Autor Wątek: Technika Uwalniania Lestera Levensona  (Przeczytany 54669 razy)

Karina

  • Wiadomości: 3 331
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-02-15, 15:32:32 »
Felicite

uwielbiam czytać Twoje porady i przemyslenia, serio.:)

Karola

to fajnie że zdążyłaś na audycję, bardzo ciekawa była.:)


Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-02-15, 14:52:29 »
Karola,
wzmożony opór przed nowym, lepszym świadczy właśnie o tym, że ma się spaczony obraz siebie. A taki obraz kształtuje się w dzieciństwie.

Po pierwsze dlatego, że dziecko, aby mogło dostrzec kim jest, co potrafi, rozpoznać co czuje i pozwolić sobie na te uczucia, wreszcie aby mogło dostrzec swoje potrzeby i umiało je zaspokajać, potrzebuje luster w postaci innych osób (rodziców). Z kolei rodzice są w stanie dostrzec właściwości dziecka tylko w takim stopniu, w jakim dostrzegają je u siebie samych. Jeśli nie zobaczą u dziecka jakiejś właściwości (bo sami nie dostrzegają tego w sobie), ono nie będzie wiedzieć, że to ma. Ukształtuje się u niego nieprawdziwy obraz siebie.
Stąd wniosek: jeśli wychowywaliśmy się w rodzinie dysfunkcyjnej, w której rodzice np. nie byli w stanie uzewnętrznić jakichś emocji (bo ich nie akceptowali), to my też będziemy dysfunkcyjni, często nawet o tym nie wiedząc. Jeśli rodzice sami siebie nie akceptowali, poszukując akceptacji na zewnątrz, to nie będą w stanie zaakceptować dziecka takim, jakie ono jest i tym samym dziecko nie zaakceptuje siebie.

Po drugie, dziecko - ofiara zaniedbań czy wykorzystania (nie tylko seksualnego; istnieje cała masa sposobów wykorzystywania dziecka do zaspakajania potrzeb dorosłych. Choć wykorzystanie seksualne pozostawia prawdopodobnie najtrwalsze ślady), nie chcąc dopuścić do siebie myśli o swej bezradności wobec działań dorosłych (bo ta jest nie do zniesienia), bierze winę na siebie. Uznaje, że widocznie nie zasłużyło sobie na miłość, na dobre traktowanie ze strony rodziców i dlatego spotkało je to, co spotkało. To daje mu złudne poczucie, że ma ono wpływ na rzeczywistość, a tym samym, że jest w stanie przerwać sprawiające mu ból zachowanie dorosłych. Może przecież bardziej sie postarać, może się zmienić, być grzeczne, a wtedy rodzice też się zmienią, nie będą go karać.
A skoro nadal tak robią - myśli dziecko - tzn. że widocznie ono jest niedostatecznie dobre, zbyt mało się stara, czyli - krótko mówiąc - jego wina. A że robią tak nadal (bo wiadomo, że ich zachowanie nie jest uzależnione od starań dziecka), więc w dziecku powstaje permanentne poczucie winy, poczucie niegodności, poczcie że jest złe (nie jest boskie), że samo w sobie nic nie znaczy, niczego nie może. No i jak taki wybrak może być źródłem miłości?

To dlatego dla osób, których dzieciństwo nie było tylko kolorowe (a takich jest przeważająca większość), tak ważne jest, żeby wrócić do tego tematu, żeby pozwolić sobie ponownie przeżyć te wszystkie uczucia z dzieciństwa, które gdzieś tam są w nich stłumione. Przeżyć, czyli po prostu uświadomić je sobie i uwolnić.
Z doświadczenia wiem, że emocją, która jakby stoi na straży tych wszystkich uczuć jest wstyd. Dlatego tak ważne jest zajęcie się nim w pierwszej kolejności.

