Miałem nie pisać, ale nie potrafię się powstrzymać, naprawdę.
Rozmawiałem kilka godzin z dziewczyną, która do mnie napisała jako ostatnia.
Wow...
Wow...
Wow...
Świetnie się nam rozmawiało, rozumieliśmy się i zgadzaliśmy we wszystkim, a poruszaliśmy wiele różnych kwestii. Szybko zainteresowała się rozwojowem i chce zacząć nad sobą pracować. Jest śliczna, idealnie wpasowując się w mój gust, a jednocześnie to samo ona uważa o mnie. Nie pije i nie pali. Co do dzieci, to jeszcze sama nie myślała i jest jej to na razie obojętne, ale przy okazji wspomniała, że nie trzeba żyć schematycznie, że jest świadoma tych bzdur o tym, jakie to niby szczęście mają dać te społeczne wyobrażenia o życiu i że prawdopodobnie i tak by się to kłóciło z jej marzeniami zawodowymi. Ogólnie jestem zachwycony pod każdym względem. Jestem zachwycony i podekscytowany.
Jest niestety poważny zgrzyt, bo nutki dramatu nie mogło zabraknąć - ona obecnie mieszka w Toruniu i planuje studiowanie w Poznaniu dopiero za 1,5 roku gdy skończy studium weterynaryjne i dopisze sobie odpowiednie matury, żeby się dostać na nie. Co prawda wyraziła chęć żeby czasem przyjechać do Poznania, a ja pewnie tyłek też bym ruszył do Torunia, ale jednak trochę to boli. Z drugiej strony myślę, że gdyby się okazało, że to jest ten naprawdę wymarzony związek, taki na lata, to pewnie bym mógł się poświęcić i za pół roku, po studiach zamieszkać tam na rok, choć boję się tamtejszego bezrobocia (Sebo jak sobie radzisz?)

Ewentualnie może też by wyszło w drugą stronę i Bozia by sprawiła, że ona mogłaby wcześniej coś, ale to się zobaczy.
Za dużo wybiegam naprzód

Czuje jednak taką radość, ekscytację i poruszenie w sercu, jakby mi gwiazdka z nieba spadła - mimo nawet tej odległości, jakoś tak mam dobre przeczucia. Zresztą czekałem całe życie, a właściwie tyle żyć, że nawet jakby miało to potrwać te 1,5 roku to i tak jest to do przeżycia - szczególnie, że może to być okres poznawania się, spokojnego budowania więzi i zwyczajnego zaprzyjaźnienia się, tak jak zaprzyjaźniłem się z niektórymi duchowiakami przez forum, mimo nie widzenia ich na żywo lub zobaczenia ledwie kilka razy.
Zostawiam wszystko w rękach Boga i niech się dzieje, to co dla mnie najlepsze - z cierpliwością i pokorą zaakceptuje to, co ma być

Oby tylko to nie był jakiś karmiczny, zaślepiający shit
