Pierwszy raz miałem klientkę uzależnioną od błogosławieństw rodziców. Problem okazał się karmiczny i trzeba bylo wypalić kilka węzłów w tym temacie. Dobrze, ze nieco znam klimat małopolskiej wsi, bo bym nie uwierzył w to, co wypalałem. A tam te przesądy nadal są wykorzystywane do manipulowania ludźmi młodymi. Polska wieś jak wspólnota rodowa rodem z Afganistanu
Przede wszystkim chodzi o to, że ssą jeszcze osoby, które traktują brak błogosławieństwa rodziców jako coś gorszego od klątwy, bo narażającego na gniew boży i nieustające boże kary.
A to zgodnie z zasadą grzechu za naruszenie przykazania: "czcij ojca i matkę swoją".
Klientka obsesyjnie oczekiwała na błogosławieństwo ojca dla jej dalszego życia. Tymczasem on cały czas podważał jej pomysły na życie, jej kandydatów do małżeństwa itd. Dalej okazało się, że podobny problem miała jej prababcia. Otóż zakochała się z wzajemnością w przystojnym arystokracie, który chciał ją poślubić i nawet prosił rodziców o jej rękę. Ale... oni byli tak przerażeni możliwością skrzywdzenia ich córki, że mu odmówili błogosławieństwa dla tego związku. Szybko wydali ją za mąż za porządnego człowieka, starszego od niej o 12 lat. Jednakże nie przewidzieli tego, że będzie ona nieszczęśliwa i już w wieku 32 lat trefi do szpitala psychiatrycznego ze starczą demencją! Jej marzeniem było, by ktoś wreszcie zakonczył jej tragiczne, bezsensowne życie. I trafił się Niemiec, który jej strzelił w tył głowy w trakcie likwidacji szpitala psychiatrycznego.
Klientka twierdzila, że nie była swoją prababcia, bo pamięta z tamtych czasów inne wcielenie, z którym bardziej się identyfikuje. Pozostaje przypuszczać, że miala wspomnienia prababci przejęte w pamięci komórkowej. Jednakże w pamięci komórkowej nie mogłoby zostać zapisane wspomnienie śmierci w psychiatryku, gdyż nikt z rodziny nic na ten temat nie wiedział.
Dość ciekawe zagadnienie. Być może, ze emocje prababci były tak silne, że mogła je przekazać telepatycznie swej córce.