Jeśli chodzi o Twój ogromny opór, to mam pewną wskazówkę. Może będzie Ci pomocna :)
Zauważyłam, że gdy czasem staram się coś uwolnić, to bywa tak, że wywieram na siebie presję i przynosi to oczywiście odwrotny skutek. A gdy tylko wchodzę w uczucie, przyjmuję je bez myśli, żeby to puszczać, to nie stawiam oporu i samo wychodzi :)
A zatem zamiast uwalniać opór, wchodź w to uczucie jeszcze bardziej, przyjmuj go jeszcze więcej. Wiem, na jedno wychodzi, ale jakże inaczej brzmi dla podświadomości :)
Więc pozwól sobie się opierać. Pozwól sobie być upartą, nie robić nic. Być do tyłu, cierpieć z tego powodu. To będzie oznaczało akceptację dla takiego stanu, a jak wiadomo akceptacja jest warunkiem zmiany. Poza tym jak pozwolisz sobie na zwątpienie w swoje własne siły (nie będziesz napierać z całych sił), to będziesz w stanie przyjąć boską pomoc.
I jest jeszcze jedna możliwa korzyść takiego podejścia - pozwalając sobie na opór jest szansa, że wejdziesz w kontakt z uczuciem, które stoi za tym oporem. A wtedy to już z górki :)

lukaszlm

  • Wiadomości: 734
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-02-14, 22:23:52 »
fakt masz rację, ja od siebie dodam, że mi się udało doświadczyć tego po modlitwe o uzdrowienie związków z półówką, gdzie wparowała mi świadomość na kilka dni że ja jestem źródłem miłości więc przyciągam miłość, a nie odwrotnie. Chociaż nie czuje tego jak wtedy to mi to zostało dosyć mocno, pozatym dalej drąże temat modlitwami więc grutuje tą świadomość coraz bardziej.

właściwe to polecałby ci modlitwy w tym temacie mi pomogły.

carolieen

  • Wiadomości: 1 062
  • Płeć: Kobieta
    • www.openwings.pl
  • Karolina Kozielska, terapia WHH i Stanów Szczytowych, zebiegi węzłów karmicznych, www.openwings.pl,
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-02-14, 22:17:28 »
lukaszlm,
widzisz, bo bycia źródłem to trzeba doświadczyć, a nie tylko stwierdzić, że się nim jest. Doświadczyłam już w życiu fajnych, czysto boskich wibracji.. ale pś ma głęboko w sobie lęk (to już chyba jedne z tych bazowych lęków), że nie jestem boska.
Także tego, dobrze, że wyszło. Muszę jeszcze uwolnić ten lęk, a znając moje opory zrobię to za jakieś 10-20 lat :D

lukaszlm

  • Wiadomości: 734
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-02-14, 22:11:09 »
karola,

jak to przeczytałem to stwierdziłem "wtf co ona pisze jak to nie jest źródłem to niby czym jest". Bycie nie-źródłem to niebyt, a przecież jesteś :)

Miłość ukrywająca się w pod imieniem Karola, napisała nieśmiale na forum, że ona nie znajduje w sobie miłości :P

carolieen

  • Wiadomości: 1 062
  • Płeć: Kobieta
    • www.openwings.pl
  • Karolina Kozielska, terapia WHH i Stanów Szczytowych, zebiegi węzłów karmicznych, www.openwings.pl,
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-02-14, 22:02:32 »
Felicja,
fajnie, że napisałaś tego posta o akceptacji, też się za to wzięłam i nie powiem, też mi wywalało, ale doszłam do fajnego odkrycia - w głębi siebie strasznie się boję, że nie mogę sobie dać akceptacji sama, że nie ma jej we mnie więc nie mam jej skąd wziąć. Ja nie jestem jej źródłem. Dlatego całe życie brałam ją z zewnątrz i nastawiałam się na jej otrzymywanie stamtąd, wymyślając różne techniki jak to osiągnąć, jedne mniej, inne bardziej zakamuflowane.
W gruncie rzeczy boję się, że nie jestem boska, nie mam w sobie tych boskich jakości, nie jestem źródłem.

