Autor Wątek: Technika Uwalniania Lestera Levensona  (Przeczytany 54652 razy)

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2012-02-17, 11:18:23 »
Jest całkiem możliwe, że to co w audycji usłyszałam, zrozumiałam po swojemu :) A te moje poniższe wywody są tylko po to, żebym sama sobie coś przetłumaczyła ;)

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2012-02-17, 11:13:18 »
Acha i jeszcze coś.
Ja mam za sobą ponad 15 lat pracy dla dobra innych oraz myślenia w pierwszej kolejności o potrzebach innych i pomijania własnych potrzeb i pragnień na rzecz potrzeb innych. I skończyło się dla mnie frustracją, obniżeniem samooceny i postawą ofiary.

Uwielbiam pomagać innym, sprawia mi to naprawdę wielką frajdę. Ale nauczyłam się jednego - nic kosztem mnie. Bo co z tego, że ja myślę o dobru innych, jak nie ma nikogo, kto pomyśli o mnie??? Kto o mnie zadba??

Działanie z poziomu miłości i serca nie wyklucza myślenia o sobie i dbania o siebie.

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2012-02-17, 10:50:53 »
Feli :) Chodziło mi o to, że Adam promuje taką postawę... porzuć własne pragnienia, i skup się na działaniu z intencją "działam dla dobra innych, a nie dla dobra swojego". To wtedy da ci to szczęście.
Adamowi chodzi o bezinteresowne działanie z poziomu serca - co jest jak najbardziej ok. Ale rady jak do tego dojść są nie specjalnie praktyczne. Przynajmniej te co słyszałam.
Dla niektórych osób, które nie mają świadomości tego jak się działa z poziomu serca, miłości, które nie mają tego oczyszczonego, może się to skończyć poświęcaniem się dla innych i frustracjami.

Dla Adama działanie z poziomu serca i miłości, to pomijanie siebie, a działanie tylko dla dobra innych. Tak to przynajmniej zrozumiałam. Dla większości z nas działanie bezinteresowne z poziomu serca jest działaniem wywołanym impulsem, daną sytuacją i ma krótki czas trwania. Większość z nas nie jest wstanie planowo i długofalowo działać w 100% bezinteresownie.
Każdy z nas ma swoje pragnienia i potrzeby. Nawet pomoc staruszce w zakupach daje nam korzyść w postaci samozadowolenia opartego na poczuciu że zrobiliśmy coś dobrego. Nawet wolontariat, choć jest nazywany działaniem nie dla zysku (gdzie zysk rozumiany jest jako wynagrodzenie pieniężne), jest działaniem z którego ma się korzyści. Szukając wolontariusza mówi się jakie będzie miał z tego korzyści, a organizacje przygotowują programy zachęt dla wolontariuszy (np. dyplomy, nagrody książkowe, możliwość korzystania ze sprzętu organizacji, listy referencyjne itp.). Młodzież pracuje w organizacjach i pomaga innym, bo dzięki temu zdobywa doświadczenie (korzyść) i ma co wpisać w cv (korzyść).

Tylko Bóg działa w 100% bezinteresownie (chociaż nie dam sobie za to ręki uciąć).

A działanie z poziomu miłości i serca, to wybieranie takiego działania, które jest z korzyścią dla mnie i dla innych. Ani miłość, ani serce nie oczekuje, że będę pomijać siebie i swoje potrzeby, pragnienia. Tak to ja rozumiem.
Oczywiście umiejętność rozróżniania czego tak naprawdę potrzebuję i rozpoznawania pragnień ego oraz eliminowanie tego co zbędne jest jak najbardziej przydatne.

Do działania całkowicie bezinteresownego jest długa droga, a Adam mówi o tym jakby się to dało osiągnąć w 5 minut. To wprowadza w błąd.

PS. Nawet gdy działamy tylko dla samej radości z działania (o czym Adam wspominał) to mamy z tego korzyść w postaci frajdy i radości ;) Więc wciskanie ludziom, że bezinteresowne działanie da im szczęście i zapewni sukces jest kompletnym nieporozumieniem.
« Ostatnia zmiana: 2012-02-17, 10:58:26 wysłana przez Grażyna Anna »

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-02-17, 10:27:37 »
Dla mnie to też są bzdury - szeroko rozumiana duchowość mocno przesiąknęła wiarą w takie rzeczy, ale to zapewne głównie zasługa UBA i zmanipulowanych przez nich.

