Autor Wątek: Kreacja a życie za granicą  (Przeczytany 7536 razy)

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-01-09, 13:07:09 »
Moim zdaniem oczyszczając podświadomość podnosimy wibracje - trwale.
Oczywiście są rożne sposoby szybkiego podnoszenia wibracji. Ale ja bym tego nie polecała przy ciężkich wzorcach, bo przy ciężkich wzorcach podnosząc wibracje możemy uaktywnić wzorce (wiele wzorców na raz), które nas przerosną przy danym poziomie świadomości. Co więcej, wysokie wibracje wg mnie zwiększają możliwości kreacji i np przy wysokim poziomie lęku i poczucia winy łatwo sobie wykreować coś z tego poziomu.

Oczywiście jest sporo osób, które się oczyszczają, oczyszczają i oczyszczają. I siedzą w tym "brudzie" jak napisał Lynd.

Dlatego ważne jest nie to, żeby się oczyszczać, tylko żeby się oczyścić.

Z najgorszego brudu. I wtedy w sposób naturalny człowiek przestawia się oczyszczania na otwieranie się. I przyjmowanie tego co najlepsze.

Lynd Seagull

  • Global Moderator
  • Wiadomości: 2 120
  • Płeć: Mężczyzna
  • mój Nick moim Dziełem
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2015-01-09, 12:47:30 »
czy jak najwięcej oczyścić i jak najbardziej podnieść swoje wibracje.
Uważam że te dwie rzeczy są w pewnym momencie ze sobą sprzeczne. Jeśli człowiek całe życie się oczyszcza, to albo siedzi w wielki brudzie (mniej prawdopodobne), albo postrzega wszystko jako brudne. Niezależnie od tego, które to jest, brud nie ma za wiele wspólnego z podnoszeniem wibracji.

Moment w którym przechodzi się z oczyszczania do podnoszenia jest kluczowym momentem, bo wtedy właśnie "dobre życie" przestaje przeszkadzać w rozwoju :)

Jest też oczywiście trzecia możliwość, że człowiek oczyszcza się od tego co nie trzeba. Czyli stara się albo zaprzeczyć swojej naturze, albo pilnuje swoich obciążeń (np. oczyszcza się od przyciągania krytykujących go przełożonych, a tak naprawdę jest niekompetentnym pracownikiem).

Warto też pamiętać, że podświadomość uznaje za wartościowe to, na co kładziemy nacisk. Jeśli podświadomość jest przywiązana do wkładania pracy a nie do rezultatów, będzie widzała wartość w syzyfowej pracy. Niezależnie od tego, czy jest to codzienne klepanie różańca przez 2h, klepanie afek przez 2h czy klepanie orków w grze online przez 2h.

EDIT:
Cytuj
Jakie życie bardziej służy pracy nad sobą?
Na to tak naprawdę każdy może sobie odpowiedzieć tylko sam, bo dla każdego ten punkt jest inny. No i wielu mądrych ludzi po przekroczeniu go zauważało że wcześniej zajmowali się zupełnie niepotrzebnymi pierdołami -- ale paradoksalnie te pierdoły były im wtedy potrzebne :)
« Ostatnia zmiana: 2015-01-09, 12:50:46 wysłana przez Lynd Seagull »

Mariusz

  • Wiadomości: 4 015
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2015-01-09, 12:34:05 »
Na zachodzie są wyższe wibracje, lepsza atmosfera mentalna, ławiejsze i przyjemniejsze życie, łatwiej tam coś osiągnąć.
Ale ja mam inne pytanie. Czy to łatwiejsze życie ułatwia pracę nad sobą, pozbywanie się swoich ukrytych w podświadomości wzorców, czy też utrudnia?
I jeszcze jaki kto ma cel. Czy w miarę dobrze przeżyć swoje życie czy jak najwięcej oczyścić i jak najbardziej podnieść swoje wibracje.
 Jakie życie bardziej służy pracy nad sobą?