carolieen

  • Wiadomości: 1 062
  • Płeć: Kobieta
    • www.openwings.pl
  • Karolina Kozielska, terapia WHH i Stanów Szczytowych, zebiegi węzłów karmicznych, www.openwings.pl,
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-02-13, 23:17:48 »
Słuchałam tak od pół godziny po rozpoczęciu, fajna :)
Jednym uchem słuchałam, a drugą częścią uwalniałam pragnienie akceptacji ze strony innych, cóż dużo go jeszcze we mnie i jaki brak akceptacji w sobie! A jakie mam opory żeby usiąść i zabrać się za konkretne uwalnianie! Nawet opór przed puszczeniem oporu :P a jak pojawia się audycja, jakieś nagranie to jakoś od razu mi lepiej idzie

Karina

  • Wiadomości: 3 331
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-02-13, 19:51:24 »
http://rozwoj.adamhamela.com/audycja-5/

Dzisiaj o 20 uwalnianie -audycja

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-02-13, 17:00:55 »
Przypomniał mi się przykład z długopisem, który doskonale oddaje istotę uwalniania (sposób działania techniki uwalniania).
A zatem z uwalnianiem uczuć/emocji i pragnień jest tak samo jak z wypuszczaniem długopisu z dłoni.
Weź długopis do ręki, a następnie go wypuść.
Czy do tego potrzebna była ci wizualizacja? Nie, wręcz przeciwnie: sama wizualizacja nie spowoduje wypuszczenia długopisu z dłoni.
A czy w tym celu musiałaś/eś głęboko oddychać? Nie.
Jedyne, co było potrzebne, to Twoja decyzja i rozluźnienie mięśni dłoni. Nic więcej.
Z uwalnianiem emocji jest dokładnie tak samo.
Ale - możesz zapytać - dlaczego to nie przychodzi tak łatwo, jak wypuszczanie długopisu?
Wyobraź sobie, że długopis nie jest zwykłym pisadłem, ale przedmiotem ze złota, a do tego wysadzany jest diamentami, natomiast pod dłonią, zamiast stołu jest przepaść. Czy nadal tak łatwo przyjdzie ci wypuszczenie go z ręki, choćby nawet długopis parzył ci skórę? Raczej nie. Będziesz sobie wmawiać, że nie możesz tego zrobić, bo... długopis cię trzyma ;)
Tak samo jest z emocjami. Z jakichś względów trzymamy je w sobie, bo wydają nam się zbyt cenne (czyli do czegoś potrzebne), by je puścić. I wmawiamy sobie, że pozbycie się ich wcale nie jest proste ;)
Słówko "wydają się" jest tutaj kluczem. Bo świadczy ono o tym, że w grę wchodzą przekonania, które z kolei opierają się na pragnieniach.
W powyższym przykładzie chodziło o pragnienie bezpieczeństwa. Brak mi bezpieczeństwa (inaczej - mam pragnienie bezp.), dlatego upatruję go w świecie zewnętrznym (fałszywe przekonanie - coś z zewnątrz zapewni mi bezp). Drogi długopis jest gwarantem mojego bezpieczeństwa, więc sie go trzymam.
Podsumowując, uwolnienie emocji jest tak samo proste jak wypuszczenie długopisu z ręki. Wystarczy zwolnić ucisk. Problemem jest jedynie cała otoczka, czyli przekonania oparte na pragnieniach.

Tak na marginesie: z koli pragnienia oparte są na przekonaniach, więc tutaj trzeba działać jakby dwutorowo: uwalniać pragnienia i likwidować przekonania, czyli dochodzić do prawdy.
A przekonanie najlepiej likwiduje się pozwalając sobie na wszystko, co się z tym wiąże, przede wszystkim na wiążące się z tym uczucia, emocje i pragnienia. Nie unikać, tylko wchodzić w to głębiej :) A gdy wszystkie emocje, zaślepienia itd. zejdą, to pozostaje tylko prawda, bo jej się nie da uwolnić.
Tak było z moim pragnieniem akceptacji. Uwalniałam, uwalniałam, uwalniałam ile się da. Było lepiej, ale nie schodziło do końca. Zorientowałam się, że nie tędy droga, dlatego że za tym moim pragnieniem akceptacji stoi przekonanie, że ja nie zasługuję na akcept. bo jestem zła. Dlatego nie mogę sama siebie pokochać i muszę szukać miłości na zewnątrz. Trzeba było zlikwidować to przekonanie, dotrzeć do prawdy. W tym celu musiałam wyciągnąć na wierzch wszystko, co nie było tą prawdą: pozwolić sobie na cały wstyd z tym związany, całą nienawiść, niechęć, agresję itd. Nie było to miłe, ale wyszłam z czarnej dupy :D


