Autor Wątek: Terapia wewnętrznego dziecka  (Przeczytany 189671 razy)

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-04-15, 10:34:42 »
Pamiętam, że podjęłam decyzję, się jak się schowam, będę takim niewychylającym się biedactwem to może jakoś to przetrwam.
Natomiast nie pamiętam czegoś takiego jak to pisza w różnych ksiąkach, że "chciałam zasłużyć na miłość mamusi". Ja tylko chciałam przetrwać.
Może po prostu jeszcze do tego nie dotarłam.

Karina

  • Wiadomości: 3 331
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-04-15, 10:33:44 »
Lilliole

też miałam takie same odczucia, aż do mnie przyszło, że moją lekcją jest pokochać siebie w 100 procentach i myślę, że Twoją też, jakbyś kochała siebie nie przyciągnęłabyś takiej rodziny.

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-04-15, 10:23:43 »

Różne są rodzaje "miłości". Sa też takie, że już nie chce się "tu być", bo to oni "wiedza lepiej"  jak ma sie dziecko czuć, myśleć, jakie ma być, co mu wtaczać, wszystko narzucone dla jego "dobra", bo przecież oni wiedzą lepiej co i jak.

Ja to czuję jako zwykłą agresję. Nieświadomą i tym bardziej groźną, że nazywaną "miłością". Niszczenie i blokowanie potencjału dziecka.
Ci co wiedza lepiej zupełnie nie znają samych siebie. Bo jakby znali siebie to by się zajęli rozwijaniem siebie. A oni zajmują się wszystkimi tylko nie sobą.

Chyba właśnie w tym czasie (prenatalnym) zdałam sobie sprawę, że na miłośc nie mam co liczyć i głęboko żałowałam swojej decyzji o wcieleniu. To co czuję z tego okresu to bombardowanie mnie agresją, wściekłością, tym gorszą, że nieświadomą. Nieprzytomna złością. Za to na poziomie umysłu były deklaracje wielkiej miłości i dumy. Czyli miłość równa się sponiewieranie energetyczne:)
No i miałam być chłopcem - oszukałam tych co mnie "kochali". Zawiodłam ich. Jestem oszukańcem. Przebierańcem.

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-04-15, 10:01:06 »

 Czy modlitwy, zabiegi jakiekolwiek, mogą złagodzić to co później te maluszki w życiu mogą kreować ? Pod wpływem tego czego doswiadczyły w łonie matki ?
Mam na myśli modlitwy i zabiegi wykonywane przez inne osoby.
Bo one są jeszcze za małe na samodzielność w tej sprawie.

I w ogóle czy możemy jakoś pomóc naszym bliskim na tego typu traumy.
Naszym dzieciom. Szczególnie malutkim.
Czy 'dać im poczuć swoją karmę' ?

Moim zdaniem warto wykonywać modlitwy. Zwłaszcza o wzrost świadomości. Jeżeli są ona korzystne to zadziałają, jeżeli nie to po prostu nie przyniosą efektu. Wydaje mi się też, że w tym czy ingerować czy nie - warto poprosić o  inspirację  Wyższe Ja czy też Boga jak kto woli.
A jeżeli chodzi o swoje dzieci to moim zdaniem jest tak, że wzrost świadomości i rozwój rodziców ma bezpośrednie przełożenie na dzieci. I warto pracować nad sobą dla siebie, ale ze świadomością, że będzie to również korzystne dla naszych dzieci.
 

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-04-14, 19:52:44 »
Lilliole
Radzisz sobie świetnie :)

Cytuj
Czuję, że nie chcę tu być. W łonie matki. Czuję totalne pomieszanie. I nie chcę czuć tego co czuję. Czuję, że to nie moje emocje. Ze sa one mi wciskane razem z pomieszaniem. Czuję własną rozpacz, bezsilność i niemoc. Nie ma wyjścia. Moje bezsilnośc miesza się z cudzą agresją i cudzą bezsilnością.
 

Różne są rodzaje "miłości". Sa też takie, że już nie chce się "tu być", bo to oni "wiedza lepiej"  jak ma sie dziecko czuć, myśleć, jakie ma być, co mu wtaczać, wszystko narzucone dla jego "dobra", bo przecież oni wiedzą lepiej co i jak.

Tess

  • Wiadomości: 2 607
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-04-14, 19:23:21 »
To "nie chcę tu być" i do tego bezsilność i niemoc - straszne.