Podejrzewam, że wszystko zależy od intencji z jakim ktoś się inkarnuje. Jedni moga się inkarnować z intencją doświadczania cały czas bogactwa i nieróbstwa i ani w głowie im rozwój. Inni mogą wybrać względną obfitość i rozwój. Jeszcze innych karma kieruje w stronę startu w rozwój zaczynając od problematycznych rodzców z wzrocami biedy itp

pkrl5758

  • Gość
[#]   « 2015-01-09, 12:26:39 »
Ja mysle, ze mozna miec obydwie te rzeczy. Bo zeby cos osiagnac, trzeba tez nad soba pracowac. Zmienic przyzwyczajenia, ktore ida czesto z tym, co w naszej podswiadomosci.

Tak w ogole pierwsze, co odczulem po tym, co napisalas o latwosci zycia ze gdzies z Twojej podswiadomosci poszedl taki sygnal, ze jednak nie warto cieszyc sie zyciem, taka latwoscia, tylko mozolnie pracowac, oczyszczac sie. Poczulas to moze tez? Bo mi sie wydaje, ze mozna sie oczyszczac w bardzo przyjemny sposob, podnoszac swoje wibracje, przebywajac w lepszym dla nas klimacie. Wlasnie tego mi u nas brakuje, tej latwosci cieszenia sie zyciem, radoscia ktora idzie z wewnatrz, za duzo tutaj mowi sie o problemach i jakby ludzie nosza w sobie jakies ,,koltuny".

Inga

  • Gość
[#]   « 2015-01-09, 12:22:53 »
Na zachodzie są wyższe wibracje, lepsza atmosfera mentalna, ławiejsze i przyjemniejsze życie, łatwiej tam coś osiągnąć.
Ale ja mam inne pytanie. Czy to łatwiejsze życie ułatwia pracę nad sobą, pozbywanie się swoich ukrytych w podświadomości wzorców, czy też utrudnia?
I jeszcze jaki kto ma cel. Czy w miarę dobrze przeżyć swoje życie czy jak najwięcej oczyścić i jak najbardziej podnieść swoje wibracje.
 Jakie życie bardziej służy pracy nad sobą?

pkrl5758

  • Gość
[#]   « 2015-01-09, 12:14:53 »
JenKa :). Nie umiem tego okreslic, opisac slowami. To jest jakby taka inna energia. Zawsze, jak wyjezdzalem, czulem ze moge tam doslownie wszystko. A tutaj ciagle jakbym czul, jakby oblepialo mnie cos, czego sie nie widzi ale co sie czuje ,,szostym" zmyslem. I sie to sprawdzalo na poziomie rzeczywistym czesto - tam spotykalem otwartych ludzi, z ktorymi umialem sie od razu dogadywac a tutaj czesto mam jakies zgrzyty, chociaz tez mam paru bliskich mi znajomych. Ale juz nie przyjaciol czy kogos, kogo bym kochal - to tez znamienne dla mnie.

JenKa

  • Wiadomości: 287
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2015-01-09, 11:54:24 »
A co dokładnie nie odpowiada ci w naszej rzeczywistości?
Widzę, że faktycznie bardzo cię ciągnie za granicę ;) Może być też tak, że tam znajdziesz rozwiązanie, którego stąd nie możesz dostrzec, choć jest na wyciągnięcie ręki.

Mnie np. zaskoczyło budownictwo. Bo klimat mamy podobny, tam może nawet więcej wilgoci, a domy owszem, niektóre takie, jak na filmach, ale część budowana bez piwnic, z wejściem do domu bezpośrednio z poziomu ulicy. A potem taki mieszkaniec płacze, że mu zimno i rachunki za ogrzewanie wychodzą kosmiczne. To gdzie tu sens? A dla mnie warunki bytowe są bardzo ważne.

