No tak, nie doczytałem i tak jakoś zdjęcie mi się skojarzyło 
Korekta -
Mozesz napisac wiecej jak z tym pracowalas, Lilliole? Mam ten temat akurat na tapecie, przydadza sie rady.
Zdaje sobie sprawę, że w kwestii prosperity do Sylvi mi jeszcze daleko, ale w sumie czuję, że ostanio mi troche ruszyło w tym temacie więc sie wypowiem:-))
Przede wszystkim ja nigdy nie pracowałam tak, żeby zając się tylko i wyłącznie jednym tematem (np pieniądze) od początku i do końca. Staram sie naprzemiennie podciągac wszystkie ważne dla mnie sfery życia: obfitość, relacje (ze soba , ludźmi, Wszechświatem), poczucie własnej wartości.
Jeżeli chodzi o pieniądze to było tak jak pisałam. Jak tak na powaznie zaczęłam chcieć pieniędzy, większych pieniedzy to wychodziły wszelkie lęki przed utratą. Kreowałam wydatki, albo takie sytuacje kiedy prze moje niedopatrzenia mogłam stracić. Np. jak firma w której pracuję zmieniała siedzibę to zostawiłam w otwartej kasie pancernej 500 zł. Wzięłam grubsze pieniądze z kasetką, a o tych zapomniałam. Pojechałam z kasetką, a zostawiłam pracowników, żeby pilnowali żeby zabrac resztę mebli. No i okazało się, że oni wszystkiego przypilnowali, ale kasę zostawili. Otwartą. Uznali, że kasy i tak nikt nie ukradnie bo za ciężka. A w budynku, który opuszczaliśmy trwały juz roboty remontowe, więc całe mnóstwo ludzi sie kręciło. Wystarczyło sięgnąć. Ale nikt nie sięgnął.
Róźne były sytuacje.
Teraz widzę, że tu chodziło o to, że jak myślałam o pieniądzach to otwierałam sie na wibracje braku. Mało wtedy zwracałam uwagi na ciało, ale teraz widzę jakie to było niesamowite spięcie i nakręcenie. Chciałam zdobywac pieniądze na miarę moich wzorców DDA. Wydawało mi się, że wyafirmuję sobie taki mechanizm, taka maszynkę do robienia pieniędzy, ze ja będe taka maszynka, która ciężko pracuje i dostaje cięzkie pieniądze. Najlepiej mi wyszło kreowanie sobie cięźkiej pracy. Nie widziałam jak bardzo jestem zamknięta na przyjmowanie pieniędzy.
Uwalniałam się po kolei od różnych wzorców typu "godziwa płaca za ciężka pracę" i innych.
Im bardziej sie starałam tym ciężej mi było.
W ostatnim roku to nakreowałam sobie tyle wydatków, że po raz pierwszy w życiu zaczęłam sie martwić czy starczy mi do tzw. pierwszego.
Jakiś przełom nastąpił dopiero w tym roku jak zaczęłam sobie uświadamiać, że to ne jest tak, że Wszechświat nie chce mi tych pieniędzy dać, tylko to, że ja nie chcę ich przyjąć. A nie chcę ich przyjmować ze względu na relację z matką. Bo to ona u mnie w domu dysponowąła pieniędzmi. Pieniądze były zamiast miłości, a cena za to było ograniczenie wolności, odrzucenie siebie, żeby przetrwac.. Więc odrzucałam pieniądze od niej ze strachu i na złość jej, a przez to odrzucałam pieniądze od Wszechświata.
Uzdrowienie relacji z matką i Wszechświatem (Bogiem jak kto woli) otwiera mnie na pieniądze. A także świadomość, że to nie od ludzi dostaje pieniądze tylko od Wszechświata poprzez ludzi. Bo jak myślałam, że od ludzi to sie martwiłam, że im zabraknie.
No i jeszcze jeden z bardziej ograniczających mnie wzorców to było to, że ja muszę te pieniądze zarobić, a nie wykreować. Zarobic, zasłużyć, stracić zdrowie. Typowe DDA.
Na ten moment nagle znalazło się tyle pieniędzy, że jestem w stanie odejść z pracy, której już nie lubię i jestem w stanie funkcjonowac jeszcze przez kilka miesiący. Wczoraj zreszta poinformowałam swoich przełożonych o swojej decyzji odejścia.