Grażynka,
aha, teraz już wiem, o co Ci chodziło

W zupełności się z Tobą zgadzam, zresztą pisałam też o tym niżej.
Ale wyjaśnię jedną kwestię.
"Dla Adama działanie z poziomu serca i miłości, to pomijanie siebie, a działanie tylko dla dobra innych. Tak to przynajmniej zrozumiałam."
Adamowi mogę zarzucić wiele rzeczy (i zarzucam, hehe), ale muszę też być obiektywna i stwierdzić, że tu akurat źle go zrozumiałaś.
Wiem, bo wielokrotnie w rozmowie z nim drążyłam tan temat (ja też tak go zrozumiałam na początku, bo on wyraża się bardzo, bardzo niejasno) i Adam wyraźnie mówił, że żeby dawać innym, najpierw TY musisz to mieć. Najpierw Ty musisz mieć w sobie miłość do siebie, żeby kochać innych, że nie wolno pomijać siebie, że w stosunku do siebie trzeba być tak samo uprzejmym jak dla innych, itp.
Ale nie podkreśla tego w swoich naukach. Nie wiem dlaczego. Wygląda na to, że dla niego jest to rzecz tak oczywista, że nie warta nawet uwagi.
Wygląda na to, jakby przeskoczył jeden etap (etap kochania siebie) i promował tylko skutek w postaci szczęścia płynącego z pomagania innym. A to - dla osób, które z tym etapem mają na bakier - może przynieść tylko negatywne skutki.
Dobra, zostawiam Krasa w spokoju. Wrócę do tematu pragnień, bo to mnie dużo bardziej interesuje

Ja myślałam, że masz jakieś zastrzeżenia odnośnie uwalniania pragnień i byłam ciekawa, o co chodzi. Wiem, że w kulturze, gdzie taka praktyka jest powszechna, rozpowszechnione są też różne wypaczenia. Ludzie myślą, że do szczęścia potrzebne jest wyzbycie się wszystkich pragnień. A tymczasem nie tędy droga.
Przyznaję, że ja też miałam takie myśli

I dobrze, bo zmusiło mnie to do przemedytowania tematu i ugruntowania pozytywów.
Otóż pragnienia są jak najbardziej ok, są motorem do działania. Bez nich człowiek żyłby w marazmie. Ale chodzi o zdrowe pragnienia, a nie o pragnienia wypływające z braku. Te trzeba uwolnić, bo nie przynoszą pożytku, tylko szkodę.
Jak rozpoznać czy pragnienie wypływa z braku?
Na przykładzie: chcesz kupić samochód. Czyli masz pragnienie. Jeśli chcesz kupić ten samochód dlatego, żeby się pokazać sąsiadom, to nie jest to zdrowe pragnienie, ale wynikające z braku akceptacji (inaczej z pragnienia akceptacji). Zaspokojenie takiego pragnienie nie przyniesie Ci szczęścia, bo tak naprawdę nie chodziło o samochód, tylko o coś zupełnie innego - o podziw sąsiadów (akceptację). A ten skończy się za jakiś czas, gdy opatrzy im się Twój nowy samochód. Pragnienia akceptacji nie można zaspokoić z zewnątrz. Dlatego warto je uwolnić.
Jeśli natomiast chcesz kupić ten samochód, bo lubisz prowadzić, bo jest Ci potrzebny, bo sprawiłby Ci frajdę, to jest to zdrowe pragnienie. Tego nie da się uwolnić, można jedynie zdusić tę zdrową potrzebę.
Tak więc chore pragnienia wynikają zawsze z braku: bezpieczeństwa, akceptacji bądź kontroli. Dlatego te pragnienia (B/A/K) trzeba uwolnić po to, żeby być szczęśliwym. Pragnienie bezpieczeństwa oznacza brak bezpieczeństwa, a to nie jest naturalny stan. Uwolnienie tego pragnienia (inaczej uwolnienie uczucia
braku bezpieczeństwa) daje poczucie, że jest się bezpiecznym pomimo wszystko. To samo z akceptacją. Uwolnienie pragnienia
akceptacji z zewnątrz powoduje, że robi się przestrzeń na akceptację siebie. Z kontrolą natomiast jest tak, że uwolnienie potrzeby
kontroli otoczenia daje możliwość na kontrolę własnego umysłu. Bo tylko siebie (a właściwie swój umysł) możemy i nawet musimy kontrolować. Nic więcej.
Tak więc wyzbycie (nawet w niewielkiej części) się tych właśnie nierealnych (bo są one nierealne, a więc nie dające szczęścia) pragnień daje szczęście
Piszę to z własnego doświadczenia

Pogrubiłam pewne wyrazy, żeby zaznaczyć, że nie chodzi o uwalnianie bezpieczeństwa, akceptacji w ogólności i kontroli w ogólności (jak czasem bywa to rozumiane), tylko właśnie uczucie braku bezpieczeństwa, braku akceptacji siebie i braku kontroli swojego umysłu, czyli inaczej chęć akceptacji z zewnątrz i chęć kontroli otoczenia. Czyli uwalniamy to, co chore. Samo poczucie bezp., akceptacja i kontrola jest jak najbardziej ok.
"A te moje poniższe wywody są tylko po to, żebym sama sobie coś przetłumaczyła

"
Rozumiem Cię. Też często piszę dla samej siebie