Jest to też kwestia uproszczenia, że ego to efekt egoizmu(w jakiejkolwiek formie), a to nie do końca prawda bo ego z reguły budowane jest także przez wiele innych czynników. Stąd takie na logikę wnioski: skoro mam ego bo jest egoistą czyli myślę tylko o sobie, a nie o wszystkich to muszę przestać myśleć o sobie i myśleć tylko o innych, a wtedy nie będę egoistą i nie będę miał ego.

Całkowicie się zapomina o zdrowym egoizmie, który żeby było śmieszniej - jest niezbędny na drodze naszego rozwoju.

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-02-17, 10:21:36 »
Grażynka,
"Przesłuchałam też aducje nr 2 no i tam było sporo kwiatków, z którymi się nie zgadzam. Między innymi twierdzenie, że szczęście da nam porzucenie własnych pragnień"

A możesz napisać, jakie masz zastrzeżenia do tego? Bo ja nie widzę w tym nic niewłaściwego, wręcz przeciwnie.
Być może źle to zrozumiałaś: jako zalecenie wyzbycia się wszystkich pragnień, a tu zupełnie nie o to chodzi. No ale nie gdybam, czekam na Twoją odpowiedź :)

Hydrozagadko, to pytanie też do Ciebie, bo - jak rozumiem - Tobie też nie podoba się takie twierdzenie.

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-02-16, 23:55:23 »
Grażyno Anno!
To Twoje EGO przez Ciebie przemawia! Trzeba je zwalczyć. Jak najszybciej bierz się za działanie dla innych!

Hehe, oczywiście to żart ;D

Heh, dziewczyny, teraz mnie to śmieszy, ale przypominam sobie, że mnie też to zawsze nie pasowało u Krasa, ale bałam się, że to może być opór mojego ego i to mnie skutecznie powstrzymywało przed puknięciem się w czoło. No ale trudno się dziwić mojemu lękowi, przecież od dziecka byłam nazywana egoistką i terrorystką, gdy tylko spróbowałam pomyśleć o sobie :(
Kras ze swymi naukami o ego dobrze się wpisał w strukturę mentalną mojej rodzinki i tym samym nieźle się zakamuflował ;)

hydrozagadka

  • Wiadomości: 2 696
  • Płeć: Kobieta
  • http://uzdrawianieswiatlem.pl/ Zwrot-odzyskiwanie energii, rozpuszczanie więzów karmicznych, rozpuszczanie blokad i węzłów.
  • Status: Ekspert
[#]   « 2012-02-16, 23:37:33 »
Mi też tego typu teksty, jak napisałaś Grażyno, zniechęcały do Krasa. Podobnie jak dziwne zalecenia co do ego.

Mimo to parę pożytecznych wskazówek od niego wyciągnęłam, nie zaprzeczę. Generalnie jednak były to wskazówki typu "radzenie sobie z materią", takie bardziej "przyziemne", w przypadku bardziej abstrakcyjnych form i założeń mam wrażenie, że się gubi.

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2012-02-16, 23:17:23 »
Ja dotrwałam do końca audycji. Akurat była o leku, a lęk mam aktualnie na tapecie.
Przesłuchałam też aducje nr 2 no i tam było sporo kwiatków, z którymi się nie zgadzam. Między innymi twierdzenie, że szczęście da nam porzucenie własnych pragnień i działanie przede wszystkim dla innych lub żeby myśleć przed snem nie o tym co w ogóle dobrego nam wyszło danego dnia, ale mysleć o tym co dobrego zrobiliśmy dla innych i że sukces to głownie działanie na rzecz innych itp, itd. Za dużo tego działania dla innych i pomijania własnych pragnień/potrzeb.
Ale też było kilka ciekawych pomysłów.

