Do Martinusa
Kilkanascie dni temu napisalem ponizszy tekst z prosba o odpowiedz.
Do teraz nie otrzymalem odpowiedzi, wiec bardzo Cie prosze o zrozumiale dla mnie wyjasnienie.
Jest to dla mnie bardzo wazne i nie chodzi mi o zwykla ciekawosc.
Pozdrawiam
Martinus
Bardzo interesuje mnie ten temat, wiec bardzo Cie prosze czy mozesz wyjasnic to co napisales jasniej , prosciej bo nie wiem czy wlasciwie Twoja wypowiedz zrozumialem.
Nie wiem czy jestem substytutem jakiejs swojej wyzszej warstwy oddalonej ode mnie prawdziwego ( czyzby byl jeszcze jakis ja nieprawdziwy ? ), zakrecony w moim ego, odcietym ode mnie prawdziwego, na dodatek malo zintegrowanym swoim aspektem?
Ile tych roznach czesci nas samych jest w nas samych , czy kazda osoba ma tyle samo tych czesci i czy to jest jakas stala? A co ze strzygami ?
A jezeli nie jest stala to jak ona sie zmienia i od czego zaleza te zmiany ?
To jest tak madrze , a tym samym tak skomplikowanie napisane, ze nie potrafie tego zrozumiec.
Prosze o wyjasnienie i pozdrawiam
Uklony dla Szanownej Malzonki
Hej
Napiszę mniej więcej, jak to widzę na dzisiaj.
Na najgłębszym poziomie nieświadomej części siebie jest obszar prawdziwego ja. Tam jest prawda o nas, o boskich nas itd. Potem jest warstwa związana z wypieraniem tego obszaru prawdziwego ja. Tam są ukryte różne traumy, błędne poglądy o czymś, co nazywam aspektami siebie prawdziwego. Te aspekty stanowią to nasze prawdziwe ja. Jesteśmy na poziomie prawdziwego ja np. miłością, szczęśliwością itd. Niektórzy nazywają to też cechami urzeczywistnienia. Wydaje mi się, że to jest to samo.
Czyli najgłębiej jesteśmy my prawdziwi. Potem jest wypieranie siebie prawdziwego, aspektów siebie prawdziwego. To wypieranie sprawia, że pojawia się nicość, brak. Znikamy.
I zaczynamy wtedy odzyskiwać "siebie", ale ponieważ nie potrafimy wrócić do siebie prawdziwych, bo tam są traumy, które nas odpychają itd., to idziemy w drugą stronę. Oddalamy się od siebie prawdziwych, w coraz większą iluzję.
I wtedy zaczyna się podróż, w której zdobywa się substytuty utraconych aspektów siebie. Np. na poziomie siebie prawdziwego jesteśmy między innymi miłością, ponieważ jednak wypieramy ją, powstaje brak jej, więc zaczynamy szukać jej na zewnątrz siebie, żeby mieć iluzoryczne poczucie miłości, np. w związkach itd.
Inny przykład, gdy wypierany jest aspekt wartości, wtedy szuka się wartości na zewnątrz, żeby mieć poczucie wartości. Ktoś np. może robić 3 kierunki studiów, żeby czuć się wartościowy, ktoś inny kupować drogi samochód, żeby poczuć się wartościowy itd. Te działania pozwalają tworzyć sztuczne poczucie czegoś, co na najgłębszym poziomie siebie wypieramy.
Te wszystkie działania, które prowadzą do gromadzenia substytutów tych aspektów siebie prawdziwego sprawiają, że zaczynamy istnieć w sztucznym ja, w kłamstwie o sobie.
To kłamstwo jest tak silne, że wydaje nam się, że nim jesteśmy.
Żyjemy wyobrażeniami o sobie, jesteśmy tak pewni, że jesteśmy tacy, jak wyobrażenia, że nawet tego nie kwestionujemy. To jest oczywiste, że tacy jesteśmy, więc po co to podważać

.
Ale tacy nie jesteśmy. To iluzja.
Stąd szukanie, szukanie siebie, szukanie na zewnątrz utraconych aspektów siebie prawdziwego, czyli ogólnie siebie prawdziwego. Bo aspekty siebie prawdziwego w sumie tworzą całość siebie prawdziwego.
