Trockistowską, popperowską i sorosistowską koncepcję "społeczeństwa otwartego" wprowadzają wierni uczniowie owych ideologów. Wprowadzają, jak potrafią.
W Koncepcji Poppera (oraz innych trockistowskich komunistów) jest
1. Likwidacja państw i wspólnot narodowych.
2. Poprawność polityczna.
Wszelkie zarzuty, że " to nie są przykłady związane z wartościami społeczeństwa otwartego" kieruj do nich! Bo ONI TO REALIZUJĄ, a nie ja!
wszystko fajnie tylko to są wierni uczniowie tej koncepcji tylko w Twojej głowie i chorej wyobraźni : ))
ad 1. społeczeństwo otwarte jest przeciwieństwem społeczeństw zamkniętych, czyli dyktatur i totalitaryzmów, a takie pisanie że przedstawiciele władzy i struktur państwowych dążą do likwidacji państwa i w ten sposób realizują koncepcje Poppera, to już jest kompletny absurd, naiwna utopia
ad 2. " Tolerancja polega na respektowaniu cudzych poglądów lub zachowań, chociaż się z nimi nie zgadzamy. Tak rozumiana tolerancja nie może być jednak nieograniczona.
Karl M. Popper, autor dzieła uważanego za ewangelię demokracji („Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie”, t. I, Warszawa 1993), sformułował tzw. paradoks tolerancji, według którego ludziom nietolerancyjnym nie może przysługiwać prawo do tolerancji. Tak należy postąpić właśnie „w imię tolerancji”, gdyż w przeciwnym razie ludzie ci zniszczą jej rzeczników, a wraz z nimi upadnie tolerancja. Podobny pogląd wyraził wybitny uczony dominikanin, prof. J.M. Bocheński z Fryburga: „Tolerancja, która toleruje własnych wrogów, nie może się ostać” („Sto zabobonów. Krótki filozoficzny słownik zabobonów”, Kraków 1992).
http://www.tygodnikprzeglad.pl/tolerancja-idea-rzeczywistosc/zachowujesz się jak ci którym np. słowo miłość czy inne pozytywne cechy kojarzy się z wypaczeniami, więc zwalczają je przytaczając
wiele faktycznych przykładów wypaczeń i tworząc kolejne negatywne skojarzenia związane z pozytywnymi wartościami wymyślając je w swoich głowach, ale czy to ma sens?
jeszcze stamtąd o dylematach tolerancji od których wolni są chyba tylko psychopaci mający proste recepty na wszystko:
"Przytoczone wyżej prawdy wydają się dziś bezdyskusyjne. Sprzeciwu nie budzą nawet coraz głośniejsze żądania walki z nietolerancją środkami godzącymi w prawa człowieka, takimi zwłaszcza jak stosowanie odpowiedzialności zbiorowej wobec ludności tej samej wiary, a nawet uciekanie się do torturowania ludzi podejrzanych o sprzyjanie terrorystom (pisał o tych „koszmarnych pomysłach” ostatnio S. Lem w artykule pt. „Mocarstwo w matni”, „Tygodnik Powszechny” z 11.11.br.).
Pozornie oczywiste hasło „Nie ma tolerancji dla wrogów tolerancji” okazuje się jednak na tle doświadczeń historycznych niebezpieczne. Walka z nietolerancją za pomocą terroru to nic innego jak terror a rebours, taki sam jak terror jakobiński, który szalał pod szczytnym hasłem wolności („Nie ma wolności dla wrogów wolności”, wołał Saint-Juste). Czy z tej nauki można jednak wyciągnąć absurdalny wniosek, że trzeba tolerować nawet zło i tylko dobrym słowem przekonywać wrogów tolerancji, by zechcieli uznać racje demokracji i zaniechać łaskawie mordowania niewinnych ludzi?
Może więc mimo wszystko terrorystyczny gwałt trzeba gwałtem odpierać? Wszelako również ta droga jest ryzykowna, prowadzi bowiem do eskalacji nienawiści i wzajemnych zamachów: terror po jednej stronie pociąga za sobą odwet strony przeciwnej. Świadczy o tym najdobitniej konflikt palestyńsko-izraelski, którego końca nie widać. Kto mieczem wojuje, od miecza ginie."