Wywałki nam towarzyszyły od samego początku, nie jakoś szczególnie intensywnie, ale rozpykaliśmy już trochę problemów, w tym ze 3 bardzo poważne. Daleko nam do landrynkowo zaślepionych ludzi, co to niczego nie widzą po za fajnymi uczuciami. Kilka dni temu przegadaliśmy kwestię, którą się baliśmy ruszyć od samego początku relacji, a która powodowała spore napięcie - w trakcie rozmowy było spore spięcie i poczucie, że istnieje ryzyko, że nasze cele życiowe tak się różnią, że związek nie większej przyszłości, już niemal poczucie jakby to było koniec, ale mimo wszystko zamiast się oszukiwać, obie strony wyraziły jasno, czego nie chcą i nie zamierzają robić, wybraliśmy oboje samych siebie, a potem jak to omówiliśmy dokładnie to się okazało, że to była tylko kwestia idiotycznych wyobrażeń, jak te cele będą wyglądać, bo się okazało, że nie ma w rzeczywistości najmniejszego problemu

No, ale oboje byliśmy gotowi się nawet rozstać, gdyby związek miał oznaczać rezygnacje z siebie - bardzo mnie to cieszy, że oboje stawiamy samych siebie na pierwszym miejscu.
Co by się nie działo, to i tak jest cudownie, wszelkie problemy rozwiązujemy na bieżąco jak tylko dotrą do świadomości chociaż jednej strony, a idzie to nam naprawdę sprawnie. Partnerka też się wzięła za rozwój, czyta literaturę i pracuje z pierwszym dekretem - ogólnie jest dobrze

Szczególnie, że ona już teraz przejawia bardzo wysoką świadomość, zachowała się kilka razy nawet dojrzalej i świadomiej ode mnie przy pewnych sprawach, więc ja też się od niej uczę.
Ja się tylko Mariusz zastanawiam po co piszesz mi takie teksty i jaki one mają cel. Przed pierwszym spotkanie też straszyłeś, żebyśmy spieszyli się odreagowywać wzorca odrzucenia bo sajgony będą jak już się spotkamy, a w praktyce było tak spokojnie, miło i przyjemnie, że szkoda gadać.
Swoją drogą o swoich lękach przed bliskością się też nieraz nasłuchałem od różnych osób i trochę demonizowałem je, a w praktyce się okazało, że jak doszło co do czego, to przez pierwsze pół minuty trochę nerwowo mi rączka chodziła, a później pod wpływem dotyku lekko się brzuszek spinał prze kilka chwil, ale zaraz się ogarnął. Doświadczyłem przez ostatni miesiąc ogromnych ilości fizycznej bliskości na wszelkie możliwe sposoby i się absolutnie nic nie działo, po za tym, że mnie rozsadzało momentami od nadmiaru szczęścia. Spodziewałem się tsunami, a było splunięcie

Nie wiem co to za dziwna tendencja w kręgu rozwojowym straszenia ludzi wzorcami i zapewnianiem o tym, jak to pewne negatywizmy się koniecznie muszą przejawić. Mimo wszystko Bóg ma dużo większego powera niż pś, a ta też nie jest w stanie wiecznie warunkować wszystkiego i od Boga odcinać. Wystarczy się z grubsza ogarnąć i po prostu tego Boga dopuścić do siebie, bez jakiegoś większego pieprzenia się, kombinowania i wymyślania czym tu sobie jeszcze odcinać dostęp do Niego. Podświadomie wzorce to taka dobra wymówka w sumie, właśnie do mnie dotarło - człowiek wie, że ma jakieś wzorce w głowie i zaraz sobie może łatwo wytłumaczyć dlaczego czegoś nie może jeszcze mieć. Tak bardzo można odwlec tyyyyyyyle dobrego
