Autor Wątek: Terapia wewnętrznego dziecka  (Przeczytany 190229 razy)

tod

  • Wiadomości: 261
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2015-01-23, 21:51:56 »
Wydaje mi się, że takie przejściowe poczucie winy wynikające ze zrobienia czegoś 'złego' jest ok. Ale już trwanie w poczuciu winy i trzymanie go w sobie nie jest ok i jest to degradująca postawa, która do niczego nie prowadzi.

Jest jeszcze kwestia stworzenia tzw. strefy cienia, czyli wypartych cech i uczuć, które nie pasują nam do naszego wizerunku nas samych. Jak ktoś wmawia sobie, że jest dobry i życzliwy, a jednocześnie ma w sobie dużo nieakceptowanego gniewu (wściekłości) to może być tak jak piszesz Inga. Taka osoba to chyba powinna zająć się wybaczaniem, a nie budowaniem swojego wizerunku jako kogoś dobrego, miłego, niewinnego, uduchowionego itp.

Wydaje mi się, że bardzo ważna jest pokora i umiejętność przyznania się (przed sobą) do błędu. Weźmy np taką osobę na 'wysokim poziomie rozwoju duchowego'. Wierzy ona, że jest już tak 'wysoko w rozwoju' że takie sprawy jak gniew itp jej nie dotyczą, więc się do nich nie przyznaje i im zaprzecza. Jakby się do tego przyznała, to ten wizerunek 'osoby wysoko rozwiniętej' mógłby runąć jak domek z kart i wtedy okazałoby się, że coś, czemu poświęcało się wiele lat było tak naprawdę trochę bez sensu. Dla osoby, która jest rzeczywiście uduchowiona to wizerunek 'bycia na wysokim poziomie' jest do niczego niepotrzebny. Ale to już inna sprawa, bo to kwestia nieutożsamiania się z ego (osobowością).

Inga

  • Gość
[#]   « 2015-01-23, 08:12:53 »
Znam wiele przypadków osób na wysokim poziomie rozwoju, które są pewne swojej życzliwośći, empatii i miłości do innych, a nieświadomie atakują energetycznie, nic o tym nie wiedząc.

Inga

  • Gość
[#]   « 2015-01-23, 08:06:02 »
Dopoóki człowiek nie jest oświecony, dopóty ma zdolność, chęć, czy nieświadomy przymus krzywdzenia innych. I dlatego powinien mieć zdolność do odczuwania poczucia winy. Ta zdolność nie jest już potrzebna komuś oświeconemu, który nie potrafi już nikogo skrzywdzić.

Inga

  • Gość
[#]   « 2015-01-23, 07:37:03 »
Tylko że jak taki rozwojowiec zrobi sobie blokady w pewnych obszarach mózgu, za pomocą afirmacji że zawsze i wszędzie jestem niewinny, po to aby nie czuć poczucia winy, to w pewnych sytuacjach, czy obszarach tego dotyczących, nie jest zdolny do czucia empatii.

Sylvia

  • Wiadomości: 2 128
  • Płeć: Kobieta
    • www.sylwiawolf.com
  • Sylwia A. Tender Wolf - terapeuta, trener EFT, Instruktor Theta Healing, Regreser, Matryca Energetyczna, Bars, więcej www.sylwiawolf.com Artykuły: http://www.ezosfera.pl/sylwiawolf/artykuly
  • Status: Ekspert
[#]   « 2015-01-22, 17:34:11 »
Specjalnie zwracam uwagę na potrzebę czucia poczucia winy, bo wiem że są osoby rozwijające się duchowo, które uwolniły sie od poczucia winy, czują się niewinne, zawsze i wszędzie i nawet nie zauważają że kogoś krzywdzą. Bo w swoim przekonaniu z ich strony jest czysto, oni są czyści wewnętrznie, uzdrowieni a wszystko co robią jest dobre.


Poczucie winy jest zbędne. Jest to ciężka energia i stan uczuć, która jest destrukcyjna od pewnego momentu w rozwoju. Żeby nie być psychopatą-rozwojowcem wystarczy być empatycznym.
Empatycznym z czystego serca bez wczuwania się w uczucia innych ludzi np. bólu, cierpienia, lęku, z poziomu zrozumienia, świadomości i wiedzenia wraz umiejętnością wsparcia w taki sposób w jaki ktoś potrzebuje. A jak nie daje sobie pomóc, to odpuszczenie i akceptacja z miłością czyiś decyzji i wyborów.

Empatia jest tą różnicą między rozwojowcem, który przestał czuć winę i wstyd, i rozwiną bycie w miłości, radości, szczęściu, niewinności, a między psychopatą.

