Felixo, Indra, proszę bardzo

czy może wiesz dlaczego jak raz to wypusciłem i poczułem luz to wróciło???
Bo nie uwolniłeś wszystkich lęków (czy innych emocji) do końca.
Skoro chciałeś się tego pozbyć za wszelką cenę, tzn. że nie było w Tobie pełnej akceptacji. A skoro nie akceptowałeś tego w pełni, tzn. że nie pozwalałeś temu się z Ciebie wydobyć, zawsze więc coś zostawało. Coś, czego nie chciałeś nawet zobaczyć.
W pewnym momencie, ten lęk wychodził, czyli uczucie ucisku powracało. Prawdopodobnie był to lęk przed tym, że to wróci. Czyli że nie zaakceptowałeś tego w pełni. Gdybyś w pełni zaakceptował to odczucie (czyli dawał byś pełne przyzwolenie temu, żeby ten ucisk trwał nawet do końca życia), to wtedy odeszłyby wszystkie emocje (i odczucia w ciele) z tym związane, bo niczego byś już nie trzymał.
Może to być też lęk przed uzdrowieniem. A może jedno i drugie. Też tak może być.
Teoretyzując nie dojdziemy do tego, Ty sam musisz do tego dotrzeć. A zrobisz to jedynie wtedy, gdy pozwolisz wypłynąć wszelkim uczuciom związanym z Twoją dolegliwością.
Kiedy już uwolnisz wszystko to, co masz w ciele, gdy poczujesz się wolny od tego, pomyśl o tym, że to wróci, że nigdy nie wyzdrowiejesz. I obserwuj siebie. Zobacz, co czujesz. Powinieneś czuć tylko spokój i pełną akceptację, nawet na taką myśl. A jeśli jeszcze będzie jakiś lęk, tzn. że jeszcze jest coś do uwolniania. I uwalniaj to.
Gdy to uwolnisz, pomyśl, że od teraz zawsze będziesz zdrowy i będziesz mógł robić, co tylko chcesz. Wyobraź sobie to. I znów, jeśli poczujesz jakąś emocję (np. lęk przed tym, że gdy nie będziesz miał żadnych ograniczeń, to będziesz palił aż do zajarania na śmierć), to uwalniaj ją. I tak aż do momentu, w którym będziesz całkowicie uwolniony od wszelkich emocji na temat Twojej dolegliwości.
A jeśli jeszcze będzie wracać, to wtedy będzie trzeba odwołać się do uwolnienia pragnień.
,czy robiąc to tym sposobem który napisałas czy myslisz ze jak tym razem to sie rozpłynie to nie wróci??
Tego nie jestem w stanie ani stwierdzić, ani zagwarantować
Mogę Ci tylko napisać, że z mojego doświadczenia wynika, że jeśli zaakceptuje się wszelkie odczucia związane z chorobą, to ta choroba znika. Ale nie zawsze łatwo jest je dostrzec, a co dopiero zaakceptować. No ale każdy z nas jest inny, ja np. mam duże opory, Ty możesz ich nie mieć, więc nie warto się sugerować.
Jeśli więc na 100% zaakceptujesz to odczucie ucisku w klacie i wszelkie kwestie z tym związane (czyli gdy uwolnisz wszelkie lęki i inne emocje), to nie powinno to wrócić. Chyba, że coś się przed Tobą (przed Twoją świadomością) ukryje. Będzie Ci się wydawało, że temat jest czysty, a to znów zaatakuje. Dlatego tak ważna jest kwestia uważności oraz szczerości i uczciwości ze sobą samym. Nie uciekanie od tego, co boli, tylko wyciąganie tego na wierzch i pełne przeżywanie tego (akceptacja). Im więcej wychodzi, tym lepiej, bo wtedy szybciej ma okazję się oczyścić

Zauważyłam, że choroba ma nas nauczyć specyficznego podejścia: całkowitego puszczenia kontroli, czyli inaczej poddania się, całkowitej akceptacji. Gdy taki stan osiągasz, to nic więcej nie potrzeba. Ale z różnych względów nie wszyscy są to w stanie zrobić (w grę wchodzą – jak się pewnie domyślasz – pragnienia aprobaty i bezpieczeństwa, no i na końcu jedności).
Np. u mnie lżejsze kwestie związane z ciałem schodzą bez niczego (bóle głowy, czy tego typu dolegliwości), ale mam opory przed wzięciem się za poważniejsze choroby. Mój umysł wierzy, że z nimi potrzeba zrobić trochę więcej, a ja nie zamierzam go na siłę przekonywać do czego innego, bo wiem, że to nic nie da. Dlatego daję sobie czas i łagodnie rozpracowuję temat od innej strony

