Lucjan
No nie wiem czy po prawie 4 latach pracy nad sobą i kreowania, modlenia, itd. możemy używać słowa "szybko"

Choć muszę przyznać, że biorąc pod uwagę jak dużo obciążeń miałem, to i tak jest nie najgorzej.
Wedrowiec
A czego ja nie robiłem

Musiałem się przebić przez samoocenę na poziomie dna, nienawiść do siebie, złe relacje z ludźmi i unikanie ludzi, negatywne wyobrażenia na temat kobiet i związków z nimi, lęki przed bliskością, ascetyzm, uciekanie w pseudoduchowość, poczucie niezasługiwania na cokolwiek dobrego, pokutowanie, zamknięcie na przyjemność, liczne problemy na tle seksu, przyzwyczajenie do wiecznego bycia samemu, wzorce ofiary, relacje z rodzicami i wewnętrznym dzieckiem, relację z Bogiem, durne wyobrażenia na temat miłości, poczucie beznadziei i bezsensu, brak praw do własnych pragnień i potrzeb, poczucie bezpieczeństwa wśród ludzi, swobodę wyrażania siebie, samoograniczanie się, typowe jazdy dla UNA i UBA, upadek świadomości i wiele innych. To tylko takie ważniejsze przykłady z brzegu

Do tego dochodziły setki modlitw, mnóstwo wizualizacji, kontemplacji, medytacji itd. Tyle energii poszło na to, że gdyby była taka konieczność, to by się pewnie nawet kilka galaktyk się poprzestawiało.

Trochę się nabijam, wiadomo że te wszystkie kwestie też nie są do końca przerobione - jedne poszły w całości, inne tylko częściowo. Nie chcę robić za eksperta w temacie, bo i tak jeszcze nawet nie wiadomo jak się to wszystko potoczy, ale jestem pewny co do jednego - żeby osiągnąć ten cel, trzeba do niego dążyć wytrwale i najlepiej jak się potrafi, cały czas uzdrawiając te przeszkody jakie staną na drodze i ucząc się cały czas odpowiedniego nastawienia do całej sprawy. No i przede wszystkim miłość, miłość i jeszcze raz miłość. Miłość jest nie tylko fundamentem, ale potężną energią, która będzie Cię z każdym dniem zbliżać do celu, nawet jak nie będziesz tego świadomy.
No i pozostaje ta słynna cierpliwość. Przekonuje się na własnej skórze, że niestety jak się weszło w to życie z bardzo syfiastymi intencjami, to w danym miejscu i czasie może być lekka posucha jeśli chodzi o takie naprawdę harmonijne partnerki, więc teraz to żeby się wszystko poprzestawiało w życiu dwóch osób może wymagać trochę czas, w zależności od otwartości na zmiany.
Jeśli teraz trafiłem na ten odpowiedni związek to myślę, że w naszej sytuacji czas jest dobry na to, a gdybyśmy się poznali wcześniej, to by tylko niepotrzebnie przedłużało rozłąkę powodując pewnie niepotrzebne cierpienie. Mi zostało pół roku do końca studiów, więc dobry okres na poznanie się i decyzje co dalej i czy warto wybrać jakieś poświęcenia się dla bycia razem. Tak jak niedawno pisałem, że wkurzałoby mnie to, że miałbym się poświęcać dla partnerki, kreować sobie dodatkowe problemy czy ją utrzymywać - nagle nie widzę w tym wielkiego problemu. Gdybym zarabiał tyle, żeby móc nas oboje utrzymać w ascetycznych warunkach - zrobiłbym to i by mi nawet żal nie było tych pieniędzy. Zresztą czuję że jakoś to będzie, czuje na sercu takie pokłady wspierającej miłości, że mam wrażenie jakby mi nagle przed nosem otwarto bramy niebios. Jestem pewien, że pojawią się odpowiednie możliwości i okazje, aby to wszystko sensownie funkcjonowało.
Leszek
Też mam taką nadzieję - wiadomo, że nieprzytomnemu ciężko zauważyć własną nieprzytomność, dopóki nie oprzytomnieje, więc równie dobrze może się okazać, że jestem teraz zaślepiony, ale mam nadzieje że to tylko nadmierna ekscytacja

Tyle lat czekałem i było to dla mnie tak ważne, że na spokojnie bym nie potrafił tego przyjąć. Pociesza mnie to, że nie widzę tej dziewczyny jako kogoś zupełnie niezastąpionego czy idealnego pod każdym względem - są pewne rzeczy nie do końca zachwycające czy różniące nas, ale nie jest to też na razie nic, co stanowiłoby jakiś problem.
No i te prorocze sny - mam nadzieje, że pochodziły od WJ, a nie NJ
