Karina,
"Jak była ostatnio na technice uwalniania to gościu prowadzący powiedział, że najlepiej jest uwolnic sie od potrzeby miłosci tzn. (poczuć gdzie masz tę potrzebę, poczuć bardziej i najbardziej jak sie da, a później spytać się, czy mogę sie uwolnić od potrzeby miłości ? - mogę - kiedy ? - teraz. I uwolnić, ale nie jestem pewna czy można tak po prostu uwolnić sie od potrzeby miłości, w końcu nie jestesmy cyborgami, to jest chyba jedna z najbardziej podstawowych potrzeb."
Grażynka dobrze to ujęła ("Problem w tym, że tej miłości szukamy na zewnątrz. Jeśli mamy miłość w sobie, to znika potrzeba miłości i rozpaczliwe jej poszukiwanie").
Dodam jeszcze, że chodzi o to, że możesz albo chcieć (pragnąć) miłości albo kochać (czyli "mieć" miłość). Albo jedno albo drugie. Nie da się mieć dwóch jednocześnie.
Jeśli masz usilną potrzebę miłości (desperacko jej pragniesz), jeśli chcesz by dawano Ci miłość, to na czym się koncentrujesz?
Na braku, który chcesz zapełnić tą miłością, uwagą z zewnątrz. A ponieważ to, na czym się koncentrujesz wzrasta, to dostajesz więcej braku, więcej pragnienia, tęsknoty itd.
Natomiast kiedy kochasz, koncentrujesz się na tym czego masz w wystarczającej ilości (a nawet nadmiarze), jesteś gotowa się tym dzielić, bo wiesz, że Tobie nigdy tego nie zabraknie. I dopiero wtedy czujemy, jaką miłość jest niesamowitą przyjemnością. Wtedy znika wszelkie chcenie, pragnienie, potrzeba, bo to już masz i czerpiesz z tego radość i przyjemność. Nie ma w tym miejsca na żaden brak.
I wtedy też pojawiają się wokół Ciebie ludzie kochający, bo przecież podobne przyciąga podobne.
My w środku mamy już tę miłość, której tak nam "brakuje", ale w ferworze poszukiwań miłości na zewnątrz zupełnie o tym zapominamy.
Chodzi o to, żeby przestać się skupiać na tym, "jaka to ja jestem biedna i niekochana", tylko dać sobie, a potem i innym miłość