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-02-16, 22:05:04 »
Karola,
"btw. strach przed poznaniem, doświadczaniem tego kim się jest naprawdę - czystą miłością i bycie nią (w sensie przejawiania), to  chyba największy strach jaki człowiek ma w sobie, bo wiąże się ze śmiercią ego
heh, cóż za paradoks.. najbardziej boimy się samych siebie"

Tak, tylko że ja odkryłam, że to nie miłości się bałam, tylko ego właśnie. I dlatego starałam się je zgnębić. Bałam się przejawiać siebie, bo myślałam, że jestem zła, że nie jestem miłością. Zresztą nadal jeszcze te lęki gdzieś tam siedzą.
Myślę, że to powszechny problem. Ludzie nie są świadomi tego kim są. Boją się egoizmu, boją się sobie zaufać, bo mają o sobie złe wyobrażenia.
Przymuszają siebie do różnych rzeczy na przekór swojemu egoizmowi. Np. do pomagania innym. A nie wiedzą, że wcale nie muszą się przymuszać, bo z własnej nieprzymuszonej woli robiliby to samo, tylko że z zupełnie innych pobudek. Bo takie działanie byłoby zgodne z ich prawdziwą naturą. I wtedy nie powodowałoby to w nich złości, niechęci, nie oczekiwaliby wzajemności, bo z samego działania czerpaliby radość.
I dlatego właśnie nie pasuje mi pogląd Adama na te kwestie: on twierdzi, że żeby pozbyć się egoizmu, trzeba postępować odwrotnie niż podpowiada ego. Czyli robić mu na przekór (np. chcę oglądać telewizję, ale wiem, że to nie przysłuży się ludzkości, więc idę do pracy). Trzeba robić jak najwięcej dla innych. Zmuszając się. Bo to nas uszczęśliwi.
A tymczasem nie tędy droga. Przymus nie jest rozwiązaniem, wręcz przeciwnie: może powodować bunt i opór.
A pomaganie innych faktycznie uszczęśliwia, ale tylko wtedy, gdy jest szczere i dobrowolne (tj. wynika z potrzeby serca).
Inna kwestia to uprzejmość. Kras twierdzi, że uprzejmość zawsze wzmacnia, nawet jeśli jest fałszywa. I jeśli nie czujemy na początku potrzeby bycia uprzejmymi, to się trzeba do tego zmusić. A naturalna uprzejmość sama przyjdzie.
Wg mnie jest to totalne nieporozumienie.
Jak dla mnie to u niego jest za dużo przymusu, działania na siłę. To właśnie dostrzegłam w jego naukach oraz postępowaniu i to tak bardzo mi się nie podoba. W miłości nie ma miejsca na przymus.
W ogóle dziwne to, bo mam wrażenie, że dość sporo w nim pomieszania i sprzeczności. Generalnie to, co mówi jest prawdą i jest na wysokim poziomie (i być może dlatego nie dostrzegłam w nim tych sprzeczności od razu). Ale pewne rzeczy dyskwalifikują go w moich oczach jako przewodnika po świecie duchowym. A szkoda, bo ma potencjał. Dużo się od niego nauczyłam i pewnie dlatego tak wkurzyło mnie to, że ma wady. Chyba za duże były moje oczekiwania względem jego nauk ;)

A propos tematu naszej prawdziwej natury (od którego trochę odeszłam ;), parafrazując Krasa: lęku nie warto tłumić, tylko w niego iść. Bo za lękiem kryje się prawda :)

Karina,
"mnie wycina jak Adam mówi o byciu uczciwym wobec siebie i że jak sami siebie o cos pytamy to odpowiedź ,nie wiem, świadczy o oporze wewnętrznym."

Mnie też to wycięło :) W ogóle jego nauki były dla mnie objawieniem i wiele dzięki nim zyskałam. A już najbardziej spodobała mi się kwestia uczciwości wobec siebie, bo w moim systemie wartości uczciwość jest na I miejscu. A tymczasem okazało się (choć podskórnie zawsze to wiedziałam), że wcale nie jestem taka uczciwa wobec siebie jakbym chciała.

"Jutro napiszę może więcej, bo jednak bardzo duzo sobie uświadomiłam dzięki Adamowi, to się z Wami podzielę paroma wglądami może i Wam cos się uświadomi.:)"

Bardzo chętnie poczytam :)
Buziak :*


Karina

  • Wiadomości: 3 331
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-02-16, 21:42:37 »
Feli, Karola

mnie wycina jak Adam mówi o byciu uczciwym wobec siebie i że jak sami siebie o cos pytamy to odpowiedź ,nie wiem, świadczy o oporze wewnętrznym. Mam tak, głównie w kwesti działania i pracy. Nie mogę dojść o co chodzi, przychodzi mi do głowy, ze tak sama siebie manipuluje, że sama juz nie wiem co jest prawdą, a co fałszem. Ale dokładnie co i jak sama nie wiem. Jutro napiszę może więcej, bo jednak bardzo duzo sobie uświadomiłam dzięki Adamowi, to się z Wami podzielę paroma wglądami może i Wam cos się uświadomi.:)

