Autor Wątek: Terapia wewnętrznego dziecka  (Przeczytany 190573 razy)

VanillaOrchard

  • Wiadomości: 140
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-04-13, 19:02:32 »
... i przeraża.

Arwena

  • Wiadomości: 203
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-04-13, 18:33:14 »
Przed chwilą rozmawiałam z moją mamą i uświadomiłam sobie, że czuję się w pełni kobieca i w pełni sobą tylko przy moim partnerze, nawet przy mamie z którą mam bardzo bliskie kontakty nie czuję się w pełni swobodnie, nie czuję się kobietą, tylko małą dziewczynką. Ona zwraca się do mnie zawsze tak czule, mówi do mnie „Misiu”, „Słonko”, „Promyczku”, to jest jak miód na moje serce i czuję się wtedy kochana i to oczywiście jest miłe, ale rozmawiając z nią czuję jednocześnie blokadę. Choć staram się wyluzować i mówię na swój sposób swobodnie i mogę jej powiedzieć praktycznie o wszystkim to i tak czuję jakieś blokady przed swobodnym przejawianiem siebie przy niej.  Czuję, że relacja z nią ma duży wpływ na to, że tkwię w tych schematach małej dziewczynki, że nie chce dorosnąć, pokazać że jestem kobietą. Tak, dotarło do mnie, że wstydzę się przed moją mamą tego, że jestem kobietą… Łatwiej mi czuć się dobrze ze sobą czując się jak dziecko.

VanillaOrchard

  • Wiadomości: 140
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-04-12, 22:12:38 »
Arwenko,

podobieństwo naszej przeszłości i zbieżność teraźniejszości na przemian mnie zdumiewa i cieszy.

Arwena

  • Wiadomości: 203
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-04-11, 17:28:43 »
Nie wiem czy dobry wątek wybrałam, ale na pewno ma to związek z wewnętrznym dzieckiem, które samo ze mnie wyłazi:))

Zauważyłam w sobie coś czego wcześniej nie dostrzegałam. Do tej pory myślałam, że to naturalny element mojej osobowości, ale przez ostatnie dni miałam okazję bliżej się temu przyjrzeć w pracy. Czuję się nieco pewniej siebie wśród ludzi na żywo, w pierwszych tygodniach pracy nie odzywałam się do nikogo prawie ani słowem, teraz więcej mówię i częściej nawiązuje kontakt z ludźmi. Niby wszystko ok, pozytywne zmiany, ale coś mi cały czas nie grało do końca. W końcu do tego doszłam i przyznam, że mnie zaskoczyło: wśród nowo poznanych ludzi czuję się jak… sześcioletnia dziewczynka.

Ostatnio pracuje ze mną nowa dziewczyna i wtedy się temu przyjrzałam. Zauważyłam, że jestem o wiele swobodniejsza w wyrażaniu siebie, tyle że ja znowu nie jestem sobą, a tą sześcioletnią małą dziewczynką. Dziwnie się z tym czuję:D
Nie wiem dokładnie jak to wytłumaczyć, wiadomo, nie gadam już o lalkach i pieskach (hm, chociaż o pieskach też się zdarza:p), poruszam „dorosłe tematy”, ale podczas rozmów zauważyłam podobne mechanizmy, podobne zachowania do tych z czasów dzieciństwa, jakbym cofnęła się w czasie. I źle się z tym czuję, bo nie czuję się sobą, przecież nie jestem już dzieckiem.

Jako dziecko byłam oczywiście nieśmiała przy nawiązywaniu nowych znajomości, ale w dużo mniejszym stopniu niż w dorosłym życiu.  Łatwiej nawiązywałam kontakty i miałam przyjaciółki czy koleżanki które naprawdę mnie lubiły. Zauważyłam, że zazdroszczę w jakiś sposób tamtej małej Arwence, bo ona tak swobodnie rozmawiała z koleżankami na różne tematy, nie bała się niczego powiedzieć, czuła jakąś taką harmonię z drugim człowiekiem, niezależnie od tego jaka ta osoba by nie była, potrafiła się przy każdej osobie czuć dobrze ze sobą. Ja jako dziecko choć byłam świadoma że jestem nieco nieśmiała, nie miałam kompleksów z tego powodu i nie rozpaczałam wiedząc że mam jakieś tam braki, nie wymagałam od siebie na siłę więcej niż potrafiłam. Akceptowałam to jaka jestem i ludzie to pozytywnie odbierali. Może była to taka dziecięca niewinność, szczere przekonanie w to, że ludzie mnie akceptują taką jaka jestem, nawet pamiętam, że jak byłam z początku nieśmiała w trakcie poznawania kogoś to wiedziałam, że jeśli się przełamię, ta osoba na pewno mnie polubi, bo ja przecież jestem taka fajna, zabawna, miła i interesująca. To ciekawe, bo właśnie uświadomiłam sobie że jako dziecko naprawdę to czułam, a dziś tego nie czuję. Wręcz zapomniałam, że tak w ogóle można się czuć i dlatego nie wierzyłam, że to jest możliwe. A przecież jest, bo tego doświadczałam.

