Autor Wątek: Dzielę się swoją radością :))  (Przeczytany 128093 razy)

bziuuummm

  • Gość
[#]   « 2013-03-05, 21:22:10 »
heheh , super!
i gratki dla szefowej za odwage wyznania tego typu :)
JUż ja Ci pisałam free, że Ty jesteś mega!!!! :)
teraz tylko uwierzyć :)

Freeflight

  • Gość
[#]   « 2013-03-05, 21:17:28 »
Ciekawe rzeczy się dzieją :-)...

     Dziś moja szefowa mi powiedziała,że jak jestem z nimi na zmianie to wszystko się uspokaja..Jest luz i porządek...Stwierdziła,że przypominam jej stworka z bajek oglądanych przez jej córkę...Występuje tam pięć kucyków,które reprezentują moc pięciu żywiołów i w połączeniu tychże mocy powstaje twór energetyczny emanujący miłością i harmonią...Czyli,że jestem takim pięciopakiem...

Nooo padłam z wrażenia i ze śmiechu :-)))...Ciekawe są wyobrażenia innych na mój temat...

Indra

  • Wiadomości: 2 440
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-03-05, 18:31:59 »
a jakże!!! :)))

Lynd Seagull

  • Global Moderator
  • Wiadomości: 2 120
  • Płeć: Mężczyzna
  • mój Nick moim Dziełem
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2013-03-05, 16:43:43 »
Wiosna i (ponowne) zakochanie pięknie idą w parze :D

carolieen

  • Wiadomości: 1 062
  • Płeć: Kobieta
    • www.openwings.pl
  • Karolina Kozielska, terapia WHH i Stanów Szczytowych, zebiegi węzłów karmicznych, www.openwings.pl,
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2013-03-01, 03:55:44 »
Nie wiem o co kaman z tą Nutellą, choć z Nutellą może jest tak, że nie musi o nic chodzić, wystarczy, że jest ;)

Ale przypomniała mi się historia kolegi, z którym kiedyś mieszkałam, mówił, że jego siostra ponad wszystko kochała czekoladę, a najbardziej nutellę właśnie, ale że miała mieć studniówkę, postanowiła przez miesiąc ani grama nutelli nie zjeść, ani żadnych innych słodyczy (oczywiście żeby zmieścić się w sukienkę), udało się, cały miesiąc cierpienia, ale się zmieściła, wyglądała podobno bardzo ładnie, super się wybawiła, wróciła w nocy ze studniówki.. po czym właśnie kolega, jej brat zastał nad ranem taki oto obraz - śpiąca siostra z ogromnie zadowoloną miną na łóżku, cała brudna od nutelli, a na ziemi cały wielgachny pusty słoik właśnie po nutellii i gdzieś wałęsająca się duża stołowa łyżka... ;)

Indra

  • Wiadomości: 2 440
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-03-01, 00:15:53 »
hahahahaha :D
no to wyciągamy słoiki i obżeramy!! congrats! :)

Lynd Seagull

  • Global Moderator
  • Wiadomości: 2 120
  • Płeć: Mężczyzna
  • mój Nick moim Dziełem
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2013-03-01, 00:14:59 »

Indra

  • Wiadomości: 2 440
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-03-01, 00:10:07 »
Nutella ?:D

Lynd Seagull

  • Global Moderator
  • Wiadomości: 2 120
  • Płeć: Mężczyzna
  • mój Nick moim Dziełem
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2013-03-01, 00:06:58 »
Haaahahahahahahahaaa :D

I tyle mi wolno powiedzieć;)

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2013-02-28, 17:07:13 »
Odkąd pouzdrawiałam sobie kilka węzłów, dostałam dużej motywacji do tworzenia. Piszę, rysuję, opracowuję to na czym bym mogła zarabiać. Nie poznaję siebie, skąd taka wytrwałość i masa pomysłów. Mam nadzieję, że się długo utrzyma na tym poziomie :)

