Autor Wątek: Inspiracje i terapia dla DDA i DDTR  (Przeczytany 45602 razy)

Szafirowy Błękit

  • Wiadomości: 617
  • Płeć: Kobieta
  • W "wątku numerologicznym" nie wykonuję analiz dat urodzenia.
  • Status: Obserwator
[#]   « 2011-11-05, 14:55:21 »
Sebastian
 Taka terapia to bardzo dobra sprawa! Kilka lat temu uczęszczałam na grupową terapię DDA, były też spotkania indywidualne
pełniące funkcję uzupełniającą.Najpierw rozpoczynało się od takich wstępnych spotkań w dużej grupie osób, były to zajęcia na których omawiany był temat, przeprowadzane ćwiczenia, to wstępnie ułatwiało otwieranie się ze swoimi problemami przed grupą. Potem przechodziło się na terapię tzw. "pogłębioną" i to już była określona grupa osób, spotkania raz w tygodniu, dodatkowo spotkania indywidualne + raz w miesiącu tzw. "maraton" od piątku do niedzieli (zabiera się jedzonko, śpiwory no i praca nad sobą :)) Sama pogłębiona terapia trwa około 6 miesięcy. Później po pół roku jest jeszcze jeden dodatkowy maraton, na którym się omawia jakie zmiany zaszły w życiu od ukończenia terapii i ewentualnie dopracowuje się to co jeszcze się między czasie pojawiło. Po ukończeniu terapii pogłębionej można jeszcze korzystać ze spotkań indywidualnych jeśli zachodzi taka potrzeba, bo taka terapia to nie jest czarodziejska różdżka za dotknięciem której nagle się uzdrowimy ;) dlatego też jest po jej ukończeniu możliwość dalszego wsparcia bynajmniej do jakiegoś czasu.
Jeśli chodzi o tą fazę przygotowującą do terapii pogłębionej, to ona trwa różnie jeśli chodzi o czas, to jest sprawa indywidualna, kwestia otwartości na otwieranie się ze swoimi problemami również ważna jest otwartość na uzdrawianie tematu.
Tak z mojego ogródka dodam, że ja jak zaczęłam wtedy chodzić na tą wstępną grupę to była dla mnie masakra (wtedy jeszcze nic nie wiedziałam o świadomym rozwoju duchowym ). Przychodziłam z zajęć strasznie zmęczona i wydawało mi się,że moje problemy to jest "wielki pikuś" ;) do tych problemów co mają inni ;)
Strasznie się wstydziłam tam chodzić, bałam się ze zobaczą mnie tam znajomi, że coś złego sobie o mnie pomyślą, albo już nie daj Boże ktoś pomyśli że to ja mam problem z piciem alkoholu lub z narkotykami ( a ja zawsze trzymałam się z daleka od narkotyków i innych używek ). Później zobaczyłam, że nie tylko ja miałam tego typu dylematy.
Te parę lat temu to mi koleżanka, która jest terapeutką uświadomiła o co chodzi z tym DDA. Duże oczy zrobiłam jak ona raz powiedziała o tym, że Jej ojciec był alkoholikiem, wówczas mnie zacięło no bo ja wówczas byłam na etapie wstydu i absolutnie nie w głowie by mi było aby o czymś takim mówić. Ale wtedy we mnie nastąpił przełom, no bo skoro koleżanka która jest terapeutką mówi o tym i nie jest to nic złego i wstydliwego no to chyba można też spróbować ;) No i tak poszło dalej :)
Powiedziała mi o syndromie DDA i wreszcie poczułam, że zostało coś nazwane po imieniu i że to jednak jest jakiś problem, no bo ja wtedy tak doskonale sobie ze wszystkim radziłam,  że bym nie pomyślała że DDA to cholersto jakich mało ;) No a później
wyszło "szydło z wora" i zaczęły wyłazić wszystkie wieloletnie napięcia. Ale zanim to nastąpiło to dużo czasu upłynęło. Bardzo opornie szło mi otwieranie się ale duży problem był w tym, że ja miałam to wszystko zmrożone, nie miałam dostępu do własnych emocji, które wcześniej przeżywałam, w ramach mechanizmu ochronnego wszystko w sobie poblokowałam, tłumiłam
nie uzewnętrzniałam no i "doskonale" mi wszystko szło, nauczyłam się świetnie ze wszystkim funkcjonować ;)
Mimo wszystko tamta terapia to był milowy krok w moim życiu (wzięłam z niej tyle ile potrafiłam na tamten czas, poziom świadomości )Już wiele rzeczy nie było takie jak wcześniej, dowiedziałm się dużo o współuzależnieniu, o schematach funkcjonujących w rodzinach dysfunkcyjnych, zaczęłam na wiele spraw patrzec z inną świadomością, już nie można było funkcjonować "po staremu" nie było na to wewnętrznej zgody.
Obecnie od jakiegoś czasu chodzę na indywidualne spotkania i już zupełnie inaczej pewne rzeczy przerabiam, pracuję z podświadomością i dzięki temu wiem co mnie boli, mam dużo większy dostęp do emocji, które wcześniej były zapieczone i z tym pracuję. Już robię tą terapię całkowicie dla siebie (uzdrawiam siebie), bo wtedy to jeszcze było mi w głowie "uzdrawianie" ;) innych ( fakt, że sporo osób udało mi się wtedy zainspirować do zmian ). Ale mimo wszystko dzisiaj zupełnie inaczej do tego podchodzę, mogę kogoś zainspirować, coś podpowiedzieć ale decyzję pozostwiam już Tej drugiej stronie.
Sebuś, Ty już długo ze sobą świadomie pracujesz, emocje aż kipią z Ciebie, doskonale wiesz co Cię boli - super jestes przygotowany do takiej terapii, tylko iść i uzdrawiać :)
Pracujesz nad innymi tematami ale to dzieciństwo z "siłą wodospadu" ;) pcha się na pierwszy plan