Ale – tak jak pisałam - każdy z nas jest inny, więc u Ciebie może być inaczej. Może już jesteś gotowy puścić swoją chorobę

Jeśli możesz opisać jeszcze sposób na uwolnienie od pragnień to byłoby super 
Pewnie, że mogę

Wykorzystam do tego część mojej prywatnej wiadomości do pewnej osoby, będzie mniej roboty

Najpierw o powiązaniu emocji z pragnieniami.
Emocja jest tylko wskaźnikiem, że coś jest nie tak. Że nasze granice są naruszane, że nasze potrzeby nie są zaspokajane, że nasze oczekiwania są "z sufitu", itd. Emocja jest więc pomocnikiem, nie trzeba z nią walczyć, tylko się w nią wsłuchac. W to, co ma do przekazania.
Emocje wiążą się z pragnieniami: bezpieczeństwa (B), aprobaty (A), Kontroli (K) i jedności.
Pragnienia mogą być zdrowe (czyli takie, które mogą i powinny być zaspokojone) i chore (takie, których nie da się zaspokoić - trzeba je uwolnić).
Pisałam o tym np. tutaj:
http://designersites.pl/cudaducha/index.php?topic=315.msg13016#msg13016Jeden i ten sam rodzaj emocji może wynikać tak samo z pragnienia A.B. i K.
Np. Lęk.
1) Powiedzmy, że boisz się podróży samolotem. Z czego wynika ten lęk? Boisz się umrzeć, masz więc pragnienie bezpieczeństwa, inaczej uczucie braku bezpieczeństwa. Do uwolnienia (czyli akceptujesz to pragnienie: pragniesz więcej, więcej i więcej, aż wyjdzie).
2) Boisz się wystąpić publicznie. Dlaczego? Bo boisz się oceny. Z czego wynika ten lęk? Z pragnienia aprobaty. Gdyby coś Ci nie wyszło, ludzie by Cie nie zaaprobowali. Czyli tutaj uwalniasz pragnienie aprobaty.
3) Chcesz wygrać w toto lotka (bardzo potrzebna Ci kasa). Afirmowałaś na to, modliłaś się. Mało tego – w medytacji dostałaś wskazówkę, że wygrasz! Obstawiłaś numery, teraz boisz się sprawdzić wyniki. Skąd wynika ten lęk? Z pragnienia kontroli. Założyłaś sobie, że wygrasz. Bardzo byś tego chciała, teraz nie chcesz z tego zrezygnować. Lęk powstrzymuje Cię przed sprawdzeniem, czyli dłużej tkwisz w słodkiej nieświadomości.
Jak widzisz pragnienie kontroli to chęć zmiany czegoś lub kogoś (w tym siebie), albo chęć by coś lub ktoś się nie zmieniał. Ma być po Twojej myśli. To inaczej brak akceptacji, brak elastyczności.
Wychodzisz z domu i widzisz, że się chmurzy, a Ty nie masz parasola. Gdy pojawi się w Tobie jakaś emocja (np. złość), to będzie ona wynikać z chęci kontroli. Bo chcesz kontrolować pogodę, nie godzisz się na to, by była taka, jaka jest.
Chęci bezpieczeństwa i aprobaty nie tłumaczę, bo chyba wiesz, o co chodzi? Jak nie, to pytaj.
Chęć aprobaty, to też chęć miłości. Jeśli robisz coś, by ktoś Cię kochał, opiekował się Tobą, aprobował, potakiwał, albo tylko nie oceniał, to masz pragnienie (inaczej uczucie braku) aprobaty.
Inny przykład:
1) Złość wynikająca z chęci bezpieczeństwa: złościsz się, że na lotnisku podstawili samolot-gruchota (boisz się, że będzie katastrofa)
2) Złość wynikając z chęci aprobaty: Ktoś Cię ocenił, skrytykował (inaczej – ktoś chciał Cię kontrolować)
3) Złość wynikająca z chęci kontroli: ktoś nie jest taki, jaki chciałabyś go widzieć. Każde pragnienie zmiany kogoś wynika z chęci kontroli.
Np. złościsz się, że dziecko rozrzuca skarpetki

