No to chyba moja kolej:
Ostatnio wałkowałam temat relacji z matką bardzo intensywnie. Emocje mi wywalały od totalnej, nieprzytomnej nienawiści do prób zrozumienia i wybaczenia. Po drodze kilka przypadkowych spotkań (bo jednak ten żal bardzo mocno we mnie siedział, więc o odwiedzaniu się nie było mowy) uświadomiło mi, że coś się z nią dzieje dziwnego.
W święta się przełamałam, poszłam w odwiedziny i kiedy chciałam ją objąć - odepchnęła mnie! Zaczęła opowiadać o jakichś zdjęciach, które zaniosła do mojej siostry, o swojej śp. mamie (a przecież mojej babci, która niemalże mnie wychowała i z którą miałam dużo lepszy kontakt). Miałam wrażenie, że mówi do mnie nie do końca zdając sobie sprawę z tego, że ja - to ja. Po raz kolejny uświadomiłam sobie jej kompletnie skrzywiony odbiór rzeczywistości. I wreszcie wyrzuciłam z siebie, jak bardzo mnie rani takie traktowanie - bez okazywania uczuć i spychanie na koniec listy ważnych dla niej osób, na co odparła, że przecież czterdzieści lat temu, jak byłyśmy tylko we dwie, to byłam najważniejsza. Czterdzieści lat! Trochę mi jej żal, bo przez swoje zachowanie zraziła do siebie całą rodzinę z mężem i wnukami włącznie. Dlatego Święta spędzała sama. Ale to już nie mój problem - jeśli woli żyć we własnej bajce, to mnie zostaje już tylko tę jej wolną wolę uszanować.
Karina, a czy ty nie jesteś przypadkiem bardziej podobna do babci niż do mamy? Bo u mnie właśnie tak jest, co jeszcze dodatkowo tłumaczy niechęć mojej matki do mnie. Między nią, a babcią relacja też była bardzo napięta.