Mateusz,
zgadzam się z clintem:
"Emocji nie trzeba wyrażać. Najzdrowsze podejście to jest wtedy, gdy pozwalasz emocji być, pozwalasz sobie ją czuć, ale też nie ulegasz jej i nie zaczynasz działań pod jej dyktando. Np. gdy ktoś Cię zdenerwuje to wtedy jak najbardziej powinno pozwolić sobie poczuć tą złość i być jej świadomym, ale nie oznacza to od razu, że powinno się na tą osobę krzyczeć czy robić cokolwiek innego agresywnego. Ta złość wcale nie musi wyłazić na zewnątrz, a już tym bardziej nie powinna być kierowana w stronę żywych istot.
Oczywiście nie ma co potępiać kogoś jak sobie nie radzi ze swoją złością i potrafi atakować innych, ale chodzi o to, aby świadomie się tak nie zachowywać w imię uzdrawiania emocji."
Ludzie często znają 2 rodzaje obchodzenia się z emocjami, albo stłumienie takich albo właśnie poddawanie się ich działaniu, często nad nimi nie panując. Emocje też mogą przepłynąć przez nas, możemy być ich świadomi, czuć je i potraktować jako swoistego rodzaju energię, która może po prostu ujść na zewnątrz, jeśli jej na to pozwolimy. Jednak mało ludzi zna ten sposób, bo się o nim nie mówi.
Czasem emocje, które były gromadzone przez lata, domagają się po prostu wyrzucenia, bo wygląda to jak balon, w którym nie zmieści się już absolutnie nic i zaraz on wybuchnie.
Ludzie pozwalają sobie na zbieranie tych emocji latami, traktują siebie jak kosze na śmieci, tłumią, zaciskają zęby, wytrzymują, ale każdy kosz ma swój limit, samopoczucie tak się pogarsza i granice zostają już tak przegięte, że wtedy zostaje już tylko wybuch. Takiej osobie wydaje się, że są tylko dwa wyjścia, albo nic nie czuć, bo przeraża ich ogrom tych emocji, albo przesadne reakcje. Taki człowiek jest często nieprzewidywalny, jak tykająca bomba.
Osoby, które na bieżąco radzą sobie z emocjami, nie są przez nie kontrolowane, nie boją się ich, bo wiedzą, że to oni je kontrolują.
Z początku pracy z emocjami, jeśli ktoś tłumił je latami, niestety trzeba dosłownie je wyrzucać tonami, czasem wykrzykiwać, wytupywać itd. i najlepiej robić to w dogodnych warunkach, by przypadkiem nie wyżywać się na innych (co zazwyczaj ma niestety miejsce). Sama przez to przeszłam, a wierzcie mi, że ilość stłumionych emocji w moim ciele osiągnęła prawie poziom maksimum.
"Co więc proponujesz?
Z życia wiem, że jak ktoś nie pozwoli sobie w kaszę pluć, to jest lepiej traktowany. Każdy wie, że z nim lepiej nie zaczynać."
Cały czas to postawa wynikająca z wewnętrznego strachu, bez względu na to czy to atak czy chowanie się, po prostu inaczej przejawiający się strach, który w żadnym wypadku nie prowadzi do dobrego samopoczucia, tylko do jeszcze dalszego zepchnięcia przez zakłamywanie się maską "bój się mnie, jestem groźny".