Tak mi się coś ruszyły ostatnio UBA'owskie tematy od kątem walki z nimi - najpierw zacząłem czytać, nie wiem po co, przepychanki na CUDzie zauważając u siebie pewne ciągoty do robienia tego, co robi tam Leszek. Na szczęście na tyle słabe, że świadomie nawet mi się nie chciało włazić w to wszystko. Teraz jakoś tak wyszło, że zacząłem oglądać serial "The Borgias" i kompletnie się wciągnąłem w te wszystkie kościelne intrygi, walki i spiski.
Uświadomiło to wszystko jak ważnym czynnikiem białoastralnych struktur jest walka, a jednocześnie jak bardzo sprytnym. Ofiara prania mózgu przez UBA ma tworzoną w swojej głowie wizje tego, z jaką potężną mocą ma do czynienia, zarówno w postaci przedstawicieli tej struktury jak i rytuałów, mechanizmów czy innych działań w ramach struktury. I jest to sprytne o tyle, że taka osoba albo ulega wizji tej mocy i staję się posłuszną marionetką albo się buntuje i robi najczęściej to co się robi wobec takiej potęgi - walczy z nią. A walcząc zasila całą strukturę swoją energią i tym samym nie zauważa, że daje się wykorzystywać tak samo jak marionetki.
Tak jest z pozycji struktury. A jak jest z pozycji naszych intencji do bycia wciągniętym w to wszystko?
Cóż, podobno lepiej walczyć w słusznej sprawie niż niesłusznej. Walka z UBA wynika z potrzeby znalezienia sobie czegoś, co pozwoli zastąpić walkę ze sobą. Zamiast brać odpowiedzialność za swoje intencje, wydaje się łatwiej zwalić winę na fanatyków, którzy nas oszukali i zmanipulowali, często marnując nam wiele, wiele wcieleń. Jeżeli ktoś odmawiał sobie miłości, związków, bliskości, seksu, przyjemności, bogactwa i wielu innych rzeczy przez nawet tysiące lat, doprowadzając się nieraz do szaleństwa z powodu tak ogromnego cierpienia, a teraz odczuwa przeżerające go na wskroś żal, złość i nienawiść - to czy tak osłabiony, przeżuty przez złą karmę, jest w stanie znieść jeszcze tak silne emocje w stosunku do samego siebie? Czyż nie łatwiej i słuszniej się wydaje, aby ukierunkować to wszystko na te struktury, którym z takim oddaniem i zaufaniem służyliśmy, a które nas tylko wykorzystały? Chęć zemsty, osiągnięcia sprawiedliwości, zwalczenia tego zła aby ochronić innych przed jego skutkami - jest wiele powodów, aby walczyć - ale wszystkie wywodzą się z nieakceptacji siebie wybielonego, oszukanego i wkręconego w te struktury.
Ta walka z nimi jest tylko odzwierciedleniem walki jaka się toczy w nas samych, z tą częścią która się utożsamiała z tym wszystkim, częścią której nienawidzimy, a często też nie widzimy. Często mocno stłumioną, dobrze ukrytą, bo w głębi duszy czujemy, że nasze niebieskie jazdy z gwałtami, mordami i ćpaniem były niczym wobec manipulowania ludźmi tak bardzo, aby odsunąć ich od prawdziwego Boga na tysiące lat. I to wszystko było robione w Jego imieniu. Robiliśmy ludziom najgorszą rzecz jaką można im uczynić - oddalaliśmy ich od Boga w taki sposób, aby wierzyli że się do Niego zbliżają. Pokazywaliśmy im kupę i mówiliśmy, że to właśnie jest Bóg. Patrzeliśmy jak czczą kupę, oddają za nią życie i czekają na te swoje upragnione nagrody. Anioły zrobiły zwykłym ludziom to samo, co im samym zrobili Przedwieczni.
I teraz pozostaje pytanie czy walka jest właśnie tym, co pozwoli nam naprawić te błędy? Czy coś dobrego z tej walki wynika?
Nie. Najlepsze co można zrobić to przebaczyć sobie i im. Odpuścić, zwrócić wolność i zaakceptować swoją przeszłość. Zaakceptować tą część siebie, która czuje wstyd i upokorzenie na myśl o stawaniu się jednością z Bogiem, po tym jak się wykorzystywało Jego imię do takich manipulacji. A przychodzi to zdecydowanie łatwiej, gdy sobie uświadomi, że Bogu takie działania nie szkodzą w żaden sposób, a cudowna energia miłości broni się zawsze sama - ponieważ każdy przytomny człowiek zauważy różnice w jakości między miłością a kupą.