Autor Wątek: Terapia wewnętrznego dziecka  (Przeczytany 189676 razy)

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-05-05, 09:18:28 »
" Próbowanie to  (..) rodzaj magicznego zachowania. Mnóstwo skrzywdzonych dzieci wewnętrznych przyswoiło sobie następujący sposób myślenia:
"Jeśli będziesz usilnie próbował coś zrobić, nie będziesz musiał naprawde tego robić".
W terapii mówimy: "Próbowanie to umieranie". Kiedy podczas sesji terapeutycznej zadaje komuś prace do domu i słyszę jak potulne wewnętrzne dziecko odpowiada: "Spróbuję", wiem, że oznacza to, że pacjent nie zrobi nic. "

to z ksiązki John'a Bradshawa'a "Powrót do swego wewnętrznego domu".

Ciekawe. Ja w swoim życiu wielokrotnie słyszałam: "Spróbuj. Może akurat Ci wyjdzie.: Cos w tym jest. Bo rzeczywiście w moim zyciu było tak, że jak cos robiłam na próbę to przeważnie sie z tego wycofywałam.

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-04-22, 08:28:00 »
Nie mogłam złapac kontaktu z moim wewn.niemowlaczkiem i wpadłam na pomysł, żeby sobie wyobrazić w jakiej sytuacji sie ono znajdowało po urodzeniu. I pojawił się pokój i mnóstwo ludzi i każdy coś do mnie krzyczał, każdy chciał mnie potrzymać, dotknąć. Każdy chciał zwrócic na siebie uwagę. Ogólnie chaos, krzyki i niezwracanie uwagi na moje potrzeby. Ataki energetyczne i zabieranie mi energii.
I wyobraziłam sobie, że już jako dorosła wchodzę do pokoju i zabieram małą Agnieszkę z tego energetycznego syfu.
Mówię: Państwu juz dziękujemy. Teraz ja sie zajme dzieckiem. I zamykam drzwi za sobą.
I zapewniam małą Agnieszkę, że teraz ja sie nia zaopiekuję i że zapewnie jej spokój, harmonię i bezpieczeństwo. I postaram się zaspokoić wszelkie jej potrzeby.
I znowu jesteśmy blisko :)

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-04-21, 14:06:09 »
Książkę Alice Miller "Mury milczenia" czytałam wiele lat temu. Bardzo mną wstrząsnęła. Przeżyłam duży szok, że można inaczej. Wypłakałam morze łez. Uważam ją za bardzo ważną w moim rozwoju.
Wtedy niestety nie potrafiłam wyjść poza role ofiary ani poprosić o pomoc.
Ale chyba i tak mi pomogła, bo teraz to co robię nie jest dla mnie już tak dramatyczne. Wiecej czuje miłości do mojego wewn.dziecka niz czuje jego żalu. Zal tez jest, ale nie ma to juz takiej rozpaczy jak kiedyś. Chyba sporo wtedy przerobiłam.

Wtedy jak ja czytałam to patrzyłam tylko z poziomu skrzywdzonego dziecka. Teraz sama mam już dziecko i całkiem sporo tematów przerobionych. W tym relacje z mamą.
Jakis czas temu kupiłam sobie książkę A. Miller Dramat udanego dziecka i w sumie stwierdziłam, że nic nowego.
Mury milczenia były dla mnie przełomowe :-) Też bardzo polecam.
Ciekawi mnie jeszcze książka Pawła Karpowicza „Terapia wewnętrznego dziecka” o której wspomina Felicite.




Tess

  • Wiadomości: 2 607
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-04-21, 13:49:56 »
Lilliole, a to jest post Felicite, która ten wątek założyła.
I ona tam pisze o kasiążce Alice Miller - czytałaś ją też ?