Buziaki i Dobrej Nocki

carolieen

  • Wiadomości: 1 062
  • Płeć: Kobieta
    • www.openwings.pl
  • Karolina Kozielska, terapia WHH i Stanów Szczytowych, zebiegi węzłów karmicznych, www.openwings.pl,
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-02-16, 20:27:37 »
Fel,
<Heh, dosłuchałam tylko do połowy, dalej nie dałam rady. Stwierdziłam, że nie ma sensu katować się słuchaniem i lepiej porobić coś konstruktywnego :P>

:D

btw. strach przed poznaniem, doświadczaniem tego kim się jest naprawdę - czystą miłością i bycie nią (w sensie przejawiania), to  chyba największy strach jaki człowiek ma w sobie, bo wiąże się ze śmiercią ego
heh, cóż za paradoks.. najbardziej boimy się samych siebie

Kurcze, pojechałabym na te warsztaty, ale mam opory i wymyślam sobie, że to daleko, że to i tamto

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-02-16, 19:35:20 »
Heh, dosłuchałam tylko do połowy, dalej nie dałam rady. Stwierdziłam, że nie ma sensu katować się słuchaniem i lepiej porobić coś konstruktywnego :P

Ten mój opór przed Krasem na coś jednak się przydał. Doszłam do fajnych, wyzwalających wniosków :)
Dziś doszło do mnie, że skoro ego, tak jak emocje, nie jest mną, to trzeba postępować z nim tak, jak z emocjami: wchodzić w nie. Nie bać się go, nie tłumić, nie tępić, nie karać za nie, nie krytykować, nie walczyć, bo takie działanie tylko je wzmacnia.
Pozwalać sobie. Na wszystko. Na wszystko czego tylko dusza zapragnie.
Zaakceptować. A nie nazywać siebie egoistą i umniejszać sobie z tego powodu.
Wchodzić w to całą sobą.
Wtedy ego będzie mogło odejść, bo nie będę go zatrzymywać swoim oporem (de facto oporem przed nim samym).
Ego jest iluzją, więc gdy pozwolę mu zaistnieć, to okaże się, że go wcale nie ma. Rozpłynie się. A zostanie tylko to, co prawdziwe, bo tego uwolnić się nie da :)

Zauważyłam, że przed pozwoleniem sobie na to, czego chcę, powstrzymuje mnie lęk, że ja to ego, czyli że to, czego chcę nie będzie dobre ani dla mnie ani dla innych. Ale to tylko lęk, który nie pozwala mi być sobą. A prawda jest taka, że mogę sobie pozwolić na wszystko, bo moja prawdziwa natura jest miłością. Zobaczę to, gdy odpadną wszelkie przymusy wewnętrzne (pod wpływem których działam), które blokują poznanie, kim jestem naprawdę.
To bardzo przewrotne: jestem miłością i gdybym pozwoliła sobie na bycie sobą, to nie miałabym co do tego żadnych wątpliwości (bo skutkiem moich działań byłaby tylko miłość), ale muszę się kontrolować i tłumić, bo obawiam się siebie - że nie jestem miłością. I tęsknię za nią. Czyli za sobą. Jedynym wyjściem z tej sytuacji jest pozwolenie sobie na bycie sobą, ale przed tym powstrzymuje mnie lęk przed sobą, a właściwie fałszywą wizją siebie.
A zatem warunkiem uwolnienia jest przełamanie lęku (a właściwie wejście w niego) i pozwolenie sobie na bycie tym, kim jestem; na przejawianie tego, co mam w sobie; na robienie tego, na co mam ochotę. Może to być na początku trudne, ze względu na to, że zbyt mocno się kontroluję (ze strachu przed tym, że jestem ego), ale jest to wykonalne :)