W pewnym momencie jakby zatraciłam tę umiejętność czucia się dobrze i w porządku ze sobą wśród ludzi, nie wiem czy to jakaś trauma z dzieciństwa którą zepchnęłam w głąb siebie, czy to był jakiś dłuższy proces, którego też wyraźnie nie widzę. Z wiekiem było mi coraz trudniej nawiązywać kontakty, coraz więcej było odrzucenia ze strony ludzi i mojego użalania się nad tym jaka jestem nieśmiała, nie czułam się z tym dobrze. Czułam się gorsza, chciałam być kimś innym.

To mój taki aktualny skutek uboczny podnoszenia samooceny, poczułam się pewniej, ale powróciłam do stanu który odczuwałam w tym życiu, chociaż też nie do końca. Bo pewność siebie małej dziewczynki różni się od pewności siebie dorosłej kobiety. I tu moja pś jakby chcąc przywrócić moją samoocenę przypomina mi jak czułam się w porządku ze sobą kiedy miałam 6 lat i to odtwarza. No dzięki...:P Co zrobić, żeby moja samoocena szła w górę po odpowiednim torze, żebym czuła się pewniejsza siebie jako dorosła kobieta?

Doktor-X

  • Wiadomości: 2 140
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-03-07, 20:01:36 »
Ja kiedyś z ciekawości słuchałem co tam mówią

Atlanta

  • Wiadomości: 1 407
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-03-07, 19:15:31 »
też od czasu do czasu słucham radia Maryja, nie zdajesz sobie sprawy jakie to zgrany, pracowity i porządny zespół ludzi. Może po prostu gościu szuka zdyscyplinowania.

Mój współpracownik -przeniesieniowy ojciec zaczyna się zmieniać w moją matkę ktora jest nałogowcem religii.
On zaczał słuchać rózanca na Radiu Maryja. No nie wytrzymam tu z tą moją rodziną.

Doktor-X

  • Wiadomości: 2 140
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-03-07, 15:04:49 »
hehe no niezle Inga :)

Inga

  • Gość
[#]   « 2014-03-07, 12:50:18 »

Mój współpracownik -przeniesieniowy ojciec zaczyna się zmieniać w moją matkę ktora jest nałogowcem religii.
On zaczał słuchać rózanca na Radiu Maryja. No nie wytrzymam tu z tą moją rodziną.

Frisky

  • Wiadomości: 5 792
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-03-04, 15:16:00 »
Arwena
ale fajnie się to złożyło, podałaś naprawdę świetny przykład : )

Arwena

  • Wiadomości: 203
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-03-04, 12:50:07 »
do uzdrawiania relacji najlepiej nadaje się miłość i współczucie ( te ich formy bardziej czyste, wolne od uzależnienia, litości, wywierania presji zmian, czy dostrajania się do ograniczeń itp.) do siebie i innych : )

Dokładnie, świetne podsumowanie tego, co napisałam poniżej, właśnie o to mi chodziło:)

Arwena

  • Wiadomości: 203
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-03-04, 12:40:32 »
Ja im dłużej mieszkałam z moim ojcem, tym bardziej go nienawidziłam, nie znosiłam tego jaki jest, co robi, jak się zachowuje, robiliśmy sobie ciągle na sobie na złość i nie potrafiliśmy ze sobą porozmawiać. Nie krzyczał na mnie, ale za to codziennie od kilku lat był pijany, praktycznie bez przerwy, dzień w dzień, rok w rok. Kiedy mówił do mnie, ja go ignorowałam i nie odzywałam się do niego, chyba że coś mnie denerwowało to odwarknęłam. On staczał się coraz bardziej a ja coraz bardziej się zamykałam. W domu byłam przesiąknięta tą nienawiścią do niego, żalem, smutkiem że on nie chce się zmienić i nie może sobie poradzić. Czułam, że miałam w sobie jakąś miłość do niego, bywały momenty że próbowałam z nim rozmawiać i zrozumieć go, ale to uczucie szybko spychałam w kąt. Po wyprowadzce zaczęłam za nim tęsknić, ale zrozumiałam i poczułam, że nie tęsknię za tym pijakiem, który darł mordę i uprzykrzał nam życie, tylko za tym z mojego dzieciństwa, który nie pił i był dla mnie ciepłym, kochanym ojcem. Po wyprowadzce nagle przypomniałam sobie ile czasu spędzaliśmy razem w dzieciństwie, jak zabierał mnie i mamę na spacery, jak godzinami graliśmy razem w karty, warcaby i układaliśmy puzzle, jak wymykałam się do niego do łóżka, po cichutku żeby nie obudzić mamy i żebyśmy mogli obejrzeć razem film na video, jak zbudował dla mnie z drewna ogromny domek dla lalek. Te słodkie chwile nie  trwały może długo w porównaniu do czasu jaki spędzał na piciu (krótko potem zaczął pić, z mniejszymi lub większymi przerwami), ale pamiętam, że go kochałam i pamiętam, że czułam tę miłość od niego i wiem, że ona we mnie jest. Wszystko było wtedy takie szczere i bezinteresowne, nikt od siebie niczego nie wymagał. On jednak miał swoje obciążenia, jego ojciec też był alkoholikiem, nie potrafił sobie poradzić z problemami w inny sposób, nawet z nasza pomocą. Zaakceptowałam to, że wybrał sobie taką drogę, że sobie nie radzi, że to przecież jego decyzja, a ja nie miałam tak naprawdę wpływu na jego decyzje. Bo co może zrobić mała dziewczynka, jak miałaby uchronić własnego ojca od problemów, skoro to ona sama chciała czuć się bezpiecznie.