J007

  • Wiadomości: 273
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2011-11-05, 10:43:04 »
Sebo,
dobry wybór ta terapia na pewno pomoże, bo od czasów twoich wpisów na forum cudu niestety nie ma przełomów na lepsze więc gdzieś utknąłeś, a wirtualna pomoc widocznie nie skutkuje.

hydrozagadka

  • Wiadomości: 2 696
  • Płeć: Kobieta
  • http://uzdrawianieswiatlem.pl/ Zwrot-odzyskiwanie energii, rozpuszczanie więzów karmicznych, rozpuszczanie blokad i węzłów.
  • Status: Ekspert
[#]   « 2011-11-05, 10:34:08 »
Sebo - terapia DDA - bardzo dobrze, ze się na to zdecydowałeś! Też wiem od osoby, która chodzi na taka, ze daje BARDZO WIELE, i samo zapisanie się i zaczęcie uczestnictwa jest krokiem milowym w uczynieniu zmian w swoim życiu na lepsze.

małgosia

  • Gość
[#]   « 2011-11-05, 10:10:58 »
Sebo,
Naucz się EFT i porób sobie na dzieciństwo - na konkretne sytuacje, odpuszczą Ci emocje i podniesie Ci się samoocena. Jeśli będziesz systematyczny, to po 1-3 miesiącach poczujesz wyraźną ulgę.
Albo idź na regresing czy rebirthing, bo się udusisz tymi emocjami.
Same afirmacje czy dekrety to może być mało w Twoim przypadku.

Polecam też książkę Johna Bradshawa `Powrót do swego wewnętrzego domu`, bardzo dobra na kontakt ze swoim wewnętrznym dzieckiem, zawiera dużo ćwiczeń, testów, bardzo wnikliwa publikacja. Pracowałam sporo z tą książką i dużo mi dała, bo dzieciństwo miałam kompletnie zjechane.

Olga

  • Wiadomości: 2 175
  • Płeć: Kobieta
  • olga.sarzala@gmail.com
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2011-11-05, 09:59:26 »
O żesz chłopie ale jazda
BARDZO DOBRZE ZE ZAPISUJESZ SIE NA TERAPIE DDA!:)

Sama bym poszła, a co, aczkolwiek ja nie mam jazd, ale tez i nie mam czysto w 100%, a słyszałam, że terapie DDA sa rewelacyjne.

Pewnie za jakis czas sie uspokoisz i przyjmiesz zmiany, kiedy zaczynasz terapie?

Matce, ojcu, nie warto spowiadać się z własnych emocji itd, to istoty odległe, choc napewno chciałbyś w ramach uzdrowienia. Ale to się tak nie da, to sa żadkie wyjątki że się da, Twoi rodzice chyba do nich nienależą, zatem to by był kolejny ból niespełnienia.
No i zbadac wpływy astralne tez by nie zaszkodziło, i w tym kierunku poafirmować , trzymaj się SEbo

Sebastian

  • Gość
[#]   « 2011-11-05, 00:27:52 »
Dzisiaj potem pojechałem do pracy i przeżyłem załamanie nerwowe. Nie chce już opisywać co się stało, cały ciąg nękających moją psychę zbiegów okoliczności. Straciłem nad sobą kontrolę, wsiadłem w auto, wcisnąłem gaz do dechy i to Bóg chyba sprawił że się nie rozbiłem i że nikogo nie potrąciłem. Potem wysiadłem z auta i chciałem brać siekierę i rozwalić mój lokal. Trafiłem na moją mamę i nie pamiętam całej rozmowy ale byłem w transie, na przemian krzyczałem, płakałem, kuliłem się w konwulsjach, puszyłem, zaciskałem pięści, szczękę, głowę i tak przez 2 godziny. Potem pojechałem do domu rodziców, zasnąłem, odpocząłem i zacząłem rozmawiać z mamą o moich problemach emocjonalnych. Ona jak zwykle zaczęła zbaczać z tematu i jak jej powiedziałem znowu o DDA i że problemy zaczęły się w domu, to standardowo zaczęła blokować temat, mówić że to narkotyki są przyczyną moich problemów i nie dała sobie powiedzieć że narkotyki były następstwem problemów i dzisiaj tego nie wytrzymałem. Okrzyczałem ją z góry do dołu, wyrzuciłem z siebie cały ten ból że tata jak miałem 15 lat gonił mnie wokół stołu i lał kablem od komputera, nie pamiętam już za co. znowu się rozpłakałem, Mama sie rozpłakała, zaczęła się tłumaczyć a ja już nie chciałem tego słyszeć.. I nie poczułem się winny. Powiedziałem jej żeby oboje zdechli na zawał za co potem przepraszałem i co mnie strasznie zabolało...... Nigdy nie dostałem od rodziców wsparcia emocjonalnego i do tego lata trzymania na barkach wszystkiego dookoła nakumulowały we mnie to wszystko...

