Pytanie obcesowe: czy można się zaprogramować na czasowe "przytępienie" pociągu seksualnego? Wybitnie mi nie jest na rękę, że mi skacze libido daleko powyżej strefy, w której czuję się komfortowo. Mam teraz inne tematy na tapecie, które wymagają natychmiastowego "przerobienia", a trochę trudno mi się skupić, jak mi umysł cały czas robi uskoki w stronę mężczyzn i fizycznego aspektu związków...
Nie jestem gotowa na żaden związek, nawet pseudozwiązek, nie nadaję się na jednorazowe wyskoki, mam kilka priorytetów w życiu - egzaminy na uczelni i poza nią, praca, budowanie sobie życia na nowo... jestem kompletnie wkur*na w tym momencie na swoje ciało i na umysł i kompletnie sobą pogardzam za taką słabość. Widać nie jestem tak uduchowiona i filozoficzna, jak lubiłam o sobie myśleć. Chyba po prostu ze mnie zwykła samica i to niezbyt rozgarnięta :/ MASAKRA.
(nie wiem, czy muszę takie rzeczy pisać, bo to żenujące, ale gwoli ścisłości - komentarze odnośnie samozadowalania się wytworami z chińskiego plastiku - czy innego tworzywa - czy siedzenia przez 4 godziny w pozycji kwiatu lotosu będę ignorować)