Jak obserwuję ludzi, to większość działań to właśnie odzyskiwanie tych utraconych części siebie prawdziwego. Tych aspektów. Działaniami w świecie zewnętrznym chce coś się zdobyć, uzyskać itd., bo odczuwa się brak tego. Mało kto idzie poniżej tego braku, żeby sprawdzić, co tam jest. Większość, gdy odczuwa ten brak, nie chce się z nim skonfrontować, nie chce wejść w niego, tylko ucieka od niego, działa tak, żeby zakryć ten brak w sobie właśnie substytutem tego, czego brak dotyczy.
Aspekty siebie prawdziwego to rzeczywistość w nas. Substytuty tych aspektów to iluzja, to sen.
Widzę też coś takiego, czy u siebie, czy innych, że zapętlają się te osoby na różnych rzeczach, ludziach, przedmiotach, instytucjach, żeby mieć generowany jakiś substytut. Np. ktoś może usilnie trzymać się danej pracy, choć nieciekawej, bo ta praca będzie dostarczała poczucie bezpieczeństwa. Dzięki niej są pieniądze, więc to umożliwia przetrwanie. Wiec bycie zapętlonym na danej pracy sprawia, że czujemy się bezpiecznie.
Tych warstw w iluzji siebie może być wiele. Bo potem może być wypieranie iluzji siebie, jakichś substytutów w sobie. Coś nam się w nas nie podoba, czegoś nie chcemy i tworzymy jakąś nowszą lepszą wersję nas samych. Jednak dalej to my fałszywi. Może niby lepsi, doskonalsi, bardziej uduchowieni, ale dalej fałszywi, nieprawdziwi.
To jest takie jak w filmie Incepcja. Wchodzenie w iluzję w iluzji itd. I coraz większe oddalanie się od siebie prawdziwego, od tego, co jest rzeczywiste w nas.
Poczucie ja, tego kim jesteśmy, wędruje sobie do coraz nowszych iluzji siebie. Mamy wrażenie, że np. nagle staliśmy się lepsi, doskonalsi itd. Nie można się stać lepszym, czy doskonalszym, bo już na najgłębszym poziomie jesteśmy tacy. Nie możemy się znowu stać tym, czym jesteśmy. Jeżeli czujemy, że staliśmy się tacy, oznacza to, że tkwimy w kolejnym śnie.
To wszystko można porównać do kogoś, kto został zahipnotyzowany. Można takiej osobie wmówić sugestie, że np. nie potrafi skakać, nie potrafi ruszać rękoma itd. I tak będzie. Ta osoba nie będzie potrafiła korzystać z rzeczywistości w sobie. Nie będzie potrafiła korzystać z pewnych aspektów siebie, np. skakania, ruszania rękoma itd. Tkwi w iluzji, w śnie, w hipnozie.
I czy ma sens teraz mówić, że ta osoba, jak będzie budziła się z hipnozy, że się rozwija? Że jak wraca u niej zdolność skakania czy ruszania rękoma, które to zostały zablokowane pod wpływem hipnozy, że to jest jakiś rozwój? Według mnie nie. To jest uzdrawianie siebie z kłamstwa. To żaden rozwój.
Takich zdolności, aspektów jest w nas mnóstwo. Tylko chodzi o to, według mnie, że jesteśmy zahipnotyzowani. Wierzymy, że jacyś jesteśmy, choć tak naprawdę tacy nie jesteśmy. Tkwimy w śnie o sobie nieprawdziwym.
I według mnie chodzi właśnie o budzenie się z tych snów. Z tych iluzji o sobie. Wtedy w sumie nie ma odczucia, że się zmieniłem. Bo też przed zmianą już nie istnieje i nie istniał. Jest odczucie budzenia się. Trzeźwienia. Zyskiwania świadomości. Wychodzenia ze snu.
Ktoś z zewnątrz może widzieć, że dana osoba się zmieniła. Ale wewnątrz... kto się zmienił? Co jest tym, co się zmienia?

Jest po prostu trzeźwienie, budzenie się.
Czy jak ktoś budzi się ze snu, to oznacza, że rozwija się? czy, że zmienił się? Nie, po prostu obudził się ze snu w rzeczywistość.