Przyznam że mnie astrologia sporo nauczyła pokory. Zwłaszcza kiedy zobaczyłem jak ludzie głoszący swoją wolność od wszelakich wpływów po prostu realizowali swój "program" wręcz co do joty... I nie było to mądre realizowanie, a po prostu te wszystkie rzeczy które były w kosmo, ubrane w duchowe szatki.
Albo ludzie chwalący się natychmiastowymi sukcesami w dziedzinie, którą mieli bardzo fajnie rozwiniętą "na wejściu" i wymagała tylko lekkiego szturchnięcia.
I, oczywiście, mój kosmogram

Ale myślę że podchodzenie do astro w kontekście "karmy" czy "uwolnienia" mocno zawęża, hmm, świat? Bo astro wyznacza też to, jacy jesteśmy i czego chcemy. Im bardziej jesteśmy "zrealizowani" tym fajniej realizujemy to, co mamy w kosmogramie. Korzystnym działamy na niekorzystne tak, aby stało się korzystne. I tym bardziej żyjemy w harmonii ze światem. I tu teorie o uwolnieniu tracą dla mnie sens -- bo właśnie żyjemy zgodnie z naturalnym przepływem, zgodnie z naszymi tendencjami, a nie wbrew niemu. Bo jak możemy podkreślić swoją wolność od tego -- robiąc coś przeciwnego naszej naturze? Po co?
Przyznam że astrologia mnie najpierw mocno przestraszyła, ale potem bardzo pomogła mi oswoić ten świat i moje miejsce w nim
