Przede wszystkim, nie chodzi o to, żeby mieć ten kontakt fizyczny z rodzicami. Ale o to, żeby przesunąć uwagę z obwiniania nich, napieprzania na nich, jacy to oni źli itd., na siebie. Bo w nas jest cząstka, która tworzy taką sytuację, która prowokuje rodziców do określonego zachowania względem nas. Może to być np. ofiara, może być to coś innego, może być to mały chłopaczek, który tak naprawdę nie wie, co zrobić ze swoim życiem, albo nie chce nic robić, bo boi się odpowiedzialności.
Obwinianie rodziców, że są, jacy są, sprawia jedynie, że skupiamy silnie na nich uwagę i przez to nie ma uwagi skierowanej na nas. Tworzy się ze świadomości laser skupiony na rodzicach. Wiadomo, jeżeli duża część naszej świadomości jest na nich skupiona, na widzeniu, co robią złego, na obwinianiu ich, jesteśmy ślepi, gdy patrzymy na siebie, bo nie ma tam świadomości, cała jest skupiona na rodzicach. I wtedy nie widzimy przyczyn w sobie. Odbieramy sobie świadomość tego, że to my jesteśmy kreatorami danej sytuacji na danym poziomie siebie. Zamiast tego widzimy siebie jako ofiarę rodziców, oni kontrolują nami itd., więc jedyne rozwiązanie, jakie widzimy, to odcięcie się od nich na siłę, i stworzenie iluzji, że panujemy nad swoim życiem, że dajemy sobie radę w życiu bez nich itd. To wszystko jednak iluzja bazująca na wewnętrznej walce z jakąś częścią siebie, z którą nie chcemy się skonfrontować, a od której uciekamy wchodząc na siłę w jakąś sztuczną tożsamość, która jest zazwyczaj jej przeciwieństwem.
Gdzieś tam, na samym dnie tej całej zabawy, jest zawsze aspekt nas prawdziwych, który wypieramy. Powrót świadomością do tego aspektu, uzdrawia całą sytuację. Odpadają iluzje, gry ego itd.