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-01-22, 15:56:22 »

Choć czasami tak trudno uwolnic sie od lęku, skoro jest. Zakorzeniony. Głęboko.
Jak sie nie ma podstaw np zabezpieczenia finansowego, miłości, etc, to jest LĘK.
I jak go puścić ? Tak po prostu rzecz jasna nie da rady.
Można powierzyć go Bogu. Ale trzeba jeszcze do tego przekonać swoja podświadomość.

Wg mnie ważne jest to żeby dokładnie przyjrzeć sie temu lękowi. O co tam dokładnie chodzi. Bo nie zawsze jest to widoczne od razu. Np. ktoś moze bać się braku pieniędzy, a tak naprawde tam pod spodem jest lęk przed bezradnością.
Przy silnych lękach przydaje sie druga osoba, która zobaczy coś czego my się boimy zobaczyć. Bo silne lęki powodują silną nieprzytomność.

Ja jak juz wiem czego sie boję to piszę sobie dekrecik. Jakiś taki mały. Że uwalniam się od lęku przed... Że to jest bezpieczne, mądre i w porządku, gdy się uwalniam... Że to mi sie opłaca. Ze w miejsce tego lęku otwieram sie na bezpieczeństwo związane z tym tematem....
W trakcie pracy z takim dekretem przeważnie jeszcze cos wychodzi. Więc znowu piszę kolejne kilka zdań.

Podświadomość najbardziej boi się za pierwszym razem. Potem jak zobaczy, że to jej sie opłaca to sama pokazuje. Wystarczy być uważnym i jej słuchać.

Można jeszcze zastosować taki sposób, że powiedzieć głośno: "Akceptuję to że ..... (może się stać to czego najbardziej się boisz)" Ma to głęboki sens, bo kiedy sie czegoś boimy i nie chcemy tego zaakceptować to to przyciągamy. A paradoksalnie, gdy zaakceptujemy że to się stanie uwalniamy sie od tego lęku i przestajemy to przyciągać i materializować.

Ja jeszcze pracuję metodą Dekodyki- w tej metodzie lokalizuje takie lęki wykorzystując to, ze kodują sie one w pamięci ciała, a umysł może je zobaczyć w postaci jakichs symbolicznych przedmiotów. Można podjąć decyzję, że się nie chce już tego i symbolicznie wyrzucić je z ciała. Wtedy przestają działać.


Tess

  • Wiadomości: 2 607
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-01-22, 14:13:40 »
Cytuj
podtrzymywanie lęków sporo energii kosztuje.
- brilliant !
To brzmi jak inspiracja.

To może byc zdanie wspomagające uwalnianiu leków. Bit by bit - pooowolutku, bo to lęki wszak :)

Choć czasami tak trudno uwolnic sie od lęku, skoro jest. Zakorzeniony. Głęboko.
Jak sie nie ma podstaw np zabezpieczenia finansowego, miłości, etc, to jest LĘK.
I jak go puścić ? Tak po prostu rzecz jasna nie da rady.
Można powierzyć go Bogu. Ale trzeba jeszcze do tego przekonać swoja podświadomość.

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-01-22, 11:45:41 »
Przeżycie tego lęku na pewno by uwolniło od oczekiwania i nadziei na tę miłość.

Też tak uważam. I chyba sporo energii można dzięki temu odzyskać. Bo podtrzymywanie lęków sporo energii kosztuje. Czyli wracamy do akceptacji :)
Chyba wypiszę sobie to słowo na ścianie.

Inga

  • Gość
[#]   « 2015-01-22, 11:28:35 »
A gdyby zaakceptować ten straszny lęk, że nigdy się już nie dostanie takiej miłości jakiej się chciało i od tej osoby, której sie chciało?

Przeżycie tego lęku na pewno by uwolniło od oczekiwania i nadziei na tę miłość.

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-01-22, 11:12:52 »
Ciekawe co potrzebuje tak osoba, z takim wewnętrznym dzieckiem, żeby dorosnąć? Żeby zrozumieć, że jest już dorosła. Że nie jest już tym małym bezbronnym dzieckiem. I nie potrzebuje juz miłości rodziców do przeżycia?
Świat z perspektywy dziecka jest zupełnie inny niz z perspektywy dorosłego. Ja miałam cos takiego, że psychicznie nie mogłam dorosnąć. Moja perspektywa była taka, że wszyscy inni byli tacy duzi i ważni, a ja malutka. Ale zobaczyłam to dopiero jak "dorosłam".
Czy porzucenie nadziei, że dostanie się miłość od kogoś a nie od siebie - może spowodować zmianę perspektywy?
Bo trzymanie się nadziei powoduje kreowanie sytuacji w których potrzebujemy jeszcze większej nadziei.Nigdy spełnienia. A gdyby zaakceptować ten straszny lęk, że nigdy się już nie dostanie takiej miłości jakiej się chciało i od tej osoby, której sie chciało?

