carolieen
No, ale właśnie jak wejdziesz w to spełnianie swoich marzeń, to tym bardziej będziesz musiała się zająć tym swoimi wzorcami, one przecież nie uciekną na jakieś dno Twojej pś, a wręcz przeciwnie - mogą wyjść bardziej nie wierzch, ale tego nie ma co się bać, bo dużo łatwiej się je przepracowuje, gdy się to uzupełnia praktycznym działaniem pokazującym pś, że te wzorce to sobie może wsadzić, bo Ty ich nie potrzebujesz

Wiesz ile ja różnych związkowych popierdółek już uzdrowiłem przez ten krótki czas bycia w związku? To były mniejsze sprawy głównie, ale gdybym nie doświadczył pewnych rzeczy to wciąż by mnie to gdzieś męczyło i być może nawet musiałbym układać całe afirmacje i pracować z tym miesiącami, a wystarczyło naprawdę krótkie doświadczenie czegoś w praktyce i sruuuu, schodziła głupota z głowy. Na sucho się pracuje dużo dłużej - pół życia można sobie zmarnować ograniczając się i bawiąc się w niekończące przygotowania do działania. Wiadomo, że pewne przypadki wymagają wpierw pewnego przygotowania, szczególnie u ludzi, którzy wcześniej ze sobą nic nie robili i mają małą świadomość, ale też bez przesady. Nie można całe życie tylko czyścić wzorce i patrzeć jak życie przecieka między palcami. Moje ostatnie 4 lata tak właśnie wyglądały i to nie było fajne. Z początku było może i konieczne, ale od jakiegoś czasu to już tylko wzrastał dysonans między tym co mogłem, a tym co robiłem i to było męczące.
Tulia

Nie wiem kiedy się zaloguje, kilka razy wspominałem o forum w kontekście różnych rozmów, ale nie zachęcałem jeszcze do założenia sobie konta, ale pewnie w swoim czasie się tu pojawi

Kaśka
Nawet jak tendencje do wykreowania związku są długie, to można je skrócić pracą nad sobą. Ja ponad roku temu się dowiedziałem się, że do spełnienia w związku mam... 8 lat. Z początku mnie to lekko dobiło, ale potem tylko przygrzałem z pracą nad tematem i poszedłem ostro do przodu. Z pół roku temu już usłyszałem od tej samej osoby, że czas się skrócił kilkukrotnie, a potem to wiadomo

A tak w ogóle to najważniejsze jest to, aby marzyć, marzyć i jeszcze raz marzyć. I nie przestawać choćby nie wiem co. Nawet jak wywala, nawet jak inni gadają głupoty o tym, że to się nie da, że to za dużo, że to wzorce czy inne pierdoły. Trzeba ufać sercu. Jak się tego nie czuje, to pracować z sercem, prosić Boga o pokazanie co ma dla nas i być otwartym na cuda.
My z partnerką akurat mieliśmy tak, że praktycznie całe życie towarzyszyło nam takie poczucie, że gdzieś w świecie jest ten ideał. Ja już dawno temu, zanim w ogóle pomyślałem o rozwoju też miałem takie odczucie, choć traktowałem to niepoważnie, jako jeden z moich romantycznych odchyłów. Nawet bawiąc się w rozwój często to bagatelizowałem i traktowałem jak marzenia zrozpaczonego samotnika. No, ale czułem to, nie potrafię wyrazić tego jak te odczucia dokładnie wyglądały, ale to było takie bezobrazowe odczuwanie tej drugiej osoby, taka pewność że ona generalnie gdzieś tam jest i tyle. Sama jednak świadomość, że ona jest dawała mi siłę do pracy, bo ja wiedziałem że choćby miało mi to pół życia zająć, choćbym miał przejść przez ileś związków motylkowych - kiedyś w końcu ją spotkam i stworzę taki wymarzony, cudowny związek. Z tego powodu też się na przestrzeni ostatnich 4 lat wielokrotnie podniecałem jak to czuje to, że ten związek się zbliża i w ogóle, bo nieraz to uczucie w sercu wzrastało po dobrych sesjach w temacie, no ale że się nic nie działo długo czas, to zaczynałem wątpić w swoje uczucia i nie potrafiłem im zaufać.
Ona ze swojej strony prócz podobnych uczuć, zaczęła mieć pół roku temu sny ze mną w roli głównej - wiedziała z nich choćby to, że mam okulary, śniły się jej też dokładne sceny z naszych ostatnich randek. Kiedy to się zaczęło to była akurat w crapowatym związku i był okres kiedy marzyła o mnie, leżąc obok swojego chłopaka

Oczywiście dość szybko skończyła tą relację, bo sobie uświadomiła jak bardzo marzy o czymś zupełnie innym. A jak się poznaliśmy to był szok, bo się okazało że jestem kropla w krople identyczny z tym jej wyśnionym ideałem - zarówno jeśli chodzi o wygląd, jak i charakter, zachowanie, itd. Ona też wzbudzała we mnie uczucie, że to jest właśnie ta osoba, o której tyle marzyłem, którą gdzieś tam czułem w swoim sercu. Też miałem przed spotkanie z nią prorocze sny, ale tylko w jednym wystąpiła. Żeby było śmieszniej - śniło mi się, że spotkałem ją nie tylko w Toruniu w którym mieszka, ale jak się okazało później - biorąc pod uwagę to jak widziałem starówkę, rzekę i odpowiednie odległości, okazało się że byłem dokładnie w tej części Torunia, w której ona mieszka

W Toruniu byłem raz, mając 9 lat

W ogóle to ostatnio zaczynam mieć wrażenie, że nasze spotkanie nie jest tylko zwykłą kreacją, ale mogło być wręcz uwzględnione już przy wcielaniu się. No bo ja miałem umrzeć zaraz po urodzeniu, przeszedłem nawet kilka dni po ciężką żółtaczkę, gdzie byłem bliski zgonu, ale jakimś cudem przeżyłem - odreagowywałem nawet kiedyś szok z tym związany i złość na Boga, że co On wyprawia, że miałem się zemścić na rodzicach, a utkwiłem z nimi (haha - i kto się zemścił na kim, ah ta karma

), bo jak się okazało - Bóg miał dla mnie na to życie bardzo korzystną drogę związaną z rozwojem, więc mnie trochę popchnął w odpowiednim kierunku. Rok z hakiem później urodziła się moja partnerka, kto wie czy nie wcielając się już z uwzględnieniem tej opcji. Szczególnie jak widziałem jej zdjęcia z przeszłości, jak to ile ona miała podobnych problemów, jak ogólnie była podobna do mnie - wiem, że jakbyś chodzili np razem do gimnazjum to też byśmy się zakochali w sobie, z tym że ona by uciekła ze wstydu, a ja bym się zamknął w sobie

Może przesadzam trochę, ale skąd kurczę się musiało wziąć to poczucie przez całe życie, że istnieje ta odpowiednia, wymarzona osoba - i to dwustronne.