I teraz tak: większość emocji wynika z wyssztkich trzech pragnień. Np. Dziecko rozrzuca skarpetki, Ty się na nie złościsz. Dlaczego? Bo chciałabyś, żeby było inne (chęć K.). Ale to jest podszyte czymś głębszym – chęcią aprobaty (np. boisz się, co ludzie powiedzą, gdy zobaczą porozrzucane po całym domu skarpety) i chęcią bezpieczeństwa (bo boisz się, że Ty będziesz musiała to posprzątać).
Uwalnia się te pragnienia po kolei, albo to, co aktualnie wychodzi (bo nie musi wyjść wszystko na raz).
Podobnie z lękiem: np. boisz się o życie matki. To wynika z pragnienia kontroli (bo chcesz kontrolować coś, czego kontrolowac nie możesz, czemu musisz się poddać), pragnienia aprobaty (kto Cię będzie kochał, gdy matka umrze?), i z pragnienia bezp. (kto Ci będzie pomagał, gdy matka umrze?).
Brak akceptacji czegokolwiek (chęć zmiany, albo nie-zmiany) to chęć kontroli. Chęć kontroli zawsze wynika z braku bezpieczeństwa (np. wspomniana złość na deszcz – wynika z braku bez., bo za tym kryje się lęk, że np. zmokniesz i zachorujesz) lub z braku aprob. (np. lęk, że mama umrze).
Generalnie to jest: utraciliśmy jedność i przez to poczuliśmy się zagrożeni (chęć bezp.). Żeby zapewnić sobie bezp. zapragneliśmy kontrolować (np. pogodę), albo – w odniesie do ludzi – zapragnęliśmy ich aprobaty (w ten sposób chcieliśmy zapewnic sobie bezp.). A gdy nas nie aprobują, to chcemy to zmienić (chęć kontroli). Tak więc na końcu zawsze jest chęć kontroli, czyli brak akceptacji. Ale niekoniecznie trzeba go czuć. Uwalnia się to, co pierwsze wychodzi. Chyba, że od razu wychodzi wszystko, wtedy uwalnia się po kolei. Dopóki nie przerobi się z grubsza podstawowych pragnień (B.A.K.), dopóty nie nawiąże się kontaktu z pragnieniem jedności (które stoi za wszystkimi pragnieniami).
Uwalniamy na bieżąco, jakby „od góry” (wychodzisz z domu patrzysz – deszcz, czujesz złość, więc uwalniasz pragn. Kontroli) i „od dołu”, czyli wchodzisz w proces introspekcji, rozpracowujesz męczący Cię problem w samotności i ciszy. Np. przywiązania i awersję do pieniędzy.
W jaki sposób to robić pisałam w wątku "Technika uwalniania...":
"Nie wiem, czy tu już było o awersjach i przywiązaniach, więc pokrótce napiszę.
Rzecz ma się tak samo jak z celami. Tylko że zadaje się następujące pytania: "Co lubię w pieniądzach/na temat pieniędzy?", "Czego nie lubię w pieniądzach/na temat pieniędzy", "Jaka jest korzyść z tego, że mam pieniądze?, "Jaka jest niekorzyść z tego, że mam pieniądze?".
Zadaje się te pytania po kolei i to, co przychodzi na myśl, wiąże się z którymś z pragnień. I uwalnia się do skutku, tj. do momentu, gdy odpowiedzi nie będą wynikały z braków.
I tak z każdym innym tematem, nie tylko z pieniędzmi

".
Jak uwalniać te pragnienia?
Tak samo, jak odczucia w ciele. "Więcej i więcej" i "pozwalam". Po prostu wchodzisz w to pragnienie jeszcze bardziej. Pozwalasz mu być, wzmacniać się, pozwalasz mu się owładnąć. W kulminacyjnym momencie można zadać 3 standardowe pytania "Czy chcę uwolnić...?" itd.
Ale nie trzeba pytać. A można od razu zapytać i potem tylko pozwalać, by wyszły. Robisz tak, jak do Ciebie bardziej przemawia. Najważniejsze jest to, żeby zaakceptować te pragnienia w sobie i nie trzymać ich swoją awersją. No i przyzwolenie na ich odejście jest bardzo ważne. Rozluźniaj więc mięśnie i pozwalaj im odejść