Cytuj
Jakiś czas temu poczułam się gotowa do przerobienia tego zagadnienia, a że akurat wpadła mi w ręce  książka J. Bradshawa „Powrót do swego wewnętrznego domu”, więc zaczęłam od niej. No i jakoś przeszło to bez większego echa. Tzn. nie zauważyłam radykalnych zmian. Porzuciłam więc temat.
Tak się złożyło, że we wrześniu tego roku przypadkowo wpadłam na książkę Alice Miller „Dramat udanego dziecka”. I od niej zaczął się mój wielki powrót do dzieciństwa ;)
Już wiem, jaki wcześniej popełniłam błąd. Książka Bradshawa jest świetna na dalszym etapie terapii, ale zbyt mało w niej wiedzy na temat tego, w jaki sposób zranione zostają uczucia dziecka. A na początku terapii trzeba wrócić do pierwotnego bólu. Tego się nie da przeskoczyć, a jeśli zrobi się to po łebkach, to się to potem zemści.

Na tym właśnie skupia się w swoich książkach A. Miller. To dzięki tym książkom dotarłam do ran, których nawet nie byłam świadoma. Dzięki nim dowiedziałam się, w jaki sposób nie powinno wychowywać się dzieci, a nawet, że w ogóle nie powinno się ich wychowywać, ale jedynie czuwać nad ich rozwojem i pozwalać uzewnętrzniać cały swój wewnętrzny potencjał, z którym przyszły na ten świat.  Ale wychowywanie dzieci jest powszechne, jest bazą, na której oparte jest funkcjonowanie społeczeństwa i właśnie dlatego niedostrzegalny jest jego niszczący wpływ na psychikę ludzi. Powszechnie sadzi się nawet, że jest odwrotnie; że wychowywanie dzieci jest niezbędne, bo bez niego wyrosłyby na prawdziwe potwory.

Weźmy takie „nic nieznaczące” klapsy dawane dzieciom, gdy są „niegrzeczne”. Czy można sobie wyobrazić, że dorosły człowiek bije drugiego dorosłego wtedy, gdy ten drugi zrobi coś nie po jego myśli i nikogo to nie oburza? Nie. Bo takie zachowanie budzi sprzeciw. A bicie dziecka? Zazwyczaj postrzega się je w zupełnie innym świetle. A dziecko jest w gorszej sytuacji niż dorosły: jest bezbronne, nieprzygotowane do tego, żeby poradzić sobie z takim zachowaniem, a osoba która je uderza (prawdziwy olbrzym – z pozycji małego człowieka) jest zazwyczaj osobą najbliższą, od której zdrada (bo tak postrzega to wrażliwe dziecko) boli podwójnie.

Tak więc najpierw trzeba mieć wiedzę o tym, jak powinno wyglądać „wychowanie”, a jak nie. Na tej podstawie można wywnioskować, co było nie tak we własnym dzieciństwie po to , żeby można było wyciągnąć na wierzch wszystkie zablokowane emocje  z tym związane po to z kolei, żeby się od nich uwolnić.

W dowiedzeniu się, co mi się przytrafiło i w odczuciu tłumionych wcześniej emocji bardzo pomogły mi książki. Czytając je zagłębiałam się w opisach, jeśli coś poczułam (np. opór, albo gdy coś mnie dotknęło) pozwalałam sobie podążać „po nitce do kłębka”, czyli do tego co było powodem tego odczucia. I tak zazwyczaj dochodziłam do zablokowanej emocji z dzieciństwa, czasem do konkretnego wspomnienia.  Pozwalałam sobie na pełne tego przeżycie.
Książki A. Miller, które przeczytałam i polecam to:
„Dramat udanego dziecka” (pierwsza jej książka, niezbyt „zgrabna”, choć najczęściej chyba cytowana),
„Bunt ciała”,
„Mury milczenia. Cena wyparcia urazów dzieciństwa” (najtrudniejsza, ale najbardziej ją cenię),
„Gdy runą mury milczenia. Prawda faktów”,
„Zniewolone dzieciństwo. Ukryte źródła tyranii”,
”Ścieżki życia: historie, w których każdy odnaleźć może własne losy”.
Tyle udało mi się wypożyczyć w mojej bibliotece ;)

