"Z tym ze to powinno byc ustalane od poczatku, bo czesto jest tak, ze kiedy szef widzