Wydaje mi się, że takie przejściowe poczucie winy wynikające ze zrobienia czegoś 'złego' jest ok. Ale już trwanie w poczuciu winy i trzymanie go w sobie nie jest ok i jest to degradująca postawa, która do niczego nie prowadzi.
Jest jeszcze kwestia stworzenia tzw. strefy cienia, czyli wypartych cech i uczuć, które nie pasują nam do naszego wizerunku nas samych. Jak ktoś wmawia sobie, że jest dobry i życzliwy, a jednocześnie ma w sobie dużo nieakceptowanego gniewu (wściekłości) to może być tak jak piszesz Inga. Taka osoba to chyba powinna zająć się wybaczaniem, a nie budowaniem swojego wizerunku jako kogoś dobrego, miłego, niewinnego, uduchowionego itp.
Wydaje mi się, że bardzo ważna jest pokora i umiejętność przyznania się (przed sobą) do błędu. Weźmy np taką osobę na 'wysokim poziomie rozwoju duchowego'. Wierzy ona, że jest już tak 'wysoko w rozwoju' że takie sprawy jak gniew itp jej nie dotyczą, więc się do nich nie przyznaje i im zaprzecza. Jakby się do tego przyznała, to ten wizerunek 'osoby wysoko rozwiniętej' mógłby runąć jak domek z kart i wtedy okazałoby się, że coś, czemu poświęcało się wiele lat było tak naprawdę trochę bez sensu. Dla osoby, która jest rzeczywiście uduchowiona to wizerunek 'bycia na wysokim poziomie' jest do niczego niepotrzebny. Ale to już inna sprawa, bo to kwestia nieutożsamiania się z ego (osobowością).