Autor Wątek: Terapia wewnętrznego dziecka  (Przeczytany 189708 razy)

Mariusz

  • Wiadomości: 4 015
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2014-02-22, 17:57:51 »
Inga
Ja nie twierdzę, że to dobra opcja dla wszystkich. Ba, wręcz uważam że to jest to dobre dla bardzo małego procenta ludzi, bo mimo wszystko w wielu rodzinach chociaż się próbuje być tą rodziną.


nie zgadzam się. Uważam, że w przypadku mieszkania z toksycznymi niereformowalnymi osobami wyprowadzka jest najwłaściwsza zawsze gdy mamy/potrafimy zdobyć środki do samodzielnego funkcjonowania.

Karina

  • Wiadomości: 3 331
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-02-22, 17:55:00 »
Clint

łapki opadają. To dalej rób za świętego nieobecnego skoro Ci to pasuje. Po porostu boisz się konfrontacji, bo mogłaby pokazać, ze jednak nie jestes taki święty za jakiego się uważasz.

Edyta

ten strach właśnie jaki czujesz musisz poczuć do końca, aż się uwolni. Dopóki czujesz strach jesteś w roli ofiary i to może przyciągnąć do Ciebie niechciane, przykre sytuacje, więc a takim stanie umysłu lepiej ich unikać.

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2014-02-22, 17:45:34 »
Inga
Ja nie twierdzę, że to dobra opcja dla wszystkich. Ba, wręcz uważam że to jest to dobre dla bardzo małego procenta ludzi, bo mimo wszystko w wielu rodzinach chociaż się próbuje być tą rodziną. Mi chodzi o to, że są takie przypadki jak moje, które wymagają radykalnych środków. Dopuszczasz taką możliwość, że w pewnych przypadkach zerwanie relacji może być rozwojowe? Czy wrzucasz wszystkich do jednego wora?

Karina
Ja tej złości nie wypieram. Przecież widać te emocje w moich postach, bo właśnie pozwalam im być. Nie zwalam odpowiedzialności za to na nich, jak mi się tu sugeruje i nie atakuje moich rodziców, bo nie widzę powodu do tego. Właśnie biorę tą odpowiedzialność za swoje emocje i dlatego nie zmuszam rodziców do znoszenia tego, bo nie chce im niepotrzebnie sprawiać przykrości. To są moje emocje, więc sam sobie z nimi poradzę, nie obciążając nimi innych.

Ja po prostu pozwalam tym ludziom żyć w taki sposób, jaki tego chcą. Sugerujesz że powinienem ich sobie wychować opieprzając ich, czyli generalnie zrobić im to samo, co oni zrobili mi. Ładne mi rozwiązanie.

Cała problem w tej dyskusji jest taki, że niektórym się chyba nie mieści w głowie, że można całkowicie zrezygnować z relacji z rodzicami nie buchając przy tym nienawiścią i chęcią zniszczenia, akceptując i pozwalając im żyć po swojemu. Kurczę, ja nawet potrafię im dobrze życzyć, chociaż mi na tym nie zależy, ale gdybym w czysto teoretycznej sytuacji mógł oszczędzić jakiegoś bólu (nie własnym kosztem) to bym to zrobił bez zastanowienia. Chyba by tak nie było, gdybym dusił w sobie tyle złości i nienawiści. Dla mnie oni są dwoma głuptasami, zagubionymi dziećmi, które ugrzęzły w swoim popieprzeniu. Nie mogę im pomóc, a nie zamierzam siedzieć obok jak w swojej złości i frustracji wymachują łapkami, bo po co znosić to całe drapanie, kiedy to do niczego nie prowadzi.

