Autor Wątek: Dzielę się swoją radością :))  (Przeczytany 127104 razy)

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2013-01-01, 11:42:42 »
Lynd
A, z takim podejściem to się zgodzę. Ja się po prostu naoglądałem zauroczonych i "zakochanych" ludzi, którzy w ogóle nie widzą jak tragiczna ich relacja jest, więc mi się to jednoznacznie skojarzyło z byciem ślepym idiotą :D Sam zresztą w takie nieprzytomne stany kiedyś wchodziłem.

To co piszesz o tych hormonach to pewna nowość dla mnie, ale wydaje się to sensowne - nie będę się przed tym bronić.

A co do przeskakiwania etapów - wiem, że takie wrażenie można odnieść, ale tutaj chodzi bardziej o pewien mechanizm jaki mam we wszystkich sferach życia - za dużo myślę naprzód, za dużo planuje i rozmyślam o tym, jak będzie wyglądać kolejne kilkadziesiąt kroków, zamiast się skupić na tym co jest ;P


Lynd Seagull

  • Global Moderator
  • Wiadomości: 2 120
  • Płeć: Mężczyzna
  • mój Nick moim Dziełem
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2013-01-01, 11:42:12 »
"Stworzenie doskonałego związku jest bardzo proste, robiłem to już mnóstwo razy." ;)

poledwica

  • Wiadomości: 385
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-01-01, 11:40:58 »
Lynd,
aha, ok. Ja na temat zwiazków sie nie wypowiadam - bo ekspertem nie jestem:))

Lynd Seagull

  • Global Moderator
  • Wiadomości: 2 120
  • Płeć: Mężczyzna
  • mój Nick moim Dziełem
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2013-01-01, 11:36:50 »
Polędwica,
A ja wolę uśmiech, achy i ochy można zostawić do łóżka ;) Ogólnie zauważam że to taki fajny papierek lakmusowy odnośnie czasu trwania związku i dobrania pary, jak się zachowują wobec siebie po dłuższym czasie. Te fajniejsze jakoś tak na luzie, komfortowo, swobodnie. A jak ktoś sobie tirli tirli to albo związek świeży, albo, jeśli już po latach -- to coś mi tu nie gra. Bo "góra nigdy nie mówi że jest górą."

Lynd Seagull

  • Global Moderator
  • Wiadomości: 2 120
  • Płeć: Mężczyzna
  • mój Nick moim Dziełem
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2013-01-01, 11:32:04 »
A ja dziękuję że mnie skorygowałeś :) Mam schemat "wszystko co wiem jest przecież takie oczywiste" i w wyniku tego piszę nieraz bardo skrótowo. Jak widać teraz te skróty wcale nie wyszły na dobre :/

Daj spokój - niby jak ktoś taki jak ja, kto całe życie siedział sam i tak bardzo marzył o spotkaniu kogoś sensownego, ma wyluzować w sytuacji, gdy w końcu trafił na kogoś wyjątkowego.
Z wyluzowaniem chodziło mi o presję na niezakochiwanie się -- o tym potem.

Cytuj
Po za tym miło, że z góry zakładasz moją nieprzytomność na bazie zauroczenia czy innego syfu
Ale dlaczego od razu syfu? Byłeś tyle razy szczęśliwie zakochany, że Ci już to obrzydło? Moim zdaniem tu próbujesz przeskoczyć samego siebie "bo inni powiedzieli że zakochanie jest be".


Cytuj
ale po prostu stwierdzasz to jak najoczywistszy fakt, że jestem nieprzytomny i za jakiś czas ochłonę i się niemiło zdziwię.
Zgadzam się z tym zdaniem na poziomie słów -- ale tylko na nim:)

Jak pisełem, zakochanie nie jest dla mnie czymś negatywnym, i nie oznacza totalnego zaślepienia. Jakieś zaślepienie owszem, bo zalewa człowieka wtedy burza hormonów. Tyle że lepiej jest już go spokojnie doświadczyć, zamiast spinać się na nie na samym wejściu, bo jest "złe". Uważam że to jak najbardziej przydatna faza w relacji, jak już pisałem wcześniej. Psychologowie i inni doradcy często zauważają, że zakochanie mija po 3-6 miesiącach, i następuje konfrontacja z rzeczywistością. Ale ona też nie jest niczym złym :) Nie oznacza to automatycznie, że ta osoba nie jest dla nas. Wtedy właśnie zaczynają się wywalanki, bo obu stronom spada pewna idealizacja drugiej osoby i zaczynają zauważać to, co wcześniej hormony przykrywały. I wtedy jak najbardziej przydaje się to, co wytworzyło się w stanie zakochania.