Od poniedziałku zapisuję się na grupę dla DDA bo nie umiem rozmawiać, śmiać się z normalnymi ludźmi, a normalni ludzie nie chcą słyszeć o żadnych problemach. Potrzebuję poczuć się słyszany:(

I szukam sobie nowej pracy. Ten lokal dało się rozkręcić ale ktoś nade mną zaklął go na niepowodzenie. I niech się dzieje może wreszcie na dobre, spokojne, i dostatnie................... W praniu wyjdzie jak moja pśka przyswaja dekret sens istnienia który czytam od paru dni.
« Ostatnia zmiana: 2011-11-05, 00:31:13 wysłana przez Sebastian »

hydrozagadka

  • Wiadomości: 2 696
  • Płeć: Kobieta
  • http://uzdrawianieswiatlem.pl/ Zwrot-odzyskiwanie energii, rozpuszczanie więzów karmicznych, rozpuszczanie blokad i węzłów.
  • Status: Ekspert
[#]   « 2011-11-04, 14:02:02 »
Sebastian - a niech się uzdrowi :) i szybko przejdzie to, co się teraz przez Ciebie przewala, i niech to będzie z błyskawiczną korzyścią dla Ciebie i namacalnymi pozytywnymi zmianami.

I daj sobie, pozwól sobie dać to, co najlepsze - może lepiej będzie Ci się kojarzyć, niż zgodne z Najwyższym Dobrem? Jesteś całkowicie bezpieczny, niewinny i w porządku, kiedy pozwalasz poczuć sobie, być, zaznawać, mieć w swoim życiu to, co najlepsze. Zasługujesz na to.

Sebastian

  • Gość
[#]   « 2011-11-04, 11:54:09 »
Poryczałem się jak to napisałem. Bo kiedy żyłem dla innych ludzi to moje serce było otwarte i miałem chociaż namiastkę czucia tego nieba... a teraz to czuję jedną wielką czarną dziurę!

Sebastian

  • Gość
[#]   « 2011-11-04, 11:42:35 »
Nie pamiętam w moim życiu niczego co by było czyste i bez podtekstów. Całe lata byłem wielką iluzją udającą że jest ok. Boli mnie to że najwyższe dobro kojarzy mi się z czymś krzywdzącym. Całe życie natykałem się na ludzi którzy deklarowali że chcą dla mnie dobrze a tylko mnie krzywdzili, i to z premedytacją. Nie ufam innym ludziom, nie ufam Bogu. Słowo Bóg ch** dla mnie znaczy! Jest tylko samotność i ciągły mój fałsz. Tak bardzo chcę czuć 'coś', czasem jak przerabiam różne tematy to wlewa się we mnie trochę 'tego', ale to ciągle namiastki i namiastki ;/ Piszę czasem na tym forum bo szukam wsparcia, a potem czytam wspierające posty i kojarzą mi się one z czymś krzywdzącym. A na ludzi którzy dobrze się dogadują, i są w harmonii ze sobą to nie mogę patrzeć, tak samo jak nie mogę patrzeć na ludzi którzy się nie dogadują i kłócą ze sobą!

Jedyną prawdziwą rozrywką w moim życiu jest to, że kiedy odpocznę trochę z wyprucia z sił to zachciewa mi się iść na rolki, i jeśli nie popadnę w iluzję i intencję jeżdżenia dla innych ludzi i pozostanę skupiony na samym sobie, to mam z tego mnóstwo radochy.

I 2 miesiące temu wziąłem się za temat misjonarstwa który uznałem za kluczowy w mojej dupiatej samoocenie, i czuję wstyd i żal że jeszcze się go trzymam i wychodzą kolejne warstwy fałszu pod którymi znajduję to samo popierdolenie!

A w nocy obmyślałem plan jak dostać się do mieszkania terrorystki z piętra niżej która nie daje mi spać, żeby uciąć jej kabel od telewizora. Jak nie wychodzi od 2 lat z domu to już bym miał problem z głowy
« Ostatnia zmiana: 2011-11-07, 12:06:15 wysłana przez almighty »