Edyta

  • Gość
[#]   « 2014-02-22, 17:42:38 »
trzeba skontaktować wszystkie uczucia jakie czujesz w tym temacie, przezyć, je a później uwolnić. No i wyjdziesz z roli ofiary, tak jak Clint.
to nie była osoba z którą mialam bym bliską relację jednak dużo takich emocji karmicznych związanych z zagrożeniem życia , realnie myślę że tamta osoba by mi nic nie zrobiła ale dusza boi się i to odczuwam jako stres bez uczuć , coś podobnego jak by jechał na mnie samochód. Poza tym sama osoba wdł. mnie ma niewielkie znaczenie to coś co nią kieruje jakaś struktura astralna czy coś w tym stylu pociąga za sznurki. Dlatego cały czas unikam bo nie wiem czy ta osoba jest sobą czy jest pod wpływem tego czegoś.
Pytałam różnych jasnowidzów i raczej zalecali mi unikanie.

Karina

  • Wiadomości: 3 331
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-02-22, 17:15:05 »
Cytuj
. Ojciec zaś sugerował, że jest ze mną dla kasy czy z innych nieczystych pobudek, bo nie potrafił zaakceptować że taka cipa i samotnik jak ja, jest nagle z tak piękną kobietą.

No jakby mi ktos się tak zachował to bym zrobiła taką awanturę, żeby im kapcie pospadały i nigdy by nie próbowali tego zachowania więcej. U Ciebie Clint jest problem, że wypierasz tą całą złość jaką na nich czujesz zamiast ją zaakceptować, uwolnić, a później opierdzielić to całe towarzystwo. Oni są jak niegrzeczne dzieci (oni Ci pokazują, ze Ty nieakceptujesz w sobie niegrzecznego dziecka) i ktoś tu musi być dorosły.


Edyta

trzeba skontaktować wszystkie uczucia jakie czujesz w tym temacie, przezyć, je a później uwolnić. No i wyjdziesz z roli ofiary, tak jak Clint.

Inga

  • Gość
[#]   « 2014-02-22, 17:12:37 »
Clint
Nikt nie wątpi że rodzice cię bardzo ranili i nadal ranią oraz w to że zrobiłeś wszystko co mogłeś aby tę relację naprawić.
Znalazłeś dla siebie najlepsze wyjście jako odcięcie sie od nich aby dłużej nie znosić tych cierpień. Ale przedstawiasz to jako coś najlepszego i godnego naśladowania. A to tylko twój sposób poradzenia sobie z tą sytuacją, a dla osób rozwijających się to nie jest dobry przykład rozwiązywania relacji z rodzicami.
A uzdrawianie relacji wcale nie polega na dążeniu do dobrych stosunków z rodzicami, tylko na pracy nad sobą wykorzystując to co rodzice swoim zachowaniem nam przekazują. I w tym czasie można nawet czuć do nich nienawiść i chęć zabicia ich.

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2014-02-22, 16:53:48 »
O jaaa... już nawet nie wiem co odpowiadać...


Wniebowzięcie Grubego
Napisałeś tyle dziwnych rzeczy na mój temat, że nawet nie chce mi się tego wszystkie prostować.

Cytuj
nie wiem jak on to zrobił, że ma partnerkę, która mu nie naciska tych samych guzików co rodzice
Uwalniając się od podatności i przede wszystkim zgadzania się na bycie traktowanym w taki sposób? :D