Cytuj
Czuję, że nie chcę tu być. W łonie matki. Czuję totalne pomieszanie. I nie chcę czuć tego co czuję. Czuję, że to nie moje emocje. Ze sa one mi wciskane razem z pomieszaniem. Czuję własną rozpacz, bezsilność i niemoc. Nie ma wyjścia. Moje bezsilnośc miesza się z cudzą agresją i cudzą bezsilnością.
 
Znam, w realu, 5 osób, które miały przechlapane w łonie mamy ( plus ja ;))  ).
Z tego dwie  nie były akceptowane 'tylko' przez połowe ciąży. A potem wprost przeciwnie :)
Mimo to rzutowało to w sposób ewidentny na ich realne zycie: niska samoocena, poczucie osamotnienia, skłonności do depresji.
Ta niska samoocena wpłynęła np na przyciąganie partnerów takich, których nikt przy zdrowych zmysłach by 'nie wziął na warsztat' ;)

Natomiast te 3 małe istotki  = walka, walka, walka.
Walka o życie. A po urodzeniu ? Horroru ciąg dalszy.

Teraz pytanie które aż sie prosi o zadanie  :
 Czy modlitwy, zabiegi jakiekolwiek, mogą złagodzić to co później te maluszki w życiu mogą kreować ? Pod wpływem tego czego doswiadczyły w łonie matki ?
Mam na myśli modlitwy i zabiegi wykonywane przez inne osoby.
Bo one są jeszcze za małe na samodzielność w tej sprawie.

I w ogóle czy możemy jakoś pomóc naszym bliskim na tego typu traumy.
Naszym dzieciom. Szczególnie malutkim.
Czy 'dać im poczuć swoją karmę' ?

Chociaż,  jak juz tu raz dyskutowaliśmy, decyzje co do wyboru naszej drogi życiowej są podejmowane PRZED śmiercią. I pod wpływem różnych przekonań.
Niekoniecznie jest to pod wpływem "bad karma" :)
I jak Leszek to określił, mogą być tak bardzo nieprzemyślane, że aż głupie !

Z mojego doswiadczenia co do dorosłych, wynika, że modlitwy działają. Uporczywe.Nieustające :)
Choć czasem to baaardzo długo trwa. Nawet 9/10 lat :(
Ale ... Dobry Bóg działa w swoim tempie.
I jest kompetentny :)

A co do dzieci ?
Jeżeli czujemy, ze to dziecko będzie "walczyło" dalej, skoro przeżyło to piekło w łonie tzw matki, to i dalej nie ma zamiaru spasować.
To ingerować modlitwą, czy czymś ?
Czy let it be i obserwować z boku ?

Ja w sumie czuję co i jak :)

Ale uważam, że wymiana poglądów może  inspirująca.
Różne doświadczenia - różne poglądy :)

Tess

  • Wiadomości: 2 607
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-04-14, 18:53:48 »
Ponownie cytat z postu Atlanty - relacja moje wewnętrzne dziecko a moje fizyczne dziecko
Cytuj
Jeżeli uświadamiam sobie i rozumiem potrzeby mojego wewnętrznego dziecka, jestem w stanie uświadomić sobie i zrozumieć również potrzeby tego dziecka, którego jestem fizycznym rodzicem. Wówczas otwieram mu przestrzeń do twórczego, niezależnego życia, ekspresji, spontaniczności. Ostatecznie otwieram mu drogę do doświadczania głębokiej, duchowej sfery życia, realizacji swojego najwyższego potencjału. Otwieram mu drogę do doświadczeń jedności, poczucia bezpieczeństwa, spełnienia i tego wszystkiego, co sobie wymarzy...

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-04-14, 15:50:49 »
Lilliole
Już raz to przeżyłaś w łonie matki, a teraz wchodzisz w to, co jest już echem-zapisem tamtych zdarzeń, więc to już nie pierwszy raz :) Chyba, tak mi przychodzi, najtrudniej jest Ci się przyznać, że naprawdę to TAK BYŁO, jak Ci sie przypomina i jak czujesz. Ale warto, warto przyznać się przed samą sobą. No i rozmowa z sobą-niemowlątkiem, takim delikatnym, bezbronnym.
Własnie. Ja tez to tak czuję. Że to jest po prostu echo-zapis. I w sumie to przecież sporo już uzdrowiłam, zanim dzoszłam do tego, więc nie rzuca mna aż tak bardzo. Po prostu czuję i pozwalam sobie czuć.

