Przypomniał mi się przykład z długopisem, który doskonale oddaje istotę uwalniania (sposób działania techniki uwalniania).
A zatem z uwalnianiem uczuć/emocji i pragnień jest tak samo jak z wypuszczaniem długopisu z dłoni.
Weź długopis do ręki, a następnie go wypuść.
Czy do tego potrzebna była ci wizualizacja? Nie, wręcz przeciwnie: sama wizualizacja nie spowoduje wypuszczenia długopisu z dłoni.
A czy w tym celu musiałaś/eś głęboko oddychać? Nie.
Jedyne, co było potrzebne, to Twoja decyzja i rozluźnienie mięśni dłoni. Nic więcej.
Z uwalnianiem emocji jest dokładnie tak samo.
Ale - możesz zapytać - dlaczego to nie przychodzi tak łatwo, jak wypuszczanie długopisu?
Wyobraź sobie, że długopis nie jest zwykłym pisadłem, ale przedmiotem ze złota, a do tego wysadzany jest diamentami, natomiast pod dłonią, zamiast stołu jest przepaść. Czy nadal tak łatwo przyjdzie ci wypuszczenie go z ręki, choćby nawet długopis parzył ci skórę? Raczej nie. Będziesz sobie wmawiać, że nie możesz tego zrobić, bo... długopis cię trzyma

Tak samo jest z emocjami. Z jakichś względów trzymamy je w sobie, bo wydają nam się zbyt cenne (czyli do czegoś potrzebne), by je puścić. I wmawiamy sobie, że pozbycie się ich wcale nie jest proste

Słówko "wydają się" jest tutaj kluczem. Bo świadczy ono o tym, że w grę wchodzą przekonania, które z kolei opierają się na pragnieniach.
W powyższym przykładzie chodziło o pragnienie bezpieczeństwa. Brak mi bezpieczeństwa (inaczej - mam pragnienie bezp.), dlatego upatruję go w świecie zewnętrznym (fałszywe przekonanie - coś z zewnątrz zapewni mi bezp). Drogi długopis jest gwarantem mojego bezpieczeństwa, więc sie go trzymam.
Podsumowując, uwolnienie emocji jest tak samo proste jak wypuszczenie długopisu z ręki. Wystarczy zwolnić ucisk. Problemem jest jedynie cała otoczka, czyli przekonania oparte na pragnieniach.
Tak na marginesie: z koli pragnienia oparte są na przekonaniach, więc tutaj trzeba działać jakby dwutorowo: uwalniać pragnienia i likwidować przekonania, czyli dochodzić do prawdy.
A przekonanie najlepiej likwiduje się pozwalając sobie na wszystko, co się z tym wiąże, przede wszystkim na wiążące się z tym uczucia, emocje i pragnienia. Nie unikać, tylko wchodzić w to głębiej

A gdy wszystkie emocje, zaślepienia itd. zejdą, to pozostaje tylko prawda, bo jej się nie da uwolnić.
Tak było z moim pragnieniem akceptacji. Uwalniałam, uwalniałam, uwalniałam ile się da. Było lepiej, ale nie schodziło do końca. Zorientowałam się, że nie tędy droga, dlatego że za tym moim pragnieniem akceptacji stoi przekonanie, że ja nie zasługuję na akcept. bo jestem zła. Dlatego nie mogę sama siebie pokochać i muszę szukać miłości na zewnątrz. Trzeba było zlikwidować to przekonanie, dotrzeć do prawdy. W tym celu musiałam wyciągnąć na wierzch wszystko, co nie było tą prawdą: pozwolić sobie na cały wstyd z tym związany, całą nienawiść, niechęć, agresję itd. Nie było to miłe, ale wyszłam z czarnej dupy
Lynd,
„Mogła byś napisać co zrobić w przypadku oporów? Np czasem mam coś takiego, że ta emocja się "chowa", w sensie że przestaję ją czuć.”
Pewnie, że mogę