Tulia

  • Wiadomości: 538
  • Płeć: Kobieta
  • Katarzyna Jezierna, www.zyciezaniolami.pl
  • Status: Regreser
[#]   « 2013-02-27, 12:08:23 »
Jolu - superancko!!!!
Znaczy się maluszek lubi harmonię w rodzinie i juz sobie ładnie uklada;-)

Jolanta 16

  • Wiadomości: 710
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2013-02-27, 11:18:18 »
Kochani jestem bardzo szczesliwa.
Od dlugiego czasu czekalam na telefon od mojej tesciowej, niby bylo po naszym slubie w miare dobrze, ale brakowalo kontaktow wzajemnych.
Moj maz ma wielki uraz do swojej matki bo wyrzadzila nam wiele krzywdy (szczegolnie jemu) i nie byl gotowy na zrobienie pierwszego kroku, wiec ja tez nie staralam sie zbytnio.
Jednak dzis tesciowa zadzwonila i poprosila o spotkanie- chce sie pogodzic i wszystko wyjasnic, bo chyba ma dosc takiej sytuacji.
Ciesze sie z racji, ze jestem w ciazy i juz dawno zyczylam sobie aby "stal sie cud" i sytuacja rodzinna sie poprawila. Juhu, ale sie ciesze!
Napewno moj maz bedzie potrzebowal czasu na przyzwyczajenie sie do nowej sytuacji, ale z pomoca Boga napewno wszystko sie ulozy superancko.
Jednak Bog jest niesamowity....wszystko ma zaplanowane i nieraz nie moge sie nadziwic, ze az tak pieknie moze byc.....dziekuje Ci Wszechmocny !!!! ;)

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2013-02-23, 12:41:49 »
Cytuj
to z DDA pozostaje najwieksza bolaczka, lek przed utrata zwiazku, siebie w pewnych aspektach, po prostu wizja mega przegranej. A przegranych tak na prawde nie ma, sa po prostu zmiany, mniej lub bardziej intensywne.
No dokładnie :) Ja tu nawet nie wiem co niby miałbym przegrać, skoro ja już teraz jestem wygrany, niezależnie od tego co by się nie działo dalej. Nawet jakby ona miała zwariować, odrzucić mnie czy cokolwiek innego, to i tak jestem i będę jej niesamowicie wdzięczny za to wszystko, co zyskałem dzięki temu, że była ze mną przez ten krótki czas. Wyciągnęła ze mnie takie rzeczy i wpłynęła na mnie tak głęboko, że stałem się zupełnie inną osobą i nawet jakbym ją teraz stracił - te zmiany pozostaną i znacznie mi ułatwią dalsze życie. Na pewno też dużo, duuuuuużo łatwiej byłoby mi sobie wykreować kolejny związek, więc ja tu jestem generalnie tak czy siak ustawiony :D Zresztą to przecież oczywiste, że nie będziemy zawsze razem, cała wieczność to kupa czasu, więc prędzej czy później się rozstaniemy, nawet jeśli spędzimy ze sobą całe życie i ok, nie widzę w tym żadnego problemu. Niech tez związek trwa tak długo jak to korzystne dla nas - nie krócej, nie dłużej :P Zresztą oboje rozważaliśmy różne scenariusze - ona na pewno nie będzie chciała dzieci przez najbliższe 7 lat, bo się to gryzie z jej planami życiowymi(i nie odczuwa teraz takiej potrzeby ogólnie) i prawdopodobnie nie będzie chciała ich również później, ale jak sama mówi - nie może też niczego wykluczyć. Ja z kolei jestem pewien, że nie będę chciał, więc bierzemy pod uwagę to, że np. za 10 lat nasze drogi się rozejdą i nikt nie widzi w tym problemu. Chcemy się cieszyć sobą tak długo, jak nam ze sobą po drodze, niezależnie od tego ile by to nie miało trwać :) Ona się też się przy okazji śmiała ze swoich byłych, że tak bardzo wymuszali na niej deklaracje, że będą razem na zawsze i ona im w końcu mówiła to, co chcieli usłyszeć i widać ile z tego teraz mają :D