Coś z tym jest, ze trudno jest przyznać i uwierzyć, że tak było. Jak sie całe dzieciństwo i troche potem wierzyło bardziej w to co inni mówią niz we własne czucie.
Cenne uwagi. Dziękuję Mateusz :)

Juz mi troche odpuściło, bo zaczynam znowu czuć radość z kontaktu ze swoim wewnętrznym dzieckiem. Czyli w sumie ze sobą :)

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-04-14, 14:35:27 »
Lilliole
Już raz to przeżyłaś w łonie matki, a teraz wchodzisz w to, co jest już echem-zapisem tamtych zdarzeń, więc to już nie pierwszy raz :) Chyba, tak mi przychodzi, najtrudniej jest Ci się przyznać, że naprawdę to TAK BYŁO, jak Ci sie przypomina i jak czujesz. Ale warto, warto przyznać się przed samą sobą. No i rozmowa z sobą-niemowlątkiem, takim delikatnym, bezbronnym.

Pomaga też "przećwiczenie porodu" w basenie. Z kimś do pomocy. Najpierw oddychanie w wodzie przez rurkę a potem poród-wynurzenie.
To można też potraktować jako dokończenie procesu.

Michał486

  • Wiadomości: 802
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2015-04-14, 12:39:27 »
W sumie to się z wami zgadzam.
Każde wywalanki to taki ważny okres, w którym wiele rzeczy zostaje uświadomionych.
Ja to traktuję jako kolejną inspirację do uzdrowienia, choć czas jest wtedy nie łatwy.

Inga

  • Gość
[#]   « 2015-04-14, 12:29:12 »
Na takie wywalanki bardzo fajnie działa wysiłek fizyczny.
Wyjście na rower, pobiegać coś w ten deseń aby odciągnąć umysł od tych myśli.
W końcu one miną sztuką jest nie koncertować się na kiepskim samopoczuć bo się mu tylko energi dodaje.

Takie zachowanie to jakby zostawić swoje dziecko wewnętrzne samo sobie i powiedzieć mu - radź sobie sam, a ja się zajmę teraz czymś przyjemniejszym.

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-04-14, 12:20:57 »
Na takie wywalanki bardzo fajnie działa wysiłek fizyczny.
Wyjście na rower, pobiegać coś w ten deseń aby odciągnąć umysł od tych myśli.
W końcu one miną sztuką jest nie koncertować się na kiepskim samopoczuć bo się mu tylko energi dodaje.

Ale ja czuję, że to byłaby ucieczka. Właśnie widzę jak mój umysł odciąga mnie od tych emocji. A to Fb, a to forum, a to jeszcze coś innego. Byle czymś się zająć. Tak zawsze robiłam. Teraz spróbuję to poczuć do końca. Całym ciałem i wszystkimi zmysłami. Świadomie.
Aż poczuję, że starczy.
W sumie to nie jest takie straszne, że czuję to.

Michał486

  • Wiadomości: 802
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2015-04-14, 12:11:41 »
Na takie wywalanki bardzo fajnie działa wysiłek fizyczny.
Wyjście na rower, pobiegać coś w ten deseń aby odciągnąć umysł od tych myśli.
W końcu one miną sztuką jest nie koncertować się na kiepskim samopoczuć bo się mu tylko energi dodaje. 

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-04-14, 11:50:14 »
Czuję, że nie chcę tu być. W łonie matki. Czuję totalne pomieszanie. I nie chcę czuć tego co czuję. Czuję, że to nie moje emocje. Ze sa one mi wciskane razem z pomieszaniem. Czuję własną rozpacz, bezsilność i niemoc. Nie ma wyjścia. Moje bezsilnośc miesza się z cudzą agresją i cudzą bezsilnością.
« Ostatnia zmiana: 2015-04-14, 11:53:48 wysłana przez Lilliole »

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-04-14, 09:47:55 »
Czuję takie dziecięce, totalne skoncentrowanie na sobie. Czuję, że powinnam dotrzeć do punktu przed tym zanim musiałam spełniać oczekiwania innych. I to może być w okresie prenatalnym (jeżeli chodzi o to zycie). Czuje energie nieciekawe, ale jeszcze jestem w miarę zintegrowana. Nie byłam jeszcze żywa lalką. Wtedy nikt nie zaprzeczał temu co czułam. Nie bylo prania mózgu.