Lynd,
„Mogła byś napisać co zrobić w przypadku oporów? Np czasem mam coś takiego, że ta emocja się "chowa", w sensie że przestaję ją czuć.”

Pewnie, że mogę :)
Za oporem stoi zawsze jakieś fałszywe przekonanie, które wyzwala lęk. I ten lęk powoduje opór przed zmianą. Co można z tym zrobić?
Można zacząć od uwalniania uczucia oporu (bo opór to też uczucie). Jeśli pójdzie, to ok, ale nie zawsze się da go uwolnić bez dojścia i uwolnienia przekonania, które jest jego bazą.
Więc jeśli się nie da, to wtedy trzeba dojść do źródła problemu, czyli przekonania. Można to zrobić w ten sposób, że wchodzisz w kontakt z lękiem (uwalniasz go), który jest wyzwalany przez to przekonanie. Czyli pozwalasz sobie się bać, pozwalasz sobie na  to, żeby stało się najgorsze (na to, czego się boisz) i obserwujesz siebie. Przekonanie samo się pokaże.
To przekonanie może z kolei bazować na pragnieniach: bezp., akceptacji lub kontroli. W takim przypadku, żeby można było pobyć się przekonania, trzeba uwolnić te pragnienia.
No ale ten sposób jest dobry tylko wtedy, gdy da się nawiązać kontakt z lękiem. Jeśli natomiast nie czuje się tego lęku (w sytuacji takiej jak Twoja, gdy emocja się "chowa"), trzeba dojść do tego inaczej.
Można np. w sposób, który poznałam na warsztacie u Adama. On to nazwał "Uwalnianiem uczucia utknięcia (w miejscu)".
Właściwie jest to klasyczne uwalnianie przywiązań i awersji do problemu. Tylko że tym problemem jest właśnie opór.
Czyli tak: piszesz sobie swój problem, tzn. jego temat. A pod spodem dzielisz kartkę na dwie kolumny. W jednej części piszesz "Jaką mam z tego korzyść?" (tzn. z tego że utknąłeś), a w drugiej "Jaka jest z tego niekorzyść?". Następnie, pod spodem, piszesz korzyść, która przychodzi Ci do głowy. I łączysz tę korzyść z jednym lub większą ilością pragnień (tj. z pragnieniem bezpieczeństwa, akceptacji lub kontroli). No i uwalniasz po kolei te pragnienia. Gdy skończysz, przechodzisz do drugiej kolumny z niekorzyściami. Potem znów z korzyściami. I tak do skutku, tj. do momentu pojawiania się emocjonalnej niewzruszoności.
Aha, jeśli nic nie przychodzi Ci do głowy, to pod pytaniem o korzyść lub niekorzyść wpisujesz "nie wiem". I zastanawiasz się z którym pragnieniem łączy się taki stan rzeczy (czyli lęk przed prawdą) :) Nie ma miejsca na wykręty :P
Jeśli nie wiesz z czym się łączy, to strzelaj. U mnie "nie wiem" najczęściej łączy się z brakiem bezpieczeństwa. I gdy założysz, że chodzi o to, to poczuj tej chęci bezp. jeszcze więcej... i uwolnij.
Wypróbuj te sposoby, może któryś Ci pomoże :)