Warto więc wziąć pod uwagę wszystkie aspekty takiej długoterminowej przeprowadzki. Ale jeśli korzyści okażą się przeważające, i nie mam na myśli tych czysto materialnych, to nie ma co się wahać. Trzeba spróbować, nawet gdyby się miało sparzyć ;)


pkrl5758

  • Gość
[#]   « 2015-01-09, 11:37:10 »
No tak, zmiana z anglisty na kierowcę koparki fajna sprawa :))) I wcale się z tego nie nabijam, bo sama miałam kiedyś ochotę zmienić moją pracę "pod dachem" na fuchę listonosza ;) tylko jak sprawę przemyślałam, to korzyści okazały się niewspółmierne do całej reszty :(

Dużo piszesz o wielokulturowości. A mnie się zdaje, że sami się ograniczamy, ładując wszystkich Polaków do jednego worka. Przecież Góral jest inny od Ślązaka, Poznaniak ma inną mentalność niż ten  z Warszawy, a są jeszcze np. Łemkowie, czy Cyganie. A i religii jest sporo, bo chociaż się o tym głośno nie mówi to samych chrześcijan jest wiele różnych odłamów, np. nie wiem dlaczego z taką antypatią odnosi się do Świadków Jechowy, są greko-katolicy i jak deklaruje większość rzymsko-katolicy, z których potem wyrastają buddyści, hare kriszna, czy nawet muzułmanie. A do tego jeszcze na razie nieliczna garstka mieszkających u nas na stałe obcokrajowców, z których część już deklaruje, że czują się Polakami. Więc?

No wiesz...kazdego ciagnie w swoja strone :). On lubil takie budowlane klimaty wiec mu bylo latwiej. Mnie np. ciagnie do poznawania innych nacji, kultur, a pracowac moge w roznych pracach. Dla mnie wazny jest klimat, jaki tworza ludzie i zeby w tej pracy panowal sprzyjajacy klimat, odpowiednie podejscie. Wtedy sie tez latwiej pracuje.

A co wielokulturowosci to jednak dostrzegam istotan roznice miedzy dajmy na to Polakiem z Wielkopolski a Slazakiem a np. Polakiem a Szkotem.

JenKa

  • Wiadomości: 287
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2015-01-09, 11:15:45 »
No tak, zmiana z anglisty na kierowcę koparki fajna sprawa :))) I wcale się z tego nie nabijam, bo sama miałam kiedyś ochotę zmienić moją pracę "pod dachem" na fuchę listonosza ;) tylko jak sprawę przemyślałam, to korzyści okazały się niewspółmierne do całej reszty :(

Dużo piszesz o wielokulturowości. A mnie się zdaje, że sami się ograniczamy, ładując wszystkich Polaków do jednego worka. Przecież Góral jest inny od Ślązaka, Poznaniak ma inną mentalność niż ten  z Warszawy, a są jeszcze np. Łemkowie, czy Cyganie. A i religii jest sporo, bo chociaż się o tym głośno nie mówi to samych chrześcijan jest wiele różnych odłamów, np. nie wiem dlaczego z taką antypatią odnosi się do Świadków Jechowy, są greko-katolicy i jak deklaruje większość rzymsko-katolicy, z których potem wyrastają buddyści, hare kriszna, czy nawet muzułmanie. A do tego jeszcze na razie nieliczna garstka mieszkających u nas na stałe obcokrajowców, z których część już deklaruje, że czują się Polakami. Więc?


pkrl5758

  • Gość
[#]   « 2015-01-09, 10:57:31 »
No wedlug mnie wiele nalezy wlasnie od naszego nastawienia i od uswiadamiania sobie, co tam w naszej bani sie dzieje. Jest dla mnie jasne, ze jak czlowiek jedzie z tymi samymi intencjami to i cuda nie pomoga. Dla mnie dobrym tego przykladem sa osoby liczace na to, ze w innym kraju dostana cos za darmo, najczesciej zasilek. No i dostaja go ale to i tak nie poprawia im zbytnio samopoczucia w tym sensie, ze te osoby np. nie ksztalca sie, aby wyjsc z poczucia bycia najnizsza klasa spoleczna. Chca aby ciagle im cos dawac a sami nie chca i chyba nie potrafia zmobilizowac sie i zaczac zyc jak ludzie tam. Nie ucza sie jezyka, nie szukaja mozliwosci awansu spolecznego bo w ich mniemaniu panstwo powinno im samo to zapewniac. Chyba w ogole duzo imigrantow ma ten problem i jakos taki wzorzec pierwszy mi sie nasunal na mysl.