Po tych książkach sięgnęłam po „Toksycznych rodziców” Susan Forward. Ona też mi odblokowała pewne rzeczy. Poza tym robiłam też opisane tam ćwiczenia. Przygotowałam się nawet na konfrontację z rodzicami, czyli na powiedzenie im o swoich zranionych uczuciach (podczas konfrontacji omawia się 4 punkty: 1. To mi zrobiłeś, 2. Tak się wtedy czułam, 3. Tak to wpłynęło na moje życie, 3. Tego chcę od Ciebie teraz). Zaczęłam pisać do nich list, pewne rzeczy powiedziałam już mamie (ojciec nie żyje). Bardzo dużo mi to dało. Bardzo zmieniły się też stosunki z moją mamą. Po raz kolejny prawdziwe okazało się hasło „prawda cię wyzwoli” :)

Ważną kwestią jest też dowiedzenie się, w jaki sposób dziecko powinno być traktowane przez opiekunów. Trzeba zrobić to po to, żeby uzupełnić wiedzę w zakresie co było nadużyciem ze strony wychowawców, ale także – a może przede wszystkim – w jaki sposób traktować własne wewnętrzne dziecko, a także innych ludzi (szczególnie dzieci, jeśli się je ma). Pomogły mi w tym książki: „Pewne siebie i szczęśliwe dziecko. 5 zasad budowania poczucia własnej wartości u dzieci” E. Anderson, G. Redman, C. Rogers  oraz „Księga dzieci. Nie bój się być sobą” Osho.
W międzyczasie przeczytałam też książkę Pawła Karpowicza „Terapia wewnętrznego dziecka”, który na przykładach pokazuje błędy wychowawcze oraz właściwe zachowania rodziców. Druga część  książki to opis sposobów terapeutycznych pozwalających odzyskać wewnętrzne dziecko.

Po tym wszystkim zabrałam się za odzyskiwanie wewnętrznego dziecka, czyli za pozytywne działania. Wskazówki co robić znalazłam w książce „Powrót do swego wewnętrznego domu” Bradshawa. Okres dzieciństwa podzielony jest tam na kilka etapów. Na każdym z nich wymaga się nieco innego działania. Np. etap pierwszy - niemowlęctwo, a właściwie powitanie wewnętrznego dziecka na świecie, potraktowałam bardzo dosłownie. Fajnie się złożyło, że w czasie pracy nad tym okresem wypadły moje urodziny. Zrobiłam sobie piękną laurkę, a właściwie plakat. W środku nakleiłam zdjęcie, wokół wypisałam afirmacje dla niemowlęcia, pokolorowałam ją. Wisi teraz w centralnym miejscu w pokoju. Zamierzam zrobić takie plakaty dla siebie we wszystkich fazach rozwoju :)
A to link do fotki plakatu, jaki zrobiłam dla małej Hani:
http://img163.imageshack.us/img163/2152/dscn0109gs.jpg

Wcześniej dostałam też album „Księga Maleństwa” dla dziecka, które właśnie przyszło na świat. Uzupełniam sobie go, wklejam zdjęcia, wpisuję tam różne rzeczy, wklejam swoje listy od siebie dorosłej do dziecka i vice versa. Wypożyczyłam sobie książeczkę „Witaj maleństwo” z wierszykami dla niemowlaczka i wykorzystuję je do tych rzeczy.
Oprócz tego odsłuchuję nagranych afirmacji dla dziecka na różnych etapach rozwoju,  robię medytacyjne spotkania z dzieckiem, pisuję sobie z nim (ja prawą ręką, a dziecko odpowiada lewą). W każdej chwili staram się zwracać uwagę na  jego potrzeby, uczę się być coraz bardziej uważną i słuchać tego co mówi.
Jestem dopiero po przerobieniu niemowlęctwa (choć po trochu oczywiście pracowałam też już z sobą z innych etapów rozwoju), a efekty po prostu mnie powaliły na kolana :)