Poczułam, że naprawdę go kocham i że wybaczam mu to co robił przez cale moje życie. Miałam ochotę go przytulic, po raz pierwszy od wielu, wielu lat i przed wizytą w domu pierwszy raz nie mogłam się doczekać, że jadę tam wiedząc, że on tam będzie. W pociągu chciało mi się płakać i wyobrażałam sobie jak go tule i mówię mu, że akceptuję to, że sobie nie poradził i że wiem i rozumiem, że było mu ciężko. Kiedy dotarłam do domu uczucie zgasło, powitał mnie syf na kółkach, ojciec oczywiście bełkotał coś do mnie, zupełnie jakby nie zauważył, że mnie nie było przez te pół roku. Wtedy dotarło do mnie, że tamtego taty z dzieciństwa już ze mną nie ma i pogodziłam się z tym. Nie przytuliłam go, ale usiadłam z nim i porozmawiałam, opowiadałam o swoim mieszkaniu i o moich planach. Wcześniej, mieszkając z nim w życiu nie zrobiłabym tego. To było dziwne przeżycie. Ale cieszę się, że coś poszło do przodu i że wyrywam się z tej całej toksyczności.

Frisky

  • Wiadomości: 5 792
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-03-04, 12:33:16 »
do uzdrawiania relacji najlepiej nadaje się miłość i współczucie ( te ich formy bardziej czyste, wolne od uzależnienia, litości, wywierania presji zmian, czy dostrajania się do ograniczeń itp.) do siebie i innych : )

Witek D.

  • Wiadomości: 1 939
  • Płeć: Mężczyzna
    • Dotykduszy.com
  • Witold Dopierała, regresing, analizy psychometryczne i duchowe. Zapraszam na http://dotykduszy.com/
  • Status: Regreser
[#]   « 2014-03-04, 12:21:57 »
Co do zupełnego odcięcia to się zgadzam :) Czasem potrzeba tego żeby odciąć się od presji ale po ustabilizowaniu siebie warto też wyrobić sobie neutralność w stosunku.

Frisky

  • Wiadomości: 5 792
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-03-04, 12:20:01 »
chodziło mi o to, że niewątpliwie odpowiednie dozowanie relacji oznacza wolność od uzależnienia, gdzie zupełne odcięcie jest czasem (na dobry początek albo i koniec) jedynym właściwym krokiem, ale niekoniecznie jest oznaką pełnego uzdrowienia relacji, bo do tego często jest wciąż daleka droga, przecież ludzie którzy się rozchodzą z pretensjami do siebie nie mają uzdrowionej relacji, rozejście się nie uzdrawia tego, a często jeszcze pogłębia albo ugruntowuje konflikt... w którym ze względu na swoje dobro nie warto tkwić,
wtedy relacja wciąż "leży i kwiczy", ale przynajmniej nas nie niszczy   

Witek D.

  • Wiadomości: 1 939
  • Płeć: Mężczyzna
    • Dotykduszy.com
  • Witold Dopierała, regresing, analizy psychometryczne i duchowe. Zapraszam na http://dotykduszy.com/
  • Status: Regreser
[#]   « 2014-03-04, 12:03:28 »
W takich relacjach również odpowiednie dozowanie kontaktu, jest owocem uzdrowienia relacji. "Wywalać" może to, że po 5 godzinach taka osoba nie ma nam więcej do zaoferowania niż np. prowokacje. Po uzdrowieniu emocji toksyczność drugiej osoby nadal może istnieć i tak naprawdę przebywanie z daną osobą ponad to co odczuwa się jako przyjemne czy harmonijne, to nie uświadamianie sobie problemów w relacji czy ich uzdrawianie a kręcenie się po prostu w kółko w toksyczności. A czasem (i bardzo często) to jest właśnie problemem.

Przykładowo - kiedy jadę w odwiedziny do rodziny na święta, to wszystko jest okej ale kiedy pod wieczór ojciec zaczyna drina za drinem popijać, to już wiem że potrzeba się ewakuować bo ojciec nie kontroluje tego co mówi :) Jako że wcześniejsze przeżycia tego typu gdy miałem okazję nocować u niego doprowadziły mnie do wniosków że nie wynika z tego nic konstruktywnego, to rezygnuję z przebywania w jego obecności jednocześnie zdaję sobie sprawę, że gdy nie włazimy sobie na głowę, to wszystko w naszej relacji jest okej.
« Ostatnia zmiana: 2014-03-04, 12:08:02 wysłana przez Witek D. »