Mateusz,
napiszę jeszcze coś na temat pytań w uwalnianiu. Bywają bardzo pomocne, zwłaszcza jeśli uświadomi się sobie, że odwołują się one do systemu wartości opartego o prawdę.
Są 3 pytania:
1. Czy możesz uwolnić?
Jedyna prawdziwa odpowiedź brzmi: tak.
Dlaczego każda inna odpowiedź byłaby nieprawdziwa? Przypomnij sobie długopis: zawsze MOŻNA go wypuścić ;)
2. Czy uwolnisz to uczucie/emocję/pragnienie?
I tutaj znów odwołujemy się do prawdy: Czy uwolnienie zawsze jest korzystne? Tak, bo wolność jest wartością samą w sobie. A czy możemy chcieć dla siebie czegoś innego, czegoś co nie jest korzystne, zniewolenia? Nie. Kim jesteśmy tak naprawdę? Miłością. A czy miłość może chcieć dla siebie czegoś niekorzystnego? Nie. Jeśli tego chcemy, tzn. że to nie jesteśmy my, że robimy tak z jakieś powodu, np. dlatego, że się boimy. Ale to nie jesteśmy my. My-prawdziwi zawsze chcemy dla siebie jak najlepiej.
Dlatego zgodnie z prawdą odpowiadamy: TAK (uwolnię) :)
3. Kiedy?
I dopiero tutaj można sie wymigać od uwolnienia; można powiedzieć - jutro ;) No ale jak sobie człowiek uświadomi, że można, że i tak kiedyś uwolni, to czemu nie teraz?
Dlatego odpowiadamy: TERAZ! I pozwalamy by się działo :)

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-02-13, 10:09:42 »
Feli i Karola :)
O wielkie dzięki za Wasze odpowiedzi :) jasne i konkretne.
Popracuje sobie tymi metodami jakie opisałyście.

Lynd Seagull

  • Global Moderator
  • Wiadomości: 2 120
  • Płeć: Mężczyzna
  • mój Nick moim Dziełem
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-02-13, 08:50:15 »
Fel,
"Jeśli chodzi o wizualizację, to jest to działanie. I to działanie z poziomu umysłu. Natomiast do procesu uwalniania nie należy włączać umysłu, bo wtedy będzie nieskuteczne, albo mniej skuteczne."
Dokładnie! Eksperymentuję sobie czasami z tą "techniką", i też zaczynałem od drzwi. Od razu pojawiły się różne problemy w stylu "jaka duża ma być framuga, bo czuję że za nią już nie puszcza ;)" Skończyło się na poszerzaniu drzwi, aż wreszcie po prostu zacząłem "znikać sobie" jakąś otoczkę/skorupkę/skórę -- aż w końcu zacząłem wątpić po co w ogóle to mam ;)

Mogła byś napisać co zrobić w przypadku oporów? Np czasem mam coś takiego, że ta emocja się "chowa", w sensie że przestaję ją czuć.

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-02-12, 23:25:15 »
Grażynka,
"Technika uwalniania jest podobna do tego co robią zwierzęta by rozładować stres.
Czyli po ustaniu sytuacji stresowej pozwalają aby układ nerwowy został rozładowany poprzez drżenie ciała.
A w technice uwalniania następuje to poprzez oddech i wizualizację."

Nie wiem, czy mówimy o tej samej technice uwalniania ;)
Technika, którą ja znam i stosuję polega na zaprzestaniu działania polegającego na zatrzymywaniu emocji wewnątrz. Nie trzeba w tym celu manipulować oddechem, ani niczego wizualizować. Właśnie o to chodzi, żeby powstrzymać się od działania, a nie dodatkowo coś robić.
Jeśli chodzi o wizualizację, to jest to działanie. I to działanie z poziomu umysłu. Natomiast do procesu uwalniania nie należy włączać umysłu, bo wtedy będzie nieskuteczne, albo mniej skuteczne.
Oczywiście jeśli ktoś lubi może sobie pomagać oddechem, a także wyobrażać sobie drzwi, których otwarcie powoduje ujście napięcia w ciele, ale to tylko dodatki, które nie stanowią o istocie metody (a nawet okazują się całkowicie zbędne). Ja np. w ogóle z tego nie korzystam, a adamowe "otwarcie drzwi" rozumiem jako rozluźnienie tych mięśni, które są napięte (które "przechowują" emocje). Na początku faktycznie starałam się wizualizować otwarcie drzwi i wypuszczanie napięcia, ale doszłam do wniosku, że to tylko przeszkadza w uwalnianiu, bo miesza się do tego umysł.
Istotą uwalniania jest wspomniane przeze mnie zaprzestanie działania, pozwolenie, czyli niedziałanie w odniesieniu do emocji. W praktyce można by to opisać po prostu jako rozluźnienie mięśni, pozwolenie na opanowanie ciała przez emocję (które jest przejściowe), czyli pozwolenie na jej wyjście.

