Tak paraekonomicznie to opisalbym to mniej wiecej w nastepujacy sposob...
Kiedys tam mieszkalem w jednym kraju europejskim i obserwowalem cos takiego, ze niektore artykuly, np. szampon, kosztuja tam 3 euro a w Polsce 12 zlotych, czyli tyle samo nominalnie, a przelicznik plac byl mniej wiecej podobny jak euro, czyli ze 4x. Czyli wychodzi na to, ze w Polsce ten szampon kosztowal realnie okolo, w przyblizeniu 4x wiecej dla ludzi. To sie chyba fachowo sila nabywcza pieniadza nazywa, czy jakos tak. To sie przeklada na luz psychiczny. Bo tam mozna bylo pracowac za NAJNIZSZA place i byc sobie w stanie wszystko kupic. I nie trzeba bylo miec nawet lepszej pracy, zeby sie niczym zbytnio z takich spraw nie martwic. Rzeczy potrzebne kosztuja kilka euro, a nie kilkadziesiat zlotych, itd. Po prostu patrzac ile sobie mozesz za wyplate kupic, juz tak spojzmy czysto przykladowo ze tu masz tysiac i tu masz tysiac, nie przeliczajac walut, i co z tym mozesz zrobic. Lepszy system. Mozesz myslec nie tylko o przetrwaniu, ale o czyms wiecej;) Jest lzej.
Ale co do ucieczki, to jest tez chyba ogromna ilosc takich ludzi, ktorzy maja w Polsce dlugi, wyroki, albo koledzy lobuzy chca ich drapnac, bo cos doniesli na policje i przed tym, dokladnie to ujmujac uciekaja za granice. Ja tez takich spotykalem i to na pewno nie jest maly odsetek emigrantow. Czesto sa to tacy, ktorzy niestety "musza"

Wprawdzie nie wszyscy, ale nie zawsze to jest "kwiat" narodu..