a zwyczajnie, zagotowaliśmy z cukrem i niewielką ilością wody owoce wczoraj i dzisiaj odcedzimy sok, a resztę rozbyrdzę tłuczkiem na sitku i to co przez niego przejdzie (czyli miąższ) to zmieszamy z sokiem i do słoików, wytłoczki zjem a pestki wyrzucę ,
ot i wszystko - jak coś pominąłem to skonsultuję potem z żoną i poprawię, bo ona nadzoruje ten proces ; )
to już druga tura, więc przetestowałem, że po rozpuszczeniu tego sokomiąższu haha w wodzie to już nie to niebo, ale można sobie łyżeczką wyjeść ze słoika i wtedy jest tenże intensywny, a jakże miły dla podniebienia, słodkocierpki smak : )