Aha i jeszcze jedno. A. Miller bardzo podkreśla rolę „akceptującego świadka” w terapii, czyli takiej osoby, która uznaje ból  skrzywdzonego dziecka, jego prawo do odczuć, która po prostu go wspiera, jest wobec niego prawdziwa. Zawsze stoi po stronie dziecka, a nie rodziców. Ponieważ wiele osób w dzieciństwie nie miało takiej osoby blisko, tak ważne jest żeby teraz ją znaleźć, żeby pozwolić sobie na bycie sobą (całkowicie) przy tej osobie. Wtedy proces uzdrawiania nabiera właściwego tempa. Jednak znalezienie takiej osoby nie jest łatwe, bo musi to być ktoś, kto sam uporał się z bólem pierwotnym (z problemami z dzieciństwa). Może to być terapeuta, ale także ktoś z rodziny lub przyjaciel.
U Bradshawa taką rolę zdaje się spełniać po części partner, z którym się pracuje lub grupa. Dlatego dobrze jest, gdy pracuje się nad tematem razem z kimś. Ja miałam wsparcie męża, choć też nie zawsze. Nie pracujemy w tym samym tempie i w pewnych momentach jego skrzywdzone wewnętrzne dziecko było np. zazdrosne i sabotowało moją pracę. Choć generalnie muszę stwierdzić, że gdyby nie jego akceptująca postawa, to byłabym jeszcze głęboko w lesie :)

Pełna terapia przydaje się przede wszystkim w przypadku wzorców DDA/DDTR, osób z nerwicą, nałogami, z większymi problemami życiowymi, a także z wzorcami UA. Oczywiście praca z wewnętrznym dzieckiem  jest dobrodziejstwem zawsze, nie tylko w ww. przypadkach, ale jeśli się ma poważniejsze problemy, dobrze jest „kompleksowo oczyścić teren”.  W innych sytuacjach (kiedy dzieciństwo było w miarę ok., albo ma się już to uzdrowione) można – jak sądzę – skupić się tylko na pozytywnym kształtowaniu relacji z wewnętrznym dzieckiem.
 

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-04-21, 13:39:59 »
A jak to się stało, ze wracałaś do momentu poczęcia, do zygotki ? :)
Samo zaczęło sie dziać, spontanicznie ?

Właśnie tak. Mam wrażenie, że po prostu totalnie poddałam sie prowadzeniu Wyższego Ja. Zresztą mam to nawet w jednym z dekretów nad którymi pracuję. Że całkowicie i do końca poddaje sie prowadzeniu Wyższego JA. I pewnie dlatego mam takie wrażenie, że wszystko co potrzebuję do pracy z wewn.dzieckiem jest mi dostarczane na bieżąco - pomysły, inspiracje.

Najpierw próbowałam pracować z kilkulatkiem, ale nie mogłam złapać kontaktu. Cos mi podpowiedzieło, że to za duże dziecko, że trzeba wcześniej.
Potem z niemowlakiem. I z tym niemowlakiem to było tak, że najpierw bardzo płakało. Ja mu na to pozwoliłam. Wtedy nie robiłam nic. Tylko akceptowałam to co jest. Aż dziecko przestało płakać, a ja poczułam, ze nie moge znieść jego nagości. I dotarło wtedy do mnie, że to nie ono mnie odrzuca tylko ja je odrzucam. Zaakceptowałam to, ze je odrzucam. Ale i tak cały czas starałam sie trzymać kontakt. Nagle bach! Nagość przestała mi przeszkadzać i mogłam je przytulić. I wtedy za każdym razem gdy sie z nim kontaktowałam- ono robiło sie coraz młodsze. Az zrozumiałam, że weszłam w okres prenatalny. I wtedy poczułam jakbym sie zintegrowała sama ze sobą.
Potem zaczęłam czytac ten wątek i kupiłam książkę. Zaczęłam pisac listy do siebie. I tak dalej i tak dalej...