A tak w ogóle to nie uciekłem od rodziców ze strachu, bo ja się dawno nauczyłem z nimi żyć i ich znosić, a także nie przejmować się przykrościami z ich strony. Ta relacja stała się przede wszystkim pozbawiona sensu - w żadną stronę nie szło nic dobrego, było to tylko namolne i sztucznie podtrzymywane na siłę. Tak jak oni narzekali że za rzadko dzwonię i przyjeżdżam, mimo że jak już zadzwoniłem i przyjechałem to nie było o czym rozmawiać, a oni nawet tej chęci zbyt nie przejawiali. No, ale wystarczył tydzień nie dzwonienia i już był tyłek objeżdżany, że nie dzwonię, a sami tego też nie robili. Było to po prostu wkurwiające i bez sensu. Ja z tymi ludźmi nigdy nie rozmawiałem od serca, tak normalnie, więc co ja miałem z nimi robić? Nie wspominam już o ciągłym obgadywaniu, braku szacunku do mnie i mojej ukochanej, nieskrywanej niechęci do nas i naszych decyzji, itd. Moja partnerka podobnie widzi sytuacje jak ja, też jej było bardzo nieprzyjemnie z tymi ludźmi, mimo że nie miała żadnych uprzedzeń do nich - po prostu już na starcie pokazywali jacy są, matka od początku chciała ją spalić na stosie, już nawet przy pierwszym zaproszeniu jej do domu, zaczęła ją oskarżać o użycie jej perfum, byleby się do niej dopieprzyć. Ojciec zaś sugerował, że jest ze mną dla kasy czy z innych nieczystych pobudek, bo nie potrafił zaakceptować że taka cipa i samotnik jak ja, jest nagle z tak piękną kobietą.

Ja jeszcze kurde dziewczynę namawiałem do ostatniego spotkania, kiedy już była naprawdę porządnie zniechęcona po wielu krzywych akcjach, bo chciałem dać milionową szansę tym ludziom. Doszło nawet do kilku emocjonalnych i trudnych rozmów, tak bardzo się upierałem żeby jeszcze spróbować. Wręcz stanąłem po ich stronie, zamiast po stronie ukochanej osoby! Efekt był taki, że na spotkaniu matka z nami w ogóle nie rozmawiała nie licząc jednego czy dwóch pocisków, a ojciec potraktował nas oboje jak gówno, kiedy partnerka nie przyjęła jego wspaniałomyślnej oferty pracy u niego w firmie, na rzecz własnych planów co do przyszłości. Byłem zły na siebie, że nie przejrzałem na oczy wcześniej i jeszcze zmuszałem ukochaną osobę do znoszenia takich rzeczy.

Nawet nie macie pojęcia, ile starań i zaangażowania włożyłem w próby ratowania tej relacji, a teraz mi za przeproszeniem pieprzycie jakieś farmazony o odcinaniu się i uciekaniu od siebie i swoich problemów. Nie jedna osoba ma moim miejscu by ich zjechała od góry do dołu dawno temu, tak że zamknęliby się w sobie, sam miałem nawet momentami ochotę, ale po prostu pogodziłem się z tym, że są jacy są i odszedłem z ich życia. Bo nie będę narażał ani siebie, ani ukochanej osoby na znoszenie takich rzeczy. Nie zamierzam im też dosrywać, bo nie pałam nienawiścią i żądzą zemsty.

Aż mnie skręca jak widzę, jak rzucacie powierzchownymi osądami i ocenami na prawo i lewo. Nie będę się zniżał do tego poziomu i nie będę się odwdzięczał tym samym.

Wniebowziecie Grubego

  • Wiadomości: 2 288
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-02-22, 16:46:28 »
Karina

dokładnie

:'_?/@ !!!$

Edyta

  • Gość
[#]   « 2014-02-22, 16:34:01 »
a co zrobić gdy ktoś nam grozi np. że coś nam chce zrobić, ja miałam taką sytuację i unikam tej osoby bo się jej boję. Uzdrawiałam to i wiem że ta osoba była kodowana na zabijanie, niszczenie mnie ale nadal bardzo się denerwuję jak tego kogoś nawet przypadkiem mijam.   

Karina

  • Wiadomości: 3 331
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-02-22, 16:23:48 »
ciekawa ta Wasza dyskusja

Od siebie powiem, że usuwanie pewnych ludzi z naszego życia świadczy przede wszytkim o chowanej urazie do nich. Dopóki urazy nie uzdrowimy no to unikamy spotkań, bo te osoby stale naciskają nam guziki w bolesnych miejscach i dopóki tego bólu nie uzdrowimy to uciekamy.