Wiem, że idealnie byłoby gdyby wejść w to wszystko w czystej świadomości, bez zakochania i bla bla bla. Tylko takie podejście ma tyle sensu, co stwierdzenie że zamiast szukać pierwszej pracy będę pisać duchowe książki, dawać darszany i zostanę milionerem ;)

Cytuj
Nie mam żalu, ale po prostu wkurzają mnie takie manipulacje (...) to Twój post przemyca komunikat "jesteś nieprzytomny i nie ogarniasz co się dzieje".
Absolutnie nie to miałem na myśli :) Chodziło mi raczej o: "cieszysz się jak dziecko na widok kucyka, to ciesz się -- i nie zwracaj uwagi na to że "dorośli" każą nie skakać z radości, bo to 'nieprzytomne'."

Cytuj
A skąd pewność, że akurat w tym przypadku mój entuzjazm nie jest w pełni uzasadniony? A co jeśli jednak trafiłem na kogoś, z kim spędzę większą część życia?
Mam nadzieję że teraz już napisałem na tyle zrozumiale, że powyższe jak najbardziej też brałem pod uwagę.

Cytuj
że na pewno muszą wyjść problemy nie do przeskoczenia? A może jednak będzie nam dane skończyć ten maraton - nie dzień po nauczeniu się chodzenia, ale po długim czasie wspólnych treningów i wzajemnego wsparcia?
Problemy będą na pewno, ale to nie znaczy że nie do przeskoczenia. Z maratonem chodziło mi właśnie o Twoje podejście do zakochania -- że nie byłeś szczęśliwie zakochany, a już starasz się to "przekroczyć". (Cudzysłów stąd, że wcale nie uważam tego słowa za trafne w tym kontekście.)

Zakochanie jest fajne, miłość jest fajna, związki... może też kiedyś u mnie będą fajne, ogólnie jest fajnie:) Chill out & enjoy.

poledwica

  • Wiadomości: 385
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-01-01, 10:57:13 »
A ta przytomna miłość to jaka? Ja bym chciała, żeby mój partner po 10 - latach robił jeszce och - ach na mój widok:))

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2013-01-01, 10:47:33 »
Daj spokój - niby jak ktoś taki jak ja, kto całe życie siedział sam i tak bardzo marzył o spotkaniu kogoś sensownego, ma wyluzować w sytuacji, gdy w końcu trafił na kogoś wyjątkowego? Emocjonuje się z tego powodu, bo ciężko by było inaczej i tyle. Chciałbym odczuwać w tej chwili pełen spokój, luz i zachowywać zdrowy dystans - było mi dużo łatwiej bez tych wszystkich natrętnych myśli o tym jak to będzie, czy się uda, czy się nie sypnie wszystko po roku, czy nie będzie zbyt dużych przeszkód do pokonania.

Szczególnie, że wiem iż oboje mamy swoje problemy i to jak to będzie, zależy i od moich decyzji i od jej. I trochę przeraża mnie ten brak kontroli, fakt że na pewne rzeczy nie mam wpływu, że nie wszystko zależy ode mnie i będę musiał się po prostu pogodzić z tym, że będzie co będzie.

Po za tym miło, że z góry zakładasz moją nieprzytomność na bazie zauroczenia czy innego syfu - to że się emocjonuje jak mała dziewczynka na widok kucyka, to nie znaczy że nie widzę wad, problemów i innych zgrzytów. Nie patrzę na nią jak na jakiś cudowny ideał i wcale nie wymagam, aby taka była, bo mi samemu do ideału daleko. Nie zakładam też że poznałem tą jedyną na całe życie - biorę pod uwagę, że tak może być, ale równie dobrze cała relacja może się sypnąć po miesiącu - to też biorę pod uwagę.