Ja tego nie widzę totalnie ze szczegółami bo ja nie jestem wzrokowcem tylko "czuciowcem", czy jak to sie tam zwie. Ja po prostu czuję. Widze znacznie mniej. Ale ufam temu co czuję. Im bardziej ufam temu co czuję tym efekty sa większe.
Myślę, że to sie tak stało, bo bardzo mi zależało na złapaniu kontaktu ze sobą. Bo wiele lat miałam takie poczucie, że jestem sama dla siebie obca.

Tess

  • Wiadomości: 2 607
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-04-21, 13:14:50 »
A jak to się stało, ze wracałaś do momentu poczęcia, do zygotki ? :)
Samo zaczęło sie dziać, spontanicznie ?

Tess

  • Wiadomości: 2 607
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-04-21, 13:07:54 »
Dziękuję :)
Myślę, że tą książkę warto mieć w domowej bibliotece. Przyda się całej rodzinie.

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-04-21, 10:41:24 »
Lilliole,
Takie może trywialne pytanie - jak technicznie to robisz /
Oddychasz, leżysz sobie, rozmyslasz ?

Na początku potrzebowałam spokojnego miejsca żeby skontaktować się ze swoim wewnętrznym dzieckiem. Ale teraz to się dzieje podczas "normalnego życia". Ktos mi podpowiedział, żeby robić tak, żeby moje wewnętrzne dziecko było ze mna obecne cały czas. Bo przecież sami jesteśmy ze sobą cały czas. Więc ja tak robię. Jak mam jakąś chwilę wolna czy potrzeba to sprawdzam co sie z nim dzieje. Porozmawiam z nim.
A poza tym to jest dośc spontaniczny proces..
Zauważyłam, że w kontakcie z wewn.dz. pomaga mi bardzo skupienie na ciele i jego odczuciach. I na sercu. No i uważność.
A! I jeszcze pisze listy. Wtedy kiedy czuję potrzebę. Ręką dominująca ( u mnie lewa, bo jestem leworęczna) piszę list do mojego wewnętrznego dziecka, a drugą pisze list jakby moje wewnętrzne dziecko napisało do mnie.  - to z książki Johna Bradshaw'a "Powrót do swego wewnętrznego domu". W listach zapewniam je że je kocham, akceptuję. Ze będe z nim zawsze. Że zawsze będę zaspokajać jego potrzeby itp. Listy bardzo mnie zbliżaja do niego.
A wogóle to jak sie chce pracować z wewn.dzieckiem to warto te książkę mieć.
« Ostatnia zmiana: 2015-04-21, 10:44:15 wysłana przez Lilliole »

Tess

  • Wiadomości: 2 607
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-04-21, 10:08:21 »
Lilliole,
Takie może trywialne pytanie - jak technicznie to robisz /
Oddychasz, leżysz sobie, rozmyslasz ?

Cytuj
Cały czas jestem w procesie i czuję, że cały czas mnie cofa. Niedługo stanę się zygotą :)) Może mam dojść do jakiegoś punktu?
Oczywiście nie cofa mnie jako mnie - tylko moje wewnętrzne dziecko. Ja jako dorosła jestem obserwatorem.
 

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-04-21, 09:41:08 »
Czuję, że jak moje wewnętrzne dziecko były w brzuszku to miałam bardzo duży kontakt ze sobą. A teraz nagle po narodzeniu to sie urwało.
Czuję, że teraz już nie mogę zajmować się sobą. Czuję silne energie mieszające. Odwodzące mnie od tego, żebym widziała siebie. Czuję, że to coś złego, że się zajmuję sobą. Że to egoistyczne. Nie czuje tej siły, która płynęła do mnie i ode mnie jak moje wewnętrzne dziecko było płodem. Czasem widzę moje wewnętrzne dziecko jako lalkę. Plastikową.