Fajnie, że poruszyliście temat bycia porzuconym psychicznie przez rodzinę (przeżyłam to i dla mnie nadal to jest nadal okazuje się trudny temat), chociaż wiem, że porzucają ludzie, którzy sami byli porzuceni i mają to nieuzdrowione. Ta dyskusja pokazała mi jak nadal jeszcze nosze sobie sporo w tym temacie bólu i chyba przysiądę i sobie pouwalniam.

Clintowi powiem, że nie wiem jak on to zrobił, że ma partnerkę, która mu nie naciska tych samych guzików co rodzice, ale z autopsji wiem, że nie da się uciec od bolesnych tematów i prędzej czy późnej i tak najbliższa nam osoba (o zgrozo !) zaczyna się tak samo zachowywać jak rodzice. Czego oczywiście mu nie życzę.


Wniebowziecie Grubego

  • Wiadomości: 2 288
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-02-22, 16:13:13 »
Clint

Piszę to  jako  ktoś ,, przedpoczątkujacy ", kto  nie  wie  i  zna  tzw.  prawd  rozwoju.

Spotkałem  się  z  takim  stwierdzeniami :,, co  nas  nie  zabije  to  nas  wzmocni "  i  ,, tylko  my  jesteśmy  odpowiedzialni  za  to  co  nas  spotyka, co  się  z  nami  dzieje, co  odczuwamy  i  co  przeżywamy ",   ,, wszystko  co  nas  spotyka  jest  dla  nas  najlepsze",  ,,za  wszystko powinniśmy  dziękować  i  być  wdzięczni  Bogu ".




Jeżeli  są  one  prawdziwe  to  jest  dla  mnie  bezsensowne, pośrednio  obwiniające  Twoich  Rodziców ,  to  co  napisałeś :,,tylko że bez znoszenia obecności toksycznych   rodziców..."

Innymi  słowy jest to  zwalanie  tego  co  się  z  Tobą  dzieje  na  Twoich  Rodziców .
Tak , to  oni  są ,, toksyczni "  a  nie  ja.



Gdyby  nie  oni  to  nie  przeżywałbym  tego  co  teraz  przeżywam, to  wszystko  przez  nich.

Z  tego  co  przeczytałem  z  Twoich  komentarzy  to     zauważyłem, że uciekasz  przed  tym  co  dla  Ciebie  jest  najlepsze, nie  jesteś  odpowiedzialny  za  to  co  Ciebie  spotyka

i  co najważniejsze  nie  dziękujesz  i  nie  jesteś  wdzieczny  za  to  Bogu.

Można  tą  postawę  zrozumieć  u  kilkuletniego  dziecka  ale  nie  u  dorosłego  człowieka, ktory  rozwija  się  duchowo.

Kiedyś  spotkałem  się  z  takim  zdaniem :,, jeżeli  kochasz   siebie to  nic  w  innych  nie  będzie  cię  denerwowało , nie będziesz  zwalał  na  innych  odpowiedzialnosci  za  to  co  się  z  tobą  dzieje  i  nie  bedziesz  mówił  obwiniająco  o  innych  w  stylu- toksyczni, wredni , okropni, tyranizujący , molestujacy,  mobingujący, przesladujacy, nękajacy  itp. "

Co  ciekawe , ja  nigdy  nikogo  nie obwniałem , nie  zwlałem  odpowiedzialności

na  innych, nie  mówiłem  że  to  co  przeżywam  to  przez  innych, że  gdyby  nie

to  nie  czuł  bym  się  fatalnie.

Clint , nie  wiem  jak  to  zrobić  żeby  pokochać  siebie, przywołać  w  sobie  uczucie  miłosci, u  mnie  dużo  się  dzieje  samoistnie bez  mojego  świadomego  udziału, ale  życzę  Tobie  abyś  pokochał  siebie  a  przekonasz  się  jak  zmieni  sie  Twoja  postawa  wobec  Twoich  Rodziców.
I  przestaniesz  zrzucać  odpowiedzialność  za  to  co  sie  z  Tobą  dzieje  na  innych.