Ja kiedyś, wiele wcieleń temu zostałam porzucona. Można powiedzieć, że dla kariery wojownika. I wiele bałaganu narobiłam sobie, bo w kolejnych wcieleniach chciałam dostać to czego nie dostałam od tej osoby. I chciałam ją ukarać za to co mi zrobiła. I ukarałam. I tym sobie narobiłam jeszcze większego bałaganu.

Inga

  • Gość
[#]   « 2015-01-22, 10:52:58 »
tutaj działa to dziecko wewnętrzne, jak w tytule wątku.
Ono zna tylko tatusia i to jest jedyna osoba dla niej od której może dostać miłość. Całe jej dzieciństwo było wypełnione dążeniem aby tę miłość dostać. Ono dalej żyje w tym świecie i dalej marzy o tej miłóśći. I steruje dorosłą osobą tak aby odtworzyć tamte warunki z dzieciństwa, aby dostać taką samą atmosferę emocjonalną, aby wszystko się powtórzyło jak było kiedyś i aby spotkać kogoś takiego jak tatus był wtedy, i aby wreszcie od takiego kogoś dostać tę upragnioną miłóść. Bo to jest szczęśćie i spełnienie marzeń.
I daltego przyciąga takie nieprzyjemne osoby. Oraz odgania wszystkie inne które nie są tatusiami i bardzo pilnuje aby ta dorosła osoba nie weszła w związek z kimś innym niż tatuś. Bo dla niej to byłaby utrata nadziei na otzrymanie tej najwspanialszej miłośći od tatusia.
Oczywiśćie to jest tylko jedna w wielu przyczyn.

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-01-22, 10:35:39 »
A rozumiem! Bo ja w pierwszym momencie zrozumiałam, że może istnieć potrzeba spotykania takich ludzi :)

Czyli potrzeba miłości plus błędne przekonanie, że możesz ją dostać od takich "tatusiów" jak twój ojciec. Dobrze rozumiem?
Bo może kiedyś uwierzyłaś w coś co spowodowało, że nie szukałaś tam gdzie mogłaś to dostać tylko u takich co cię mogli tylko psychicznie sponiewierać.
Użyłam tego słowa "sponiewierać", bo ja kiedyś miałam takie przekonanie, że jak kocham to będę sponiewierana. Ale u ciebie to może być inne.

Inga

  • Gość
[#]   « 2015-01-22, 10:23:57 »
Może to być potrzeba dostania miłośći. I przekonanie że od takiej osoby dostaje sie miłość.
Ja np do Oświęcimia poszłam dlatego że spodziewałam się tam znaleść miłość. Bo tam było tak bardzo dużo tatusiów, czyli ludzi z cechami mojego ojca. Chciałam żeby oni mnie pokochali, ponieważ mój tatuś mnie nie kochał i ja ciągle dążyłam do tego aby wreszcie dostać tę miłość od niego.

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-01-22, 10:05:49 »
Należy się dowiedzieć jaka wewnętrzna potrzeba powoduje że spotyka takich ludzi

To dobry trop :) Chce poznać swoja wewnętrzną potrzebę, która spowodowała że tacy ludzie mieli bardzo duży wpływ na mnie. Chcę poznać swoja wewnętrzną potrzebę... Potrzeba... Co to właściwie jest potrzeba?
A może to jest jakiś mechanizm?! A może to jest jakieś błędne przekonanie? Jak pracuję z Dekodyką to przeważnie są to przekonania czy mechanizmy, które działają poza naszą świadomością. A nam się wydaje, że są one integralną częścią nas, bo się zapisały w pamięci ciała.

Co by to nie było chcę to poznać. I uwolnić się.

Inga

  • Gość
[#]   « 2015-01-22, 09:54:29 »
Z inicjacją w strzygi to chodzi o coś zupełnie innego. Ja sama byłam inicjowana w strzygę i z tego m in powodu spotykałam ogromną ilość strzyg.

 Chcę się dowiedzieć jakie cechy trzeba mieć, żeby nie spotykać takich ludzi w swoim osobistym świecie.

To jest błędne podejśćie.
Należy się dowiedzieć jaka wewnętrzna potrzeba powoduje że spotyka takich ludzi