Zacząłem wczoraj afirmować, że "seks jest dla mnie w pełni bezpieczny, naturalny, niewinny i korzystny". Dzisiaj mnie bolała głowa i kark i ogólnie sporo napięć we mnie siedziało, więc nieunikniona była krótka sesyjka.
Dosyć dużo ciężkich emocji wywalało i przez sporą część czasu czułem mętlik w głowie, pomieszanie i nieprzytomność. Najpierw wyszły klasyczne opory przed seksem bo to zUe i zgubne narzędzie szatana, później się zrobiło ciekawiej - ktoś mi wmawiał, że my jako anioły jesteśmy istotami nieseksualnymi, zostaliśmy stworzeni bez seksu i seks nie leży w naszej naturze. To nie były raczej perfidne manipulacje od UBA, a jedynie nieświadomość i błędne wnioski wyciągnięte przez aniołki z mojego otoczenia - takie mam przynajmniej wrażenie. W każdym razie w tej grupie ktoś miał świadomość, że były anioły, które nie upadły i które rozwijały się skutecznie bez zejścia w materię, a więc i bez seksu. Stąd wniosek że to jedyna opcja dla aniołków, więc trzeba było jak najszybciej porzucić materię i seks. Na tym został zbudowany śmieszny mechanizm udawania i udowadniania, że mogę być szczęśliwy i radosny wstrzymując się od seksu, bo to przecież nie jest żadna moja naturalna potrzeba i wcale tego nie potrzebuje do niczego.
Kwestią czasu było, aż się tym zmęczę. Kolejną warstwą był potężny wkurw na Boga, że stworzył mnie taką nieseksualną istotą, że pozbawił mnie takiej przyjemności. Ja więc postanowiłem buntowniczo pokazać, że On nie będzie mi tu ustalać co leży, a co nie leży w mojej naturze i w tym celu zamierzałem pokazać jak bardzo seksualną istotą jestem. Wystarczył wzorzec podtrzymywania ciągłego napięcia seksualnego, aby ruchać na prawo i lewo, ze wszystkim co się rusza czy nie rusza - wszystko jedno. Mnożyłem przeróżne doświadczenia seksualne, nie liczyła się jakość, tylko ilość. To było niemal transowe udowadnianie Bogu "patrz jaką seksualną istotą jestem! Mam gdzieś twoje ograniczenia! Będę bzykał tak długo, aż mi penis nie odpadnie!".
Dopiero zacząłem temat, a już jest śmiesznie