Cytuj
Temat nadmiernej radosci wiaze sie z tym co przezywalismy w domu. Czy pozwalano nam cieszyc sie, odczuwac przyjemnosc w ciele - nawet z powodu blachostek. Czasami nie jest to mozliwe, gdy jest sie ciagle karconym, pouczanym, nastawianym negatywnie do przyszlosci.
"A zobaczysz co bedzie!","Szczesliwy traci czujnosc!". Wydaje mi sie ze w rodzinach toksycznych, szczegolnie z DDA, czlonkowie rodziny kontroluja sie i nie chca tracic czujnosci. Nie ma przyzwolenia na bliskosc, radosc z powodu leku przed utrata kontroli. Tak jakby oddanie sie radosci mialo uspic czujnosc i spowodowac lawine nieprzyjemnych zdarzen.
No jak tak miałem zawsze w domu i mam do dzisiaj. Ile razy matka się głupio pytała "czego się tak cieszysz?". No i każdy, ale to absolutnie każdy przejaw mojego optymizmu był i wciąż jest duszony w zarodku - "Ty sobie nie myśl, że to tak łatwo, że to się tak da, że to..." Obecnie mnie trują odnośnie wyprowadzki i pracy głównie, ale też kwestie związku są poruszane, ale ostatnie to już mnie tylko śmieszą, jak oni np. są przekonani że mnie dziewczyna zostawi bo chodzę przy niej po domu w dziurawym dresie czy dlatego, że jej robię kanapki żeby zaoszczędzić trochę na pociągi - a ona po prostu ma do takich rzeczy identyczny stosunek jak ja. Pracą i wyprowadzką już się też tak nie przejmuje i po prostu unikam tych tematów, mówię rodzicom o wszystkim jak najmniej, żeby nie truli i się śmieje z ich czarnowidztwa. Niech no tylko się wyprowadzę, to już w ogóle będę miał przestrzeń i komfort do wyrażania własnej radości i optymizmu. :)

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2013-02-23, 11:00:09 »
:)

Lubię swój dziecięcy entuzjazm, ekscytowanie się i cieszenie z byle czego. Się ciesze się, że się tak cieszę się. :D To jest naprawdę fajne, więc wszelkie sygnały, że cieszę się za bardzo i że powinienem uwzględnić to czy tamto, są dla mnie lekko niezrozumiałe. Bo ja nie wiem, czemu miałbym się cieszyć mniej i czemu miałoby to służyć. Ja się nie boję, że mnie porażka zaboli bardziej po takiej dawce entuzjazmu. No pewnie
zaboli bardziej. No i co? Się przecież pozbieram, jak zawsze. Wielkie mi rzeczy.

Czytajac to myslalam nieco nad soba. Moja przezornosc i powaga blokuja wiele radosci. Najczesciej nastawialam sie z gory na jakies problemy,
bo realnie czulam ich obecnosc w sobie.  Clint, super, ze masz takie podejscie, to z DDA pozostaje najwieksza bolaczka, lek przed utrata zwiazku, siebie w pewnych aspektach, po prostu wizja mega przegranej. A przegranych tak na prawde nie ma, sa po prostu zmiany, mniej lub bardziej intensywne. Z tego co widac dajecie sobie duzo wsparcia i zrozumienia - dobrze, ze jest przyjazn, to znaczaca podstawa. Bez tego ani rusz :)

Temat nadmiernej radosci wiaze sie z tym co przezywalismy w domu. Czy pozwalano nam cieszyc sie, odczuwac przyjemnosc w ciele - nawet z powodu blachostek. Czasami nie jest to mozliwe, gdy jest sie ciagle karconym, pouczanym, nastawianym negatywnie do przyszlosci.
"A zobaczysz co bedzie!","Szczesliwy traci czujnosc!". Wydaje mi sie ze w rodzinach toksycznych, szczegolnie z DDA, czlonkowie rodziny kontroluja sie i nie chca tracic czujnosci. Nie ma przyzwolenia na bliskosc, radosc z powodu leku przed utrata kontroli. Tak jakby oddanie sie radosci mialo uspic czujnosc i spowodowac lawine nieprzyjemnych zdarzen. Tak naprawde moze to byc lek przed nieprzewidywalnoscia atmosfery rodzinnej. Rozwoj wydarzen zalezy od wielu czynnikow - zaangazowania, swiadomosci, uczuc i dojrzalosci - tak odnosnie zwiazkow i nie tylko . Wazna jest rowniez gotowosc, do tego aby odpuszczac wtedy kiedy jest to zdrowe i potrzebne, a nie trwac w czyms co rani.