Co do wyksztalcenia tam to odnosze wrazenie, ze jest troche inaczej. Wyksztalcenie zdobywa sie podobnie, ale mozna je wykorzystywac na rozne sposoby. Jeden chce sie specjalizowac w czyms do konca zycia i ok, a drugi potrzebuje jakis zmian od czasu do czasu. Mam kolege w Londynie, ktory wyjechal wiele lat temu i zaczal pracowac w sektorze budowlanym. Zrobil sobie uprawnienia na prace na koparce i teraz to on wybiera atrakcyjne dla niego ogloszenia a nie na odwrot. Z zawodu jest anglista, w Polsce ledwo wiazal koniec z koncem. W UK poszedl najpierw do pierwszej lepszej pracy, zaoszczedzil, zaczal ksztalcic sie i dzisiaj ma bardzo dobre warunki bytowe i perspektywe na dalszy rozwoj zawodowy. Mysle, ze dla kogos, kto chce tam cos osiagnac, jest tam duza szansa. No i najbardziej podstawowa sprawa - dlaczego u nas jest problemem utrzymaniem sie z zawodow przecietnych/jakichkolwiek a tam nie? Wedlug mnie z powodu gospodarki i plac. To tez przyciaga czlowieka. Oczywiscie, najlepiej tez szukac pracy nie u Polakow czy cudzoziemcow, ale u native'ow. Duzo sie slyszy o naduzyciach czy oszustwach dlatego znajomosc jezyka gra duza role, warto go znac na dobrym poziomie bo i czlowiek czuje sie bezpieczniejszy, wie co sie wokol niego dzieje. No i czlowiek wtapia sie w ichnia kulture, przyzwyczaja sie, a nie ucieka od tego.

Sorki, ze zaczalem pisac bez polskich znakow ale od wielu lat sie pryzwyczailem do tego i bardzo trudno teraz mi wrocic do tego :).
« Ostatnia zmiana: 2015-01-09, 10:59:38 wysłana przez pkrl5758 »

JenKa

  • Wiadomości: 287
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2015-01-09, 10:36:39 »
Jeśli chodzi o zmianę miejsca jako odświeżającą i mobilizującą, to z całą pewnością masz rację. Sama miałam okazję mieszkać prze sześć lat w zupełnie innym środowisku, z dużo lepszymi możliwościami, z inaczej nastawionymi ludźmi, generalnie znacznie bardziej otwartymi i życzliwymi niż wcześniej. Niestety, po powrocie momentalnie kompletnie nieświadomie wpakowałam się w jeszcze cięższe niż poprzednie klimaty. Prawdopodobnie wewnętrzne wzorce i przekonania cały czas działały, jak radar, a zmiana środowiska była tylko takim "wyklepywaniem" i "lakierowaniem" bez dokonania rzeczywistych napraw.

Poza tym znam wiele osób, które mieszkają w tych "lepszych" państwach od wielu lat i osiągają tylko tyle, co, przy odrobinie dobrej woli, mogłyby osiągnąć i tutaj. Poza tym ta zmiana zawodu też nie jest takim cudownym rozwiązaniem - nie zdobywa się przecież ot, tak sobie wyższego wykształcenia, a jedynie średnie, co w Polsce też przecież można osiągnąć.

