Doktor - X,
Nie tylko mężczyźni byli wychowywani na twardzieli - bo mnie ojciec też tak wychowywał, nie można było się bać, płakać, trzeba było byc twardym ze wszystkim sobie radzic i ojcu tyłka nie zawracać. Nie bardzo rozumiem co masz na myśli pisząc tchórz, byc może to tylko twoja subiektywna opinia(bądź ojciec tak do Ciebie mówił) - ja np jak zaczełam na terapii pracę nad ojcem i jak puściły mi wszystkie wyparcia i blokady na odczuwanie (i że można coś złego na ojca powiedzieć) to miałam eksplozję emocji taką, że sama sobie z tym nie dawałam rady Oczywiście relacja i emocje do ojca do tej pory nie są całkowicie uzdrowione bo to praca na kilka lat, ale ja miałam też taki problem jak Ty, że nie akceptowałam siebie i to bardzo, po pracy nad ojcem trochę mi ulżyło i mogłam sama ze sobą przebywać:)Myślę, że ten problem dobrze jest zaczać uzdrawiać pracując też nad przyczyna(dlaczego tak siebie nie lubisz, co spowodowało, że masz do siebie takie odczucia) - wiele też karmicznie jest do uzdrowienia) To takie moje wrażenie.
Może coś takiego:
Im mocniej się ze sobą zaprzyjaźniam, tym bardziej pozwalam sobie byc takim jakim jestem w danej chwili. Z każdym dniem czuje sie coraz bardziej wolny od opinii innych na mój temat. Im bardziej się ze sobą zaprzyjaźniam, tym rzadziej szukam aprobaty i uznania u innych, bo to moje uznanie staje sie dla mnie najważniejsze.Jestem spokojny i zadowolony z siebie, ocena innych ludzi mi nie zagraża, bo jestem w porządku.