Aj, i już wiem czemu mnie Twój post zdenerwował - wychodziły mi ostatnio kwestie ufania Bogu i własnym uczuciom, po czym przychodzisz Ty i piszesz post, w którym nie zakładasz że mogę być zauroczony, ale po prostu stwierdzasz to jak najoczywistszy fakt, że jestem nieprzytomny i za jakiś czas ochłonę i się niemiło zdziwię. Może tak będzie, nie mam tyle pewności, żeby stwierdzić że na pewno nie. Nie mam żalu, ale po prostu wkurzają mnie takie manipulacje, szczególnie że w tej formie często używała ich moja mama. Do dziś pamiętam słynny tekst "Nie martw się, kiedyś kogoś sobie znajdziesz - nie wszystkie dziewczyny patrzą na wygląd" :D Tak jak tam mieliśmy pozornie pozytywny komunikat przemycający treść "jesteś nieatrakcyjny", to Twój post przemyca komunikat "jesteś nieprzytomny i nie ogarniasz co się dzieje".

A skąd pewność, że akurat w tym przypadku mój entuzjazm nie jest w pełni uzasadniony? A co jeśli jednak trafiłem na kogoś, z kim spędzę większą część życia? (albo nawet całe) Ja tam nie wiem co w tym temacie Bóg ma dla mnie, ale może się akurat tak potoczyło, że się trafiła tu i teraz osoba, której będzie po drodze ze mną przez całe życie? Skoro to będzie pierwszy związek, to znaczy że nie może być wystarczająco dobry? To znaczy, że na pewno muszą wyjść problemy nie do przeskoczenia? A może jednak będzie nam dane skończyć ten maraton - nie dzień po nauczeniu się chodzenia, ale po długim czasie wspólnych treningów i wzajemnego wsparcia? Przecież ja wiem, że niezależnie od tego jak bardzo duży potencjał naszej relacji jest - to nie będzie cały czas pięknie i różowo. Doskonale zdaje się sobie sprawę, że mam jeszcze liczne problemy, które będą rzutować na jakość tej relacji.

I mimo świadomości tego wszystkiego - i tak zamierzać się dalej cieszyć jak mała dziewczynka, bo taki już jestem i nie widzę w tym nic złego. Nie będę się ograniczał z powodu jakichś durnych lęków, że potem będzie bolało jak się zaangażuje tak bardzo i nie wyjdzie. No ojej. Jak nie wyjdzie, to sobie porozpaczam, popłaczę, a potem się pozbieram i pójdę dalej.

Taki jestem i będę to przeżywał po swojemu, bo mam do tego prawo.

Dzięki Lynd - ostatnie zdanie to wniosek, który potrzebowałem wyciągnąć. :) Ufff, aż poczułem fizyczną ulgę, jakby zszedł ze mnie jakiś przymus tego, w jaki sposób mam postrzegać i przeżywać moje własne relacje z ludźmi, szczególnie związkowe. Widzę, że pojawiają się pierwsze efekty po wczorajszym super zabiegu u BlackRose :)

Lynd Seagull

  • Global Moderator
  • Wiadomości: 2 120
  • Płeć: Mężczyzna
  • mój Nick moim Dziełem
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2013-01-01, 09:33:50 »
Clint, wyluzuj :) Zauroczenie/zakochanie jest normalne, naturalne i moim zdaniem potrzebne. Choćby dlatego, że patrząc przez pryzmat pierwszych ochów i achów na drugą osobę wytwarzają się pewne więzi, które pomagają przetrwać "atak rzeczywistości" te ~3 miesiące później.

Duchowiaki to lubią tak podchodzić do sprawy, "dobra, wygląda na to że jutro wreszcie nauczę się chodzić, więc mam nadzieję że najpóźniej pojutrze skończę mój pierwszy maraton. Bo inaczej to będzie za mało i tak nieduchowo." ;)

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-12-31, 23:55:29 »
Do Torunia to Clint ma taką wyprawę, że chętnie skorzysta z wszelkich możliwości noclegu, żeby móc tam posiedzieć z te 2 albo nawet 3 dni, jak będą takie możliwości. I przy okazji bym poznał trochę lokalnych duchowiaków :)

Lucjan

  • Wiadomości: 613
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-12-31, 23:12:29 »
W Toruniu to Clint będzie zajęty teraz i nawet zapomni, że tam mieszkasz :p

Sebastian

  • Gość
[#]   « 2012-12-30, 01:26:30 »
Clint!