Za oporem stoi zawsze jakieś fałszywe przekonanie, które wyzwala lęk. I ten lęk powoduje opór przed zmianą. Co można z tym zrobić?
Można zacząć od uwalniania uczucia oporu (bo opór to też uczucie). Jeśli pójdzie, to ok, ale nie zawsze się da go uwolnić bez dojścia i uwolnienia przekonania, które jest jego bazą.
Więc jeśli się nie da, to wtedy trzeba dojść do źródła problemu, czyli przekonania. Można to zrobić w ten sposób, że wchodzisz w kontakt z lękiem (uwalniasz go), który jest wyzwalany przez to przekonanie. Czyli pozwalasz sobie się bać, pozwalasz sobie na to, żeby stało się najgorsze (na to, czego się boisz) i obserwujesz siebie. Przekonanie samo się pokaże.
To przekonanie może z kolei bazować na pragnieniach: bezp., akceptacji lub kontroli. W takim przypadku, żeby można było pobyć się przekonania, trzeba uwolnić te pragnienia.
No ale ten sposób jest dobry tylko wtedy, gdy da się nawiązać kontakt z lękiem. Jeśli natomiast nie czuje się tego lęku (w sytuacji takiej jak Twoja, gdy emocja się "chowa"), trzeba dojść do tego inaczej.
Można np. w sposób, który poznałam na warsztacie u Adama. On to nazwał "Uwalnianiem uczucia utknięcia (w miejscu)".
Właściwie jest to klasyczne uwalnianie przywiązań i awersji do problemu. Tylko że tym problemem jest właśnie opór.
Czyli tak: piszesz sobie swój problem, tzn. jego temat. A pod spodem dzielisz kartkę na dwie kolumny. W jednej części piszesz "Jaką mam z tego korzyść?" (tzn. z tego że utknąłeś), a w drugiej "Jaka jest z tego niekorzyść?". Następnie, pod spodem, piszesz korzyść, która przychodzi Ci do głowy. I łączysz tę korzyść z jednym lub większą ilością pragnień (tj. z pragnieniem bezpieczeństwa, akceptacji lub kontroli). No i uwalniasz po kolei te pragnienia. Gdy skończysz, przechodzisz do drugiej kolumny z niekorzyściami. Potem znów z korzyściami. I tak do skutku, tj. do momentu pojawiania się emocjonalnej niewzruszoności.
Aha, jeśli nic nie przychodzi Ci do głowy, to pod pytaniem o korzyść lub niekorzyść wpisujesz "nie wiem". I zastanawiasz się z którym pragnieniem łączy się taki stan rzeczy (czyli lęk przed prawdą)

Nie ma miejsca na wykręty

Jeśli nie wiesz z czym się łączy, to strzelaj. U mnie "nie wiem" najczęściej łączy się z brakiem bezpieczeństwa. I gdy założysz, że chodzi o to, to poczuj tej chęci bezp. jeszcze więcej... i uwolnij.
Wypróbuj te sposoby, może któryś Ci pomoże

Mateusz,
napiszę jeszcze coś na temat pytań w uwalnianiu. Bywają bardzo pomocne, zwłaszcza jeśli uświadomi się sobie, że odwołują się one do systemu wartości opartego o prawdę.
Są 3 pytania:
1. Czy możesz uwolnić?
Jedyna prawdziwa odpowiedź brzmi: tak.
Dlaczego każda inna odpowiedź byłaby nieprawdziwa? Przypomnij sobie długopis: zawsze MOŻNA go wypuścić

2. Czy uwolnisz to uczucie/emocję/pragnienie?
I tutaj znów odwołujemy się do prawdy: Czy uwolnienie zawsze jest korzystne? Tak, bo wolność jest wartością samą w sobie. A czy możemy chcieć dla siebie czegoś innego, czegoś co nie jest korzystne, zniewolenia? Nie. Kim jesteśmy tak naprawdę? Miłością. A czy miłość może chcieć dla siebie czegoś niekorzystnego? Nie. Jeśli tego chcemy, tzn. że to nie jesteśmy my, że robimy tak z jakieś powodu, np. dlatego, że się boimy. Ale to nie jesteśmy my. My-prawdziwi zawsze chcemy dla siebie jak najlepiej.
Dlatego zgodnie z prawdą odpowiadamy: TAK (uwolnię)

3. Kiedy?
I dopiero tutaj można sie wymigać od uwolnienia; można powiedzieć - jutro

No ale jak sobie człowiek uświadomi, że można, że i tak kiedyś uwolni, to czemu nie teraz?
Dlatego odpowiadamy: TERAZ! I pozwalamy by się działo