Mateusz,
"Zgoda, ale jak już wcześniej było gdzieś tu powiedziane, żeby jakąś emocję uwolnić trzeba najpierw ją sobie uświadomić, pozwolić sobie poczuć ją, zaakceptować, a potem dopiero można się od niej uwolnić. Nie wszystko puszcza jak za pstryknięciem palca."

To umysł dzieli: "najpierw muszę sobie uświadomić, potem poczuć, potem zaakceptować (a to na pewno będzie trwać długo, bo jestem uparty ;p), i dopiero jak już się namacham, to mogę puścić!". A tymczasem, gdy nie mamy oporów, to wszystko może trwać bardzo krótko i dzieje się w jednej chwili: czuję emocję, której jestem świadoma, w tym samym czasie akceptuję ją (czyli pozwalam jej być), więc ona może sobie swobodnie zaistnieć i odejść (bo ja jej w tym nie przeszkadzam).
Oczywiście, tak to wygląda, gdy nie ma oporów :) Gdy jest opór, to bardziej przypomina to Twój opis ;)
No ale warto pamiętać, że to przez opór, a nie dlatego, że tak musi być, bo wynika to z natury rzeczy.

"Jeśli zatem w rozmowie z kimś wkurzającym mnie nie będę wyrażał emocji w jakikolwiek sposób, to będzie to tłumienie. Przecież nie mam w takiej chwili czasu na przeprowadzenie całego procesu uwalniania. A więc będę miał nowy materiał (skumulowaną złość) na kolejne zabiegi przeprowadzania uwalniania emocji ;)"

Tak jak napisałam - ten "proces" to może być ułamek sekundy. Na niego zawsze jest czas :) Uwolnienie to jest zwykła reakcja na emocję, tak jak jej stłumienie, czy wyrażenie (zobacz, jakoś nie przyszło Ci do głowy: "nie mam czasu na stłumienie emocji", choć to reakcja tego samego typu, co uwolnienie). Masz po prostu 3 wyjścia. Tylko że dwa (tłumienie i wyrażanie) wydają się naturalne i przychodzą łatwiej, bo jesteśmy do nich przyzwyczajeni, a trzecie (uwolnienie) nie. Tak więc po pierwsze to kwestia przyzwyczajenia, a po drugie kwestia fałszywych przekonań, które wytwarzają opór przed reakcją trzeciego typu (uwolnieniem).
Co robić?
Po pierwsze - przyzwyczajać się do najbardziej korzystnej reakcji na emocje (czyli do ich uwalniania). W domu, gdy nie jesteśmy "pod presją".
A potem wypróbowywać w terenie :) A do czasu, gdy jeszcze nie umiemy reagować uwalniając emocje, reagować tak, jak potrafimy i nie obwiniać się o to. Czyli po prostu być sobą: jeśli mam chęć wyrazić złość (innymi słowy nie potrafię jej puścić), to wyrażam, bo to obecnie mam w sobie i nie potrafię inaczej się zachować. Jak będę potrafiła inaczej to tak zrobię.
Po drugie - rozstać się z fałszywymi przekonaniami.

"Możesz powiedzieć konkretnie jak się obchodzić z emocjami w ten trzeci sposób?"