Jesteś zaproszony do Torunia na sylwestra, jeśli masz ochotę :))))

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-12-30, 00:39:27 »
Jak już się tu tyle rozpisałem, to tym się też podzielę - zacząłem się bać, że mogę nie widzieć własnej nieprzytomności czy innych zaślepień, że mogę być na jakimś zauroczeniowym haju. Stwierdziłem więc że zapytam o opinię osobę, w której wglądy i opinie w tych kwestiach w pełni ufam i dowiedziałem się, że widzi ona u nas bardzo wysoką harmonię serc, dusz i wibracji co dla mnie jest wystarczającym dowodem że nie ześwirowałem i rzeczywiście czuję to, co czuję :P

Co prawda oboje mamy swoje problemy, lęki i ograniczenia, więc ciężko przewidzieć w jakim kierunku ta cała relacja podąży, bo to już zależy od naszych decyzji, ale jestem naprawdę dobrej myśli. Najważniejsze że jest potencjał, a myślę że nie po to Bóg mi zsyłał narastające uczucie pewności, że nadchodzi długo oczekiwane spotkanie i prorocze sny tylko po to, aby mnie wpakować w relację bez przyszłości :) Moja pś też nie jest aż tak okrutna ;D Szczególnie, że ta dziewczyna to już na samym początku zainteresowała się rozwojem sama z siebie i wykazywała chęci i entuzjazm do pracy nad sobą, więc sądzę że jest duża szansa na to, że będzie gotowa na zmiany i podążanie w tym samym kierunku. Może niedługo nawet będzie przeglądała to forum i czytała te moje wypociny, przez co zapadnę się pod ziemię ze wstydu, ale cóż ;D

A to czym naprawdę chcę się teraz z Wami podzielić to moja wdzięczność. Wiele otrzymałem od niejednego tutejszego rozwojowicza, a w ostatnim czasie naprawdę jest tego coraz więcej. Dziękuje wszystkim za wsparcie, dobre rady, miłe słowa, darmowe zabiegi i wiele innych rzeczy. Dziękuje za to że jesteście, bo to gdzie teraz jestem, zawdzięczam po części również Wam - sam z wieloma rzeczami musiałbym się dużo dłużej użerać.

I jeszcze jedna rzecz, która mnie cieszy - to już czwarty dzień od kiedy nawiązałem kontakt z tą dziewczyną, a ja od tego momentu czuje jak przepełniając mnie cudowne, lekkie uczucia od brzucha aż po serce. Nawet jak wychodzą jakieś emocje i inne sprawy, to one tam są i sprawiają że moje samopoczucie jest dużo wyższe niż normalnie. Jest mi tak lekko, a różne problemy dotykają mnie w mniejszym stopniu, tak jakby negatywne odczucia zachowywały pewien dystans. Z łatwością przychodzi mi odczuwanie głębokiego spokoju i błogości.

A entuzjazm to mnie momentami taki nachodzi: https://www.youtube.com/watch?v=VBsOm6xjnc4    :D

Iustitia

  • Gość
[#]   « 2012-12-28, 15:48:40 »
Clint
gratulacje:-)

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-12-28, 15:48:06 »
Lucjan
No nie wiem czy po prawie 4 latach pracy nad sobą i kreowania, modlenia, itd. możemy używać słowa "szybko" :D Choć muszę przyznać, że biorąc pod uwagę jak dużo obciążeń miałem, to i tak jest nie najgorzej.

Wedrowiec
A czego ja nie robiłem :D Musiałem się przebić przez samoocenę na poziomie dna, nienawiść do siebie, złe relacje z ludźmi i unikanie ludzi, negatywne wyobrażenia na temat kobiet i związków z nimi, lęki przed bliskością, ascetyzm, uciekanie w pseudoduchowość, poczucie niezasługiwania na cokolwiek dobrego, pokutowanie, zamknięcie na przyjemność, liczne problemy na tle seksu, przyzwyczajenie do wiecznego bycia samemu, wzorce ofiary, relacje z rodzicami i wewnętrznym dzieckiem, relację z Bogiem, durne wyobrażenia na temat miłości, poczucie beznadziei i bezsensu, brak praw do własnych pragnień i potrzeb, poczucie bezpieczeństwa wśród ludzi, swobodę wyrażania siebie, samoograniczanie się, typowe jazdy dla UNA i UBA, upadek świadomości i wiele innych. To tylko takie ważniejsze przykłady z brzegu :P Do tego dochodziły setki modlitw, mnóstwo wizualizacji, kontemplacji, medytacji itd. Tyle energii poszło na to, że gdyby była taka konieczność, to by się pewnie nawet kilka galaktyk się poprzestawiało. :D