pkrl5758

  • Gość
[#]   « 2015-01-09, 10:21:24 »
Zmiana kraju/miejsca jak dla mnie działa oczyszczająco i dopingująco. Będąc w innym środowisku i mając inne relacje można starać się budować swoje życie inaczej, a jeszcze lepiej, kiedy się wie, co nas ogranicza bo wtedy można jechać na tzw. pustej karcie i zaczynać wszystko od nowa, starać się eliminować wcześniej popełniane błędy. No i ja osobiście nie ukrywam, ze mnie po prostu ciągnie tam gdzieś, podoba mi się mentalność ludzi tam, ich bezpruderyjność, otwartość na nowe, chęć zmian. U nas tego nie widzę aż tak bardzo, nawet w dużych miastach. Np. kwestia pracy. U nas przeważnie pracuje się do końca życia w jednej dziedzinie. Tam przyjęło się, ze co jakiś czas zmienia się zawód/branże/specjalizacje, często tez miejsce zamieszkania bo jedzie się za nowa praca. To wymaga otwartości i mobilności, zmiany nastawienia. No i wielokulturowość. Mi osobiście bardzo się to podobało, ze w jednym mieście mieszkało tylu różnych ludzi. Inspiruje mnie takie coś.

JenKa

  • Wiadomości: 287
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2015-01-09, 07:57:10 »
Czasem zastanawiam się, czy dobrze rozumiem, to co tu czytam. Czy zmiana kraju oznacza, że już zmieniliśmy swoje intencje i oczyściliśmy co było do oczyszczenia, czy też ratujemy się ucieczką do miejsca, gdzie będzie lżej, ale nie dzięki własnej pracy nad sobą?

A co do zmian w  relacjach w miejscu pracy: odkryłam, że działałam, jak ktoś biorący na siebie odpowiedzialność za wszystko i za wszystkich. W dodatku im więcej było moich starań, tym więcej mi się obrywało i wreszcie ze strachu przed popełnieniem błędu - rzeczywiście go popełniałam. Spirala się nakręcała. Być może chodziło o brak akceptacji i misję udoskonalania świata i ludzi, bo kiedy zaczęłam to sobie odpuszczać zauważyłam pierwsze zmiany. Wreszcie po bezpośredniej konfrontacji z kierowniczką, w której okazało się, że ponoć na niczym się nie znam, odpuściłam całkowicie. Nie biegam z nowymi pomysłami, które i tak były przypisywane innym, a wszelkie sporne sprawy przekazuję do rozwiązania tym, co na wyższych szczebelkach ;) Szef się nie czepia, z kierowniczką mam spokój, a jak coś sknocę to trudno - nobody's perfect!

Laka, skoro to szef jest szefem, to niech szefuje na wszystkich polach - po co sobie humor psujesz użeraniem się z marudą?

pkrl5758

  • Gość
[#]   « 2015-01-08, 23:20:13 »
To ze zabieramy siebie to jeszcze bym pociagnal tak ze mysle, tak z doswiadczenia, ze (no poza jakimis ekstremalnymi miejcami) gdzie bym nie wyjechal, to po jakiejs chwili przyzwyczajenia wszedzie sie bede czul identycznie jak u siebie, moze tylko jakies okolicznosci czy tam mozliwosci beda inne. Wszedzie zycie sie toczy, wszyscy jestesmy ludzmi, funkjonujemy tak samo, zasady nie sa inne. Tak ze nie balbym sie jakiegos "tracenia" czegos tam. Jedyne co to ze trzeba sie dogadac umiec i nie widze innych problemow.

Tak :). Coś jakby dopasowanie się do kultury, mentalności ale ze świadomością, ze wszędzie są takie sam prawa. I to wydaje mi się piękne. To ułatwia zmiany :). Dlatego tak bardzo pragnę zmiany miejsca bo choć prawa są te same, kultura/mentalność są już mocno rożne. I to jest piękne!...I dlatego czuje aż tak głęboką potrzebę wyjazdu stad...aby być wśród ,,swoich". Jak dawniej....

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2015-01-08, 21:43:15 »
Sylwia

Wiesz, im bardziej otwieram się na lekkie i łatwe życie, tym częściej myślę o wyprowadzce za granicę.
Bo lepiej mieć poprosu milszą atmosfere wokół siebie na co dzień społecznie. NORMALNĄ:)