Michał486
Zniechęcenie, upartość, bunt i jeszcze raz upartość i jeszcze raz zniechęcenie - tak wyglądał mój rozwój duchowy:D Dopuszczając do siebie to wszystko i poddając się temu tylko nakręcałam spiralę beznadziei i niemocy. Ciężko było, bo mimo że spotykały mnie też dobre rzeczy, potrafiłam sobie to szybko obrzydzić. Zawsze musiało być coś nie tak. Jej, jak sobie to wszystko teraz przypominam, aż sama się dziwię, że mogłam przez całe życie tak na co dzień funkcjonować.
Najwięcej zaczęło się uzdrawiać tak naprawdę od niedawna kiedy ruszyły się u mnie mocno kwestie sensu istnienia, podstawy której nie przerobiłam, bo moja pś miała ku temu bardzo "ważne" powody:P
Moja podświadomość w końcu zaczęła łapać jaki jest sens mojego życia tutaj w materii. Zaowocowało to dużymi zmianami w sferze materialnej, czyli w sferze w której nie chciałam się "uziemić" i dlatego sabotowałam sobie takie rzeczy jak zarabianie pieniędzy i inne przyziemne przyjemności. Ciężko było mi z tymi wzorcami cieszyć się ziemskim życiem.
Zaczęłam jakiś czas temu pracować z dekretem, który wywołuje u mnie niesamowite uczucia i poszerza perspektywę, bo odnajduję sens życia tutaj, sens bycia szczęśliwym, spełnionym człowiekiem. Po węzłach w temacie u Kingi Roszczyniały bardzo dużo mi odpuściło, tak że zaszły zmiany jakich jeszcze w tym życiu nie miałam, no i jej warsztaty mnie na wiele otwierają. To chyba głównie kwestia obecności wspierającej grupy ludzi, tego mi właśnie brakowało.
No i właśnie czuję też ostatnio jacy ludzie są dla mnie ważni. Wcześniej niczym smok zioęłam tylko hejtami i nienawiścią dookoła i z partnerem nakręcaliśmy się tymi emocjami. Nie dziwię się więc, że ciągle spotykało mnie coś negatywnego ze strony ludzi, albo że coś nie szło po mojej myśli. Ogólnie czuję też, że dzięki ruszeniu tych tematów mam w sobie większą moc i chęci do działania. Od momentu uświadomienia sobie tych wszystkich rzeczy po raz pierwszy tak mocno poczułam, że moje starania i moja praca nad sobą ma sens, że łatwość i lekkość w spełnianiu marzeń jest korzystna, prosta i superaśna:)
Mój rok 2015 wyglądał tak, że miałam na zmianę fale entuzjazmu a potem od razu doła i spałam pół dnia. Też wydawało mi się, że stoję w miejscu, miałam zastój w pracy nad sobą i bywało że jakiś czas nie robiłam nic. Ale nie stałam w miejscu, to przez co przechodziłam cały poprzedni rok doprowadziło mnie tutaj. To tak w wielkim skrócie;)
Pozwól sobie po prostu być sobą i zaufaj, że wszystko idzie w dobrym kierunku, bo na pewno chcesz dla siebie wszystkiego co najlepsze. Nie ważne co podświadomość pieprzy, jeśli świadomie chcesz dla siebie jak najlepiej to już naprawdę bardzo pomaga, a reszta uzdrowi i przebije się w odpowiednim czasie.