POZDRAWIAM






Mariusz

  • Wiadomości: 4 015
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2014-02-22, 14:59:28 »
"udawanie opanowanego mistrza duchowego mnie interesuje"

miałeś chyba na myśli "mnie NIE intertesuje "

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2014-02-22, 14:50:44 »
A emocjonuje się, bo to jeden z etapów uzdrawiania. Jednym z pozytywnych skutków uwolnienia się od rodziców jest to, że przestaje stopniowo tłumić emocje i różne zachowania. Denerwuje się więc dosyć łatwo i mogę być szorstki i nieprzyjemny, ale to tylko etap pośredni - potem przyjdzie uwolnienie od potrzeby przejawiania tych emocji i złagodnieje :) Przynajmniej już nie jestem tykającą bombą zegarową :D

A maskowanie emocji i udawanie opanowanego mistrza duchowego mnie nie interesuje, mimo że to dosyć popularny sport :P

EDIT: No tak to jest jak się na szybko pisze :p Zaraz pewnie jeszcze ktoś dorobi do tego teorię :D
« Ostatnia zmiana: 2014-02-22, 15:18:19 wysłana przez Clint »

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2014-02-22, 14:45:11 »
Czy akceptacja rzeczywistości ma polegać na tym, że kiedy chcą nas zgwałcić to mamy leżeć biernie z wypiętym tyłkiem? No bo przecież ucieczka od gwałciciela to był odcinanie się od źródła problemu, odcinanie się od wewnętrznego zboczuszka i przejaw skrajnej nieakceptowanie pana gwałciciela . No a jak już koniecznie będziemy musieli się odciąć od pana gwałciciela to przebaczmy mu potem i zaakceptujmy go, co jest równoznaczne z odnowieniem kontaktów z nim. Broń Boże nie zakładajmy że ta relacja jest skończona, bo przecież teraz bolący tyłek sprawia że widzimy sytuacje przez pryzmat emocji i niechęci.

Teraz mi powiecie że rodzice a gwałciciel to dwie różne rzeczy. A co gdyby ojciec był tym gwałcicielem? Już byłoby uzasadnione urwanie więzi? Jeśli tak, to gdzie jest ta granica, gdzie jest to uzasadnione, a gdzie nie? Jestem ciekawy opinii entuzjastów trzymania się rodziców na siłę.

Inga
Cały czas pracuje nad jej uzdrowieniem, od 5 lat już. I nie spocząłem na laurach. Nie wykluczam też możliwości kiedyś tam w przyszłości odnowienia tej relacji, ponieważ jak już pisałem - nie nienawidzę ich. Rzecz w tym, że musieliby się postarać o to, żeby coś z tym zrobić, wykazać nieco więcej,szczerej, dobrej woli do naprawienia tego. A jak ich znam to się raczej nie zdarzy w tym życiu. Aczkolwiek niczego nie wykluczam i dopuszczam różne opcje. W Waszych oczach to ja mogę się miotać w nienawiści do nich, a tak w ogóle nie jest. Akceptuje to co wybrali i jacy chcą być, naprawdę. Tylko mi strasznie nie po drodze z nimi, a to co oni robią i wybierają sprawia mi tylko wiele przykrości i nieprzyjemności, więc najzwyczajniej w świecie nie chce tego ciągnąć. Do tanga trzeba dwojga i moja dobra wola nic nie zmieni, jeśli oni chcą tej relacji tylko po swojemu - w wyjątkowo niemiły dla mnie sposób.

Mariusz

  • Wiadomości: 4 015
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2014-02-22, 14:42:47 »
Inga
Wydaje mi się że ty to wszystko rozumiesz bardzo intelektualnie. Pamiętam, że wiele razy mówiłaś że ty nic nie czujesz. MOże to klucz do wyjaśnienia różnic zdań tutaj. Ba ja po prostu czuję, co jest właściwe albo dokładniej umysł i czucie idą w parze. I wtedy się podejmuje właściwe decyzje

(nie mam do ciebie żadnych pretensji :- ) )