lena87
Ja miałem rzeczywiście bardzo zaburzoną relację z samym sobą. To mi mieszało i przeszkadzało we wszystkim. Im bardziej sie potępiałem, tym więcej spotykało mnie niepowodzeń. Bo jak się człowiek ciągle oskarża, to dzieje się coraz gorzej. Zrozumiałem, że nie mogę się w taki sposób traktować. Oczyszczałem więc intencje do siebie - te które sobie wypisałem. Potem przeanalizowałem za co sie tak źle traktuję - wypisałem to i w końcu pozwoliłem sobie na to rezygnując z kontroli i potępiania siebie. Przydało sie afirmowanie, że mam prawo być taki a taki, myśleć o sobie tak i tak...
A i jeszcze wybaczenie sobie.
W końcu zaczęło mi sie poprawiać, zbliżyłem sie do siebie, pogodziłem. W pewnym momencie pojawił sie taki stan, który mnie bardzo rozśmieszył a mianowicie, jak mi coś nie wyszło, to nie było kogo za to oskarżyć. Nie ma winnych. Jest tylko zdarzenie, czasem nawet coś wkurzającego, ale nie ma winnych, to nie moja wina. Nie ma sie na kogo złościć, nie ma kogo atakować

Oczywiście zaczęło mi sie też lepiej układać.