Sorry, ze bez polskich znakow, ale cos mi klawiatura szwankuje ;p
« Ostatnia zmiana: 2013-02-23, 11:03:44 wysłana przez BlackRose »

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2013-02-23, 10:49:52 »
carolieen
No, ale właśnie jak wejdziesz w to spełnianie swoich marzeń, to tym bardziej będziesz musiała się zająć tym swoimi wzorcami, one przecież nie uciekną na jakieś dno Twojej pś, a wręcz przeciwnie - mogą wyjść bardziej nie wierzch, ale tego nie ma co się bać, bo dużo łatwiej się je przepracowuje, gdy się to uzupełnia praktycznym działaniem pokazującym pś, że te wzorce to sobie może wsadzić, bo Ty ich nie potrzebujesz :D

Wiesz ile ja różnych związkowych popierdółek już uzdrowiłem przez ten krótki czas bycia w związku? To były mniejsze sprawy głównie, ale gdybym nie doświadczył pewnych rzeczy to wciąż by mnie to gdzieś męczyło i być może nawet musiałbym układać całe afirmacje i pracować z tym miesiącami, a wystarczyło naprawdę krótkie doświadczenie czegoś w praktyce i sruuuu, schodziła głupota z głowy. Na sucho się pracuje dużo dłużej - pół życia można sobie zmarnować ograniczając się i bawiąc się w niekończące przygotowania do działania. Wiadomo, że pewne przypadki wymagają wpierw pewnego przygotowania, szczególnie u ludzi, którzy wcześniej ze sobą nic nie robili i mają małą świadomość, ale też bez przesady. Nie można całe życie tylko czyścić wzorce i patrzeć jak życie przecieka między palcami. Moje ostatnie 4 lata tak właśnie wyglądały i to nie było fajne. Z początku było może i konieczne, ale od jakiegoś czasu to już tylko wzrastał dysonans między tym co mogłem, a tym co robiłem i to było męczące.

Tulia :)

Nie wiem kiedy się zaloguje, kilka razy wspominałem o forum w kontekście różnych rozmów, ale nie zachęcałem jeszcze do założenia sobie konta, ale pewnie w swoim czasie się tu pojawi :P

Kaśka
Nawet jak tendencje do wykreowania związku są długie, to można je skrócić pracą nad sobą. Ja ponad roku temu się dowiedziałem się, że do spełnienia w związku mam... 8 lat. Z początku mnie to lekko dobiło, ale potem tylko przygrzałem z pracą nad tematem i poszedłem ostro do przodu. Z pół roku temu już usłyszałem od tej samej osoby, że czas się skrócił kilkukrotnie, a potem to wiadomo :)

A tak w ogóle to najważniejsze jest to, aby marzyć, marzyć i jeszcze raz marzyć. I nie przestawać choćby nie wiem co. Nawet jak wywala, nawet jak inni gadają głupoty o tym, że to się nie da, że to za dużo, że to wzorce czy inne pierdoły. Trzeba ufać sercu. Jak się tego nie czuje, to pracować z sercem, prosić Boga o pokazanie co ma dla nas i być otwartym na cuda.

