Sebastian
Taka terapia to bardzo dobra sprawa! Kilka lat temu uczęszczałam na grupową terapię DDA, były też spotkania indywidualne
pełniące funkcję uzupełniającą.Najpierw rozpoczynało się od takich wstępnych spotkań w dużej grupie osób, były to zajęcia na których omawiany był temat, przeprowadzane ćwiczenia, to wstępnie ułatwiało otwieranie się ze swoimi problemami przed grupą. Potem przechodziło się na terapię tzw. "pogłębioną" i to już była określona grupa osób, spotkania raz w tygodniu, dodatkowo spotkania indywidualne + raz w miesiącu tzw. "maraton" od piątku do niedzieli (zabiera się jedzonko, śpiwory no i praca nad sobą

Sama pogłębiona terapia trwa około 6 miesięcy. Później po pół roku jest jeszcze jeden dodatkowy maraton, na którym się omawia jakie zmiany zaszły w życiu od ukończenia terapii i ewentualnie dopracowuje się to co jeszcze się między czasie pojawiło. Po ukończeniu terapii pogłębionej można jeszcze korzystać ze spotkań indywidualnych jeśli zachodzi taka potrzeba, bo taka terapia to nie jest czarodziejska różdżka za dotknięciem której nagle się uzdrowimy

dlatego też jest po jej ukończeniu możliwość dalszego wsparcia bynajmniej do jakiegoś czasu.
Jeśli chodzi o tą fazę przygotowującą do terapii pogłębionej, to ona trwa różnie jeśli chodzi o czas, to jest sprawa indywidualna, kwestia otwartości na otwieranie się ze swoimi problemami również ważna jest otwartość na uzdrawianie tematu.
Tak z mojego ogródka dodam, że ja jak zaczęłam wtedy chodzić na tą wstępną grupę to była dla mnie masakra (wtedy jeszcze nic nie wiedziałam o świadomym rozwoju duchowym ). Przychodziłam z zajęć strasznie zmęczona i wydawało mi się,że moje problemy to jest "wielki pikuś"

do tych problemów co mają inni
Strasznie się wstydziłam tam chodzić, bałam się ze zobaczą mnie tam znajomi, że coś złego sobie o mnie pomyślą, albo już nie daj Boże ktoś pomyśli że to ja mam problem z piciem alkoholu lub z narkotykami ( a ja zawsze trzymałam się z daleka od narkotyków i innych używek ). Później zobaczyłam, że nie tylko ja miałam tego typu dylematy.
Te parę lat temu to mi koleżanka, która jest terapeutką uświadomiła o co chodzi z tym DDA. Duże oczy zrobiłam jak ona raz powiedziała o tym, że Jej ojciec był alkoholikiem, wówczas mnie zacięło no bo ja wówczas byłam na etapie wstydu i absolutnie nie w głowie by mi było aby o czymś takim mówić. Ale wtedy we mnie nastąpił przełom, no bo skoro koleżanka która jest terapeutką mówi o tym i nie jest to nic złego i wstydliwego no to chyba można też spróbować

No i tak poszło dalej

Powiedziała mi o syndromie DDA i wreszcie poczułam, że zostało coś nazwane po imieniu i że to jednak jest jakiś problem, no bo ja wtedy tak doskonale sobie ze wszystkim radziłam, że bym nie pomyślała że DDA to cholersto jakich mało

No a później
wyszło "szydło z wora" i zaczęły wyłazić wszystkie wieloletnie napięcia. Ale zanim to nastąpiło to dużo czasu upłynęło. Bardzo opornie szło mi otwieranie się ale duży problem był w tym, że ja miałam to wszystko zmrożone, nie miałam dostępu do własnych emocji, które wcześniej przeżywałam, w ramach mechanizmu ochronnego wszystko w sobie poblokowałam, tłumiłam
nie uzewnętrzniałam no i "doskonale" mi wszystko szło, nauczyłam się świetnie ze wszystkim funkcjonować

Mimo wszystko tamta terapia to był milowy krok w moim życiu (wzięłam z niej tyle ile potrafiłam na tamten czas, poziom świadomości )Już wiele rzeczy nie było takie jak wcześniej, dowiedziałm się dużo o współuzależnieniu, o schematach funkcjonujących w rodzinach dysfunkcyjnych, zaczęłam na wiele spraw patrzec z inną świadomością, już nie można było funkcjonować "po staremu" nie było na to wewnętrznej zgody.
Obecnie od jakiegoś czasu chodzę na indywidualne spotkania i już zupełnie inaczej pewne rzeczy przerabiam, pracuję z podświadomością i dzięki temu wiem co mnie boli, mam dużo większy dostęp do emocji, które wcześniej były zapieczone i z tym pracuję. Już robię tą terapię całkowicie dla siebie (uzdrawiam siebie), bo wtedy to jeszcze było mi w głowie "uzdrawianie"

innych ( fakt, że sporo osób udało mi się wtedy zainspirować do zmian ). Ale mimo wszystko dzisiaj zupełnie inaczej do tego podchodzę, mogę kogoś zainspirować, coś podpowiedzieć ale decyzję pozostwiam już Tej drugiej stronie.
Sebuś, Ty już długo ze sobą świadomie pracujesz, emocje aż kipią z Ciebie, doskonale wiesz co Cię boli - super jestes przygotowany do takiej terapii, tylko iść i uzdrawiać
Pracujesz nad innymi tematami ale to dzieciństwo z "siłą wodospadu"

pcha się na pierwszy plan