Trochę się nabijam, wiadomo że te wszystkie kwestie też nie są do końca przerobione - jedne poszły w całości, inne tylko częściowo. Nie chcę robić za eksperta w temacie, bo i tak jeszcze nawet nie wiadomo jak się to wszystko potoczy, ale jestem pewny co do jednego - żeby osiągnąć ten cel, trzeba do niego dążyć wytrwale i najlepiej jak się potrafi, cały czas uzdrawiając te przeszkody jakie staną na drodze i ucząc się cały czas odpowiedniego nastawienia do całej sprawy. No i przede wszystkim miłość, miłość i jeszcze raz miłość. Miłość jest nie tylko fundamentem, ale potężną energią, która będzie Cię z każdym dniem zbliżać do celu, nawet jak nie będziesz tego świadomy.

No i pozostaje ta słynna cierpliwość. Przekonuje się na własnej skórze, że niestety jak się weszło w to życie z bardzo syfiastymi intencjami, to w danym miejscu i czasie może być lekka posucha jeśli chodzi o takie naprawdę harmonijne partnerki, więc teraz to żeby się wszystko poprzestawiało w życiu dwóch osób może wymagać trochę czas, w zależności od otwartości na zmiany.

Jeśli teraz trafiłem na ten odpowiedni związek to myślę, że w naszej sytuacji czas jest dobry na to, a gdybyśmy się poznali wcześniej, to by tylko niepotrzebnie przedłużało rozłąkę powodując pewnie niepotrzebne cierpienie. Mi zostało pół roku do końca studiów, więc dobry okres na poznanie się i decyzje co dalej i czy warto wybrać jakieś poświęcenia się dla bycia razem. Tak jak niedawno pisałem, że wkurzałoby mnie to, że miałbym się poświęcać dla partnerki, kreować sobie dodatkowe problemy czy ją utrzymywać - nagle nie widzę w tym wielkiego problemu. Gdybym zarabiał tyle, żeby móc nas oboje utrzymać w ascetycznych warunkach - zrobiłbym to i by mi nawet żal nie było tych pieniędzy. Zresztą czuję że jakoś to będzie, czuje na sercu takie pokłady wspierającej miłości, że mam wrażenie jakby mi nagle przed nosem otwarto bramy niebios. Jestem pewien, że pojawią się odpowiednie możliwości i okazje, aby to wszystko sensownie funkcjonowało.

Leszek
Też mam taką nadzieję - wiadomo, że nieprzytomnemu ciężko zauważyć własną nieprzytomność, dopóki nie oprzytomnieje, więc równie dobrze może się okazać, że jestem teraz zaślepiony, ale mam nadzieje że to tylko nadmierna ekscytacja :D Tyle lat czekałem i było to dla mnie tak ważne, że na spokojnie bym nie potrafił tego przyjąć. Pociesza mnie to, że nie widzę tej dziewczyny jako kogoś zupełnie niezastąpionego czy idealnego pod każdym względem - są pewne rzeczy nie do końca zachwycające czy różniące nas, ale nie jest to też na razie nic, co stanowiłoby jakiś problem.

No i te prorocze sny - mam nadzieje, że pochodziły od WJ, a nie NJ :P
« Ostatnia zmiana: 2012-12-28, 15:51:07 wysłana przez Clint »

Leszek.Zadlo

  • Wiadomości: 10 566
  • Płeć: Mężczyzna
    • Cuda Ducha
  • Leszek Żądło - regresing, huna, radiestezja, rozwój duchowy, uzdrawianie duchowe
  • Status: Ekspert
[#]   « 2012-12-28, 15:38:41 »
Clint
 Mam nadzieje, że to nie zauroczenie.
A jeśli nie zauroczenie, to gratuluję :)