Jak pracowałam nad okresem prenatalnym to pisałam listy do mojego dziecka wewnętrznego. Spróbuję napisać list i zobaczę czy coś sie zmieni.

Karina

  • Wiadomości: 3 331
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-04-20, 23:22:32 »
A tutaj jest film, który jest przykładem na to, jak bardzo dzieci mogą być kochane.

http://zalukaj.tv/zalukaj-film/6754/srodki_nadzwyczajne_extraordinary_measures_2010_.html

Inga

  • Gość
[#]   « 2015-04-20, 14:52:02 »
Moja "zygotka" ma już 3 miesiące :-). Właściwie to już płód. W tym czasie przejęłam od mamy wzorzec całkowitego tłumienia gniewu - bo "gniew może zranić albo nawet zabić" To mi w dużym stopniu zablokowało dostęp do własnej energii i mocy sprawczej.

Moja mama przez 3 miesiące się zastanwiała czy mnie zabić czy nie zabić. W końcu nie podjęła decyzji a okres aborcji się skończył. I tak przeżyłam.
Jako dziecko byłam mamie idelanie posłuszna, chodziłam jak w zegarku, wykonywałam każdą pracę natychmiast, nie sprzeciwałąm się jej nigdy, bo byłam święcie przekonana że jak się jej sprzeciwię to ona mnie zabije.

Frisky

  • Wiadomości: 5 792
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-04-19, 17:29:38 »
Cytuj
czy obcecne normy spoleczne sa pozytywne czy nie. Bo dostrzegam sporo patologii we wspolczesnym systemie wychowywania
wiadomo, są pozytywne i nie, warto więc uwalniać się od skutków wpływu tych patologii rodzinnych , szkolnych i społecznych i przy okazji dostrzegać, doceniać oraz wspierać pozytywy (cechy, zachowania, skutki) z tymi ogólnymi normami  związane : )

jeżeli ktoś dostrzega tylko patologie i żadnych korzyści i pozytywów związanych z wychowaniem, normami współżycia społecznego, podporządkowaniem się  im  itp.  to jest raczej pewne że wynika to z patologicznego sposobu wychowania i zaślepień z tym związanych

"Reakcje dzieci, które mają rodziców dominujących:
Darzą siebie niewielkim szacunkiem. Mają niewielką zdolność do podporządkowania się zasadom, normom, władzy.­ "

komuś takiemu będzie wywalać niskie poczucie wartości i pojawi się opór  już na samo hasło "posłuszeństwo" czy "podporządkowanie", będzie to odbierał jako upokarzające? ograniczające? uwłaczające godności? jakie tam jeszcze?
: )
« Ostatnia zmiana: 2015-04-19, 17:39:40 wysłana przez Frisky »

pkrl5758

  • Gość
[#]   « 2015-04-19, 17:02:45 »
W tym miejscu nalezaloby jeszcze rozpatrzyc, czy obcecne normy spoleczne sa pozytywne czy nie. Bo dostrzegam sporo patologii we wspolczesnym systemie wychowywania, co zreszta obrazuje rozkwit tzw. pop-kultury.

Frisky

  • Wiadomości: 5 792
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-04-19, 16:58:27 »
w nawiązaniu do reakcji na hasło posłuszeństwa i podporządkowania w innym wątku , jedna z możliwych przyczyn czyli o  wychowaniu dzieci przez dominujących rodziców:
"Reakcje dzieci, które mają rodziców dominujących:
Darzą siebie niewielkim szacunkiem. Mają niewielką zdolność do podporządkowania się zasadom, normom, władzy.­
Ogromna surowość rodziców „łamie ducha” dziecka, co prowadzi do przeciwstawiania się, milczenia lub buntu.­
Dziecko zazwyczaj nie chce mieć nic wspólnego z zasadami w ogóle albo zasadami rodziców. Zazwyczaj odrzuca ich ideały.­
Dziecko może poddawać się wpływom innych dzieci, które buntują się przeciwko swoim rodzicom i ogólnym zasadom społecznym. Może używać środków psychoaktywnych lub angażować się w inne ryzykowne działania (sekty, grupy subkulturowe).
Dziecko poza domem może agresywnie, głośno domagać się swoich praw – np. w szkole sprawia kłopoty wychowawcze, by skupić na    sobie uwagę innych."
http://www.wombb.edu.pl/index.php/zasoby/dzielimy-sie-wiedza/43-postawy-rodzicielskie