Ja może troszkę inaczej napiszę niż Karola. Wypróbuj sobie oba sposoby i zobacz, co Ci bardziej pasuje. U każdego sprawdza się co innego, warto o tym pamiętać i szukać czegoś najodpowiedniejszego dla siebie :)

Przypomnij sobie jakieś zdarzenie, które wywołuje w Tobie jakąś emocję. Pozwól ją sobie poczuć w ciele. Wyczuj gdzie jest jej najwięcej i rozluźniaj te mięśnie. Bądź nadal w tej emocji, tzn. poczuj jej więcej i więcej. Jeśli zauważysz, że mięśnie się zaciskają (a taką mają tendencję), to rozluźniaj. Rozluźniając te mięśnie pozwalasz emocji wyjść.
Skup się na tej emocji, pozwól jej istnieć, opanować Twoje ciało, nie blokuj jej, tzn. nie blokuj mięśni. Musisz więc cały czas sprawdzać, czy mimowolnie nie zaciskasz mięśni powstrzymując tym samym emocje przed wyjściem.
Może być tak, że Twoje ciało zareaguje bardzo gwałtowanie: np. będzie całe drżeć. Nie blokuj tego. Podrży sobie i przejdzie :)
I tak rób do końca, czyli do momentu, w którym osiągniesz spokój.
Zobacz, tu tak naprawdę nic wielkiego nie trzeba robić, po prostu pozwolić uczuciu być (i na tym polega akceptacja). A żeby pozwolić mu być i wyjść, musisz go nie blokować. I stąd to rozluźnianie mięśni.
Oczywiście to trzeba poćwiczyć; możesz nie od razu osiągnąć efekt.

Jest wiele elementów dodatkowych, które mogą sprawdzić się w praktyce: Można do tego dołączyć oddech. Można sobie wyobrażać drzwi, które otwierasz. Można nawet wizualizować wylatujące z ciała przedmioty (też miałam taką fazę ;). Można zadawać pytania.
Pytania są fajne, bo przyspieszają proces uwalniania. Uświadamiają co nieco. A czasem nie.
Różnie można :) Dlatego wypróbuj różne opcje i wybierz coś dla siebie.
Tylko pamiętaj o jednym: uwalnianie to chwilowe zaprzestanie działania polegającego na zatrzymywaniu ich wewnątrz. Jeśli robisz wszystko (np. oddychanie, wizualizacje i inne rzeczy), tylko nie to, to nie jest to uwalnianie :)

I na koniec mam dla Ciebie ćwiczenie, jeśli oczywiście chcesz. Bardzo fajne :) Tylko zarezerwuj sobie trochę czasu i spokoju. I lepiej, żeby nikt Cię wtedy nie widział, bo może Cię nieźle rzucać. Mną rzucało (ja jako pierwsze wzięłam na tapetę pragnienie akceptacji/miłości, jak zwał tak zwał ;)
Pomyśl sobie, czego najbardziej pragniesz (wybierz dobrze). I poczuj tego pragnienia więcej. I jeszcze więcej. I jeszcze więcej... itd.
I więcej, aż do momentu, gdy pragnienie sobie uleci :)
Pragnienia są głównymi przyczynami wytwarzania emocji. Dlatego, żeby rozprawić się z emocjami konieczne jest sięgnięcie do pragnień.
No ale to już inna bajka ;)

carolieen

  • Wiadomości: 1 062
  • Płeć: Kobieta
    • www.openwings.pl
  • Karolina Kozielska, terapia WHH i Stanów Szczytowych, zebiegi węzłów karmicznych, www.openwings.pl,
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-02-12, 22:57:16 »
Mateusz,
czyli jesteś spięty w ich obecności, a pod tym jest strach, że stanie się to czego nie chcesz (choć może tego strachu jeszcze nie czujesz).
Uwalniaj najpierw to spięcie, tam gdzie je czujesz w ciele. A jeśli strach się nie pojawi w dalszej kolejności, spróbuj sobie przypomnieć jak najbardziej realnie jakąś sytuację z przeszłości, w której właśnie zdarzyło się, że byłeś wykorzystywany, zniewalany, poniżany, wejdź w tamte emocje, pozwalaj je sobie czuć i uwalniaj.