My z partnerką akurat mieliśmy tak, że praktycznie całe życie towarzyszyło nam takie poczucie, że gdzieś w świecie jest ten ideał. Ja już dawno temu, zanim w ogóle pomyślałem o rozwoju też miałem takie odczucie, choć traktowałem to niepoważnie, jako jeden z moich romantycznych odchyłów. Nawet bawiąc się w rozwój często to bagatelizowałem i traktowałem jak marzenia zrozpaczonego samotnika. No, ale czułem to, nie potrafię wyrazić tego jak te odczucia dokładnie wyglądały, ale to było takie bezobrazowe odczuwanie tej drugiej osoby, taka pewność że ona generalnie gdzieś tam jest i tyle. Sama jednak świadomość, że ona jest dawała mi siłę do pracy, bo ja wiedziałem że choćby miało mi to pół życia zająć, choćbym miał przejść przez ileś związków motylkowych - kiedyś w końcu ją spotkam i stworzę taki wymarzony, cudowny związek. Z tego powodu też się na przestrzeni ostatnich 4 lat wielokrotnie podniecałem jak to czuje to, że ten związek się zbliża i w ogóle, bo nieraz to uczucie w sercu wzrastało po dobrych sesjach w temacie, no ale że się nic nie działo długo czas, to zaczynałem wątpić w swoje uczucia i nie potrafiłem im zaufać.

Ona ze swojej strony prócz podobnych uczuć, zaczęła mieć pół roku temu sny ze mną w roli głównej - wiedziała z nich choćby to, że mam okulary, śniły się jej też dokładne sceny z naszych ostatnich randek. Kiedy to się zaczęło to była akurat w crapowatym związku i był okres kiedy marzyła o mnie, leżąc obok swojego chłopaka :D Oczywiście dość szybko skończyła tą relację, bo sobie uświadomiła jak bardzo marzy o czymś zupełnie innym. A jak się poznaliśmy to był szok, bo się okazało że jestem kropla w krople identyczny z tym jej wyśnionym ideałem - zarówno jeśli chodzi o wygląd, jak i charakter, zachowanie, itd. Ona też wzbudzała we mnie uczucie, że to jest właśnie ta osoba, o której tyle marzyłem, którą gdzieś tam czułem w swoim sercu. Też miałem przed spotkanie z nią prorocze sny, ale tylko w jednym wystąpiła. Żeby było śmieszniej - śniło mi się, że spotkałem ją nie tylko w Toruniu w którym mieszka, ale jak się okazało później - biorąc pod uwagę to jak widziałem starówkę, rzekę i odpowiednie odległości, okazało się że byłem dokładnie w tej części Torunia, w której ona mieszka :D W Toruniu byłem raz, mając 9 lat :P

W ogóle to ostatnio zaczynam mieć wrażenie, że nasze spotkanie nie jest tylko zwykłą kreacją, ale mogło być wręcz uwzględnione już przy wcielaniu się. No bo ja miałem umrzeć zaraz po urodzeniu, przeszedłem nawet kilka dni po ciężką żółtaczkę, gdzie byłem bliski zgonu, ale jakimś cudem przeżyłem - odreagowywałem nawet kiedyś szok z tym związany i złość na Boga, że co On wyprawia, że miałem się zemścić na rodzicach, a utkwiłem z nimi (haha - i kto się zemścił na kim, ah ta karma :D), bo jak się okazało - Bóg miał dla mnie na to życie bardzo korzystną drogę związaną z rozwojem, więc mnie trochę popchnął w odpowiednim kierunku. Rok z hakiem później urodziła się moja partnerka, kto wie czy nie wcielając się już z uwzględnieniem tej opcji. Szczególnie jak widziałem jej zdjęcia z przeszłości, jak to ile ona miała podobnych problemów, jak ogólnie była podobna do mnie - wiem, że jakbyś chodzili np razem do gimnazjum to też byśmy się zakochali w sobie, z tym że ona by uciekła ze wstydu, a ja bym się zamknął w sobie :D Może przesadzam trochę, ale skąd kurczę się musiało wziąć to poczucie przez całe życie, że istnieje ta odpowiednia, wymarzona osoba - i to dwustronne.
« Ostatnia zmiana: 2013-02-23, 10:52:05 wysłana przez Clint »