czyli takie dzieci, a jak się okazuje również dorośli , nie tylko mają niechęć związaną z formą wychowania, ale też nie rozumieją sensu i znaczenia wychowania gdyż było im wtłaczane nie tylko pod przymusem, z agresją i na siłę, ale również  bez wytłumaczenia po co i dlaczego (wychodziło, że z powodu widzimisię i dla wygody rodziców) , chyba z tego powodu ( może są i inne) nawet dorośli ludzie na pytanie jakie widzą korzyści wynikające z podporządkowania się i posłuszeństwa wobec norm społecznych odpowiadają, że nie dostrzegają żadnych (!) korzyści  z tym związanych...
 ale na uzdrowienie tego i na naukę nigdy nie jest za późno : ) więc może warto przerobić tą lekcję i w tym celu wrócić na pierwszy uniwersytet w życiu wielu ludzi :
http://studzian.przedszkolowo.pl/normy-i-zasady-zycia-spolecznego-w-przedszkolu

co do tych różnych grup czy sekt to często opierają się na negacji wszelkich norm społecznych postrzeganych jako zniewalające właśnie , obiecują wolność od wszelkich autorytetów, zacierają związki przyczynowo-skutkowe przez wprowadzanie własnych zasad w rodzaju zależności  skutków czynów nie od rodzaju czynu ale tylko od wewnętrznego stosunku do tego, czyli myślenie życzeniowe i odlotowe oraz temu p. kwiatki : ) 
oczywiście są i inne sekty oraz grupy religijne i nie tylko w których panują restrykcyjne zasady itp. zapewne istnieje podobna zależność między rodzajem preferowanej grupy a sposobem wychowania, jak w przypadku stosowania środków psychoaktywnych:
http://www.wombb.edu.pl/images/prywatne/postawy.jpg
ciekawy opis do tego:
"Analizując ten rysunek, nie trudno zauważyć, że brak odurzania występuje w tej grupie dzieci i młodzieży, która postrzega swoich rodziców, jako osoby obdarzające ich miłością i realizujące miłość w granicach kochającej swobody i kochającej kontroli. Postawy te zapewniają dziecku zaspokojenie jego podstawowych potrzeb: bezpieczeństwa, akceptacji, miłości oraz niezależności.
Potrzeba bezpieczeństwa zaspokajana jest wówczas, gdy dziecko postrzega i odczuwa świat wokół siebie jako przyjazny, uporządkowany i przewidywalny. Dziecko czuje się bezpiecznie, gdy ma jasno określone granice i reguły postępowania. Przewidywalność oznacza między innymi, że w rodzinie jasno określona jest hierarchia wartości, istnieje stabilność zasad, można przewidywać zachowanie członków rodziny w danej sytuacji.
Potrzeby akceptacji i miłości są u dzieci ściśle ze sobą powiązane. Bezwarunkowa akceptacja i miłość osób znaczących w życiu dziecka są niezbędne dla prawidłowego rozwoju. Dzieci z rodzin nie zaspokajających potrzeb miłości i akceptacji często szukają jej poza rodziną, w grupach rówieśniczych, nieformalnych i sektach.
Potrzeba niezależności zaspokajana jest w rodzinie poprzez stwarzanie dziecku możliwości do realizowania właściwych dla jego wieku zadań rozwojowych. Nadmierne ograniczanie samodzielności dziecka, nadopiekuńczość, stała kontrola wywołują u dziecka bunt i dążenie do wyrwania się za wszelką cenę, bądź nadmierną uległość, brak samodzielności i odpowiedzialności."