Starfire,
wiesz, NY to dżungla, w życiu nie chciałabym tam mieszkać, czasem na przejście 200m potrzeba kilkunastu minut.. i rzeczywiście po wizycie w takim miejscu zaczyna się mocno doceniać uroki spokojnych, cichych miejsc. Mi Londyn średnio przypadł do gustu, też za duży po prostu i za dużo ludzi. A co do zabawy.. to sama bym chciała więcej się bawić, odkąd pamiętam miałam trochę opory przed imprezami, chodziłam na nie, czasem było super, czasem średnio, a czasem beznadziejnie, choć brakowało mi tego by czuć się właśnie bardzo dobrze na nich, to też kwestia niskiej samooceny była. Pamiętam, że najbardziej imprezowymi dziewczynami i nastawionymi na zabawę były Litwinki, i to w pozytywnym znaczeniu, ich życie głównie wypełnione było zabawą i radością, świetnie się odnajdywały na wszelkich imprezach i w towarzystwie.
Lucjan,
przez ostatni miesiąc żyłam trochę jak w operze mydlanej, sporo się działo i to niekoniecznie dobrych rzeczy, a to nie tak jak w Europie, że mogłam sobie wrócić do pl kiedy mi się podoba, miałam trochę cięższych chwil i trochę to wyglądało jak walka o przetrwanie. Choć przyznam, że szczerze się zdziwiłam, bo mimo tego co się działo, miałam w sobie głównie spokój, jedynie wkurzało mnie i męczyło, że pewne sytuacje miały miejsce, no ale to podobno karma była. Sporo oczyszczałam, mam nadzieję, że teraz będzie już fajnie i będę bardziej korzystać z życia tutaj

Mój blog... nic tam nie piałam, bo czasu nie miałam, ale jak chcesz to proszę
http://mysmalltrips.wordpress.com/