Nie wiem jak to będzie, więc nie będę wróżył z fusów, ale nie zamierzam teraz wpadać w jakąś nerwicę związkowo-rozwojową. Wzorce odrzucenia i tego typu rzeczy przewijają mi się od lat i uzdrawiają w swoim tempie, a w międzyczasie będzie co będzie. Pojawią się problemy, to będę myślał nad ich rozwiązaniem - teraz nie odczuwam potrzeby jakiegoś specjalnego zabezpieczania się na przyszłość.
Dziewczyna sprawia wrażenie otwartej na konstruktywną rozmowę, już na samym początku wystarczyło jej, że ja się otworzyłem, żeby ona to też zrobiła, więc myślę że nawet jak będzie nam ostro walić, to przynajmniej da się normalnie o tym porozmawiać i wspólnie jakoś załagodzić sytuacje. Po za tym jestem zdania, że przy pewnych kwestiach to można sobie sesjonować i rozgrzebywać przeszłość całymi latami niewiele się posuwając do przodu, a tak prawdziwie i konkretnie uzdrawiającą moc to ma dopiero konfrontacja w praktyce z danymi problemami.
Jestem taką osobą, że jak np. zacznie mnie ściskać czy aby na pewno ona chce ze mną być - powiem jej to wprost, opiszę jej to dokładnie ze wszystkimi myślami i emocjami jakie odczuwam. I przyjmę jej reakcje, taką jaka będzie. Jak mnie ona nie uspokoi, to będę pracował ze znanymi mi metodami nad tymi emocjami, aż się uspokoję i tyle. Robię to już teraz, z tą różnicą, że jej reakcje sprawiały, że nie musiałem sięgać po żadne techniki

Przeżyłem całe dzieciństwo w atmosferze terroru, przerażenia, odrzucenia, nieakceptacji, niezrozumienia, nadmiernych wymagań i wielu innych koszmarnych rzeczy. Byłem małym bezbronnym dzieckiem i nie miałem żadnych sposobów ani metod na radzenie sobie z tym wszystkim. I co? I przeżyłem, jakoś sobie poradziłem, a potem nawet się podniosłem i wyszedłem na ludzi. Gdybym miał się teraz bać wywalanek z powodu bycia w związku z fajną, harmonijną dziewczyną to było to wręcz śmieszne. Może i będzie momentami niemiło i ciężko, ale mnie to na pewno nie przerośnie, a mam nadzieje że i ona sobie poradzi, ale na pewno będzie mogła liczyć na moje wsparcie, nie wspominając już o Bogu, który też od samego początku swoje dokłada.
Jedną z nielicznych zalet bycia ofiarą konkretnego pakietu wzorców DDA jest silna psychika, dzięki której też nie złamałem się przez te 4 lata podczas pracy nad sobą, a gdzie przez pierwsze 1,5 roku było naprawdę ciężko i przeżyłem emocjonalny koszmar. Poradziłem sobie z pracą nad sobą i w konsekwentnym dążeniu do kreacji związku, mimo że tyle razy wątpiłem i przeszywało mnie poczucie pustki, beznadziei i bezsilności.
Zresztą przetrwałem już też pierwszą próbę - jak już po 2,5 tygodnia zwątpiłem czy ona się jeszcze odezwie, a potem jeszcze zobaczyłem że w międzyczasie była na portalu (to długa i pokręcona historia, więc nie będę wyjaśniał) to w pewnym momencie poddałem się i byłem niemal przekonany, że to jednak porażka. I wiecie co? Choć miałem ochotę się rozpłakać, to mi niemal natychmiast przeszło, bo poczułem że mam siebie i to jest najważniejsze, że nie ma potrzeby więcej cierpieć i rozpaczać z powodu kobiety. Poczułem że tak bardzo kocham siebie, że nie chce sobie tego robić, nie chce znowu płakać z powodu nieudanej szansy na związek - w końcu na pewno nie byłaby to moja pierwsza i ostatnia zarazem szansa.
Dlatego ja ufam, że sobie poradzę niezależnie od tego co by się nie działo i mogę po prostu na spokojnie robić swoje. A że chillowanie i optymistyczne nastawianie do przyszłości to moje obecne tematy, więc tym bardziej, dla celów czysto terapeutycznych nie zamierzam panikować, ani specjalnie intensywniej pracować nad sobą

Cieszę się, że napisałem to wszystko, bo pomogło mi to dojść ze sobą do pewnego porozumienia

Clint, to musi byc przyjemne spotkac kogos, kto jest podobny 
Cóż, to jest najprzyjemniejsza rzecz jaka mnie kiedykolwiek spotkała. A te podobieństwa to mnie na każdym kroku powalają, bo ja się nawet w najbardziej optymistycznych wersjach nie spodziewałem, że to będzie aż tak
