A propo's rytuałów. Z moich ustaleń wynika, że nie istniał żaden pułkownik Bradford. Mało tego, również Peter Kelder to postać fikcyjna. Prawdopodobnie autorem " Źródła wiecznej młodości" jest wydawca książki - Harry J. Gardner. Pisał on książki o zdrowiu, które przeszły bez specjalnego echa w społeczeństwie amerykańskim lat 30-tych. W związku z tym najprawdopodobniej wpadł na pomysł z tajemniczym klasztorem i tybetańskimi mnichami. Fikcyjny Peter Kelder - autor, który zastrzegł sobie anonimowość - doskonale nadawał się do tego, żeby uniknąć pytań o lamów i ich siedzibę. Ćwiczenia natomiast pochodzą prawdopodobnie z jakiejś książki o jodze raczej nieznanej w zachodnim świecie. W świecie wschodu stanowiły one kiedyś przygotowanie do hatha-jogi. Adept, który postanowił poświęcić życie na studiowanie hatha-jogi w klasztorze, musiał wzmocnić najpierw ciało, żeby móc swobodnie wytrzymywać obciążające ćwiczenia, więc przez kilka miesięcy wykonywał jedynie to co znamy jako rytuały tybetańskie.
To oczywiście nie są niezbite fakty, a jedynie hipoteza, która wykluła się na podstawie śledztwa, które przeprowadziłem z wykorzystaniem źródeł dostępnych na niepolskojęzycznych stronach internetowych.
W każdym razie, bez względu na to, czy mam rację czy nie, ćwiczenia są znakomitą propozycją dla zachodniego, zasiedziałego społeczeństwa i naprawdę przynoszą super efekty.
Na marginesie. Próbowałem niedawno użyć jasnowidzenia dla odkrycia prawdy o rytuałach. Objawiły mi się one jako ćwiczenia, które zalecano żołnierzom (nie ustaliłem jakich wojsk, być może starożytnych Chin), którzy zostali ranni w bojach i przechodzili rekonwalescencję.