wiem, czemu tak jest.
I zauwazylem, ze zaczynam sie obwiniac (chyba niepotrzebnie) o to, ze pewnie jestem nieatrakcyjny, ze mam zbyt malo pieniedzy aby dziewczyna chciala ze mna byc, ze nie mam dluzszych perspektyw na przyszlosc, ze to i tamto (trwa to od lat). A potem spostrzegam, ze jednak wokol widze, ile jest gamoniow, maminsynkow, nieudacznikow co maja stalego partnera/partnerke a w ogole nie mysla jak tu zyc dalej i nagle dociera do mnie ze w porownaniu do nich jednak cos soba reprezentuje, ze mam cele, ambicje, ze chce pracowac nad soba. No ale program w mojej podwiadomosci widac musi mocno dzialac, skoro nawet swiadomosc takich rzeczy nie uwalnia mnie od niemocy przyciagania.
Jakies podpowiedzi?