Gwarantem opisanego przeze mnie status quo (czyli działania pod wpływem przymusów i lęku, że jestem ego) są głosy uwewnętrznionych rodziców (czy też wewnętrznego krytyka, wszystko jedno jak to nazwiemy) w mojej głowie. Sposobem na takie głosy jest właśnie pozwolenie sobie.  Zacytuję Osho:
"Na tym właśnie polega właściwy proces. Rób to, co chcesz robić. Możesz robić złe lub dobre rzeczy. To nie ma specjalnego znaczenia. Rób to, na co przyjdzie Ci ochota.To będzie dobre. Nie rób tego, na co nie będziesz miała ochoty. To będzie złe. Rozluźnij się, zrelaksuj, poczuj swobodę i wolność. Ciesz się zyciem, jakbyś się dopiero narodziła.
To jest właśnie droga sannjasina. Stajesz się nowo narodzonym dzieckiem. Możesz zacząć rosnąć i rozwijać się po swojemu, inaczej niż poprzednio. Na tej drodze uwolnisz się od uwarunkowań narzuconych przez rodziców i od głosu wewnętrznego rodzica. Wstąpisz na nową drogę rozwoju."

To dziwne, znam te wskazówki Osho już dość długo (a nawet starałam się je wprowadzać w życie), ale dopiero dziś nabrały dla mnie głębszego znaczenia :)

carolieen

  • Wiadomości: 1 062
  • Płeć: Kobieta
    • www.openwings.pl
  • Karolina Kozielska, terapia WHH i Stanów Szczytowych, zebiegi węzłów karmicznych, www.openwings.pl,
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-02-15, 19:48:00 »
Fel,
widziałam gdzieś to info o warsztatach, ale umknęło mi, że to już za tydzień, także dobrze, że przypomniałaś.
Zastanowię się czy się nie wybrać :P

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-02-15, 19:16:48 »
Karina, bardzo mi miło :)

Jeśli ktoś nie zdążył na audycję Adama, to przecież nic straconego, bo można jej odsłuchać w każdej chwili :)
My (ja z Markiem) właśnie szykujemy się do odsłuchu ;)


Karola,
dzieciństwo to prawdziwa kopalnia wzorców. Tak przynajmniej jest w moim przypadku :)
A nie wybierasz się na warsztaty Adama dla zaawansowanych, które będą za tydzień?
W Wiśle była bardzo miła atmosfera i można było odwalić kupę dobrej roboty jeśli chodzi o uwalnianie. Podejrzewam, że tam też będzie fajnie.
My - uprzedzając pytanie - nie jedziemy. Wiadomo z jakich względów ;P

carolieen

  • Wiadomości: 1 062
  • Płeć: Kobieta
    • www.openwings.pl
  • Karolina Kozielska, terapia WHH i Stanów Szczytowych, zebiegi węzłów karmicznych, www.openwings.pl,
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-02-15, 18:46:33 »
Fel,
dzieki za posta :) w sumie od razu jak się obudziłam, zaczęłam uwalniać, bez wchodzenia w opór, bez kombinowania itp., czasem muszę chyba sobie pogadać jaki ten opór nie jest wielki by go tym trochę ujarzmić. Ale generalnie szkoda mi czasu na narzekanie więc zabieram się jak się tylko da do roboty. Weszłam do razu w to poczucie, strach, że we mnie nic nie ma, nie ma źródła miłości, niczego, bo niby skąd. Bałam się, bo a nóż by się okazało to prawdą, ale puszczałam i puszczałam ten strach, później ten brak miłości i akceptacji i.. pojawił się taki fajny spokój. Żadnej miłości nie czułam, ale taki delikatny spokój. Mimo wszystko w pś nadal jest przekonanie, że źródło jest poza mną.

Później przeczytałam twojego posta i wyszedł mi wstyd z okresu dojrzewania, który w gruncie rzeczy okazał się wstydem, że taka jestem- niekompletna, czegoś mi brakuje, przez to ułomna itp.. Sporą część dzieciństwa już puściłam, widocznie teraz przyszedł czas na dalszą część i już typowe kopanie w głębinach - kim jestem naprawdę, odkrywanie prawdy o sobie (heh częste pytanie u Adama) i doświadczanie jej, no i przede wszystkim uwalnianie ton braków akceptacji i miłości w sobie.

Jak słuchałam audycji, bardzo pozytywnie go odbierałam, nadal mam to miłe wrażenie i z chęcią wybrałabym się na warsztaty albo na solidną robotę w grupie :))

Karina,
:))