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-02-12, 20:58:24 »
"a co dokładnie wobec nich czujesz?"

Czuję, że jak się zaraz ze mną za bardzo spoufalą, a przez to zaczną poniżać.
...że zaczną mnie wykorzystywać.
...zniewalać, narzucać swoje widzimisię.
Najlepiej jak ich nie ma w pobliżu, nie dlatego, że czuję się spięty ich obecnością-to już przerobiłem, ale dlatego, że zaczną mnie krytykować, oceniać,  czepiać się o byle co, każą robić po swojemu, bo muszą przecież pokazać kto tu rządzi.

carolieen

  • Wiadomości: 1 062
  • Płeć: Kobieta
    • www.openwings.pl
  • Karolina Kozielska, terapia WHH i Stanów Szczytowych, zebiegi węzłów karmicznych, www.openwings.pl,
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-02-12, 20:43:16 »
Mateusz,
"Możesz powiedzieć konkretnie jak się obchodzić z emocjami w ten trzeci sposób?"

no właśnie tym trzecim sposobem jest ich uwalnianie, spróbuj zamknąć na oczy, głowę opuścić lekko w dół i poczuć jakąś emocję w sobie - złość, smutek, strach, obojętnie, skup się na niej, poczuj ją w określonym miejscu w ciele (zazwyczaj są one odczuwane w brzuchu albo klatce piersiowej) i spróbuj poczuć jej jeszcze więcej, a potem jeszcze więcej. Wyobraź sobie drzwi albo okno w tym miejscu w ciele, gdzie ją czujesz i razem z wydechem wypuść do końca, wyobrażając sobie jak wylatuje z Twojego ciała. Tak rób aż zostanie w Tobie jedynie spokój.
Z początku takie uwalnianie "na żywca", tzn. w sytuacjach kiedy emocje wychodzą, a są wokoło ludzie, jest dość trudne, dlatego można zostawić to na chwilę później, kiedy jesteśmy sami. Ale to kwestia opanowania techniki, po jakimś czasie staje się nawykiem i puszczanie emocji, obojętnie jakiej też jest automatyczne.
Najlepiej pozwolić emocjom jakie się pojawiają przepływać, wypływać z nas.
Adam fajnie tłumaczy, że emocje nic nie znaczą, to TYLKO energia, którą możemy uwolnić w każdej chwili.
Niestety też, większość ludzi jest bardzo przywiązana do swoich emocji, nie potrafią się rozstać z wiecznym wkurzeniem, zdołowaniem, strachem itp..

<"Z początku pracy z emocjami, jeśli ktoś tłumił je latami, niestety trzeba dosłownie je wyrzucać tonami, czasem wykrzykiwać, wytupywać itd."

- Czy tylko w ten sposób?>

Pewnie nie, natomiast widziałam to po paru osobach, u których poziom stłumionych emocji był dość duży. Wydaje mi się, że to zależy od człowieka, ilości i intensywności tych emocji. Czasem ciało samo domaga się wyrzucenia emocji z niego, to dość częsty widok na sesjach oddechowych, gdzie ludzie mają okazję niekiedy po raz pierwszy uwalniać stłumione energie, wiją się, krzyczą, kurczą, wyginają i różne inne cuda robią.

<"Cały czas to postawa wynikająca z wewnętrznego strachu, bez względu na to czy to atak czy chowanie się, po prostu inaczej przejawiający się strach, który w żadnym wypadku nie prowadzi do dobrego samopoczucia, tylko do jeszcze dalszego zepchnięcia przez zakłamywanie się maską "bój się mnie, jestem groźny".
- Co więc afirmować w takim wypadku?
Akurat braku poczucia bezpieczeństwa w tym wypadku nie wyczaiłem. Ale racja. Tylko tak naprawdę nie wiem co afirmować skoro wobec szefów, dyrektorów czuję się bezpiecznie.>

a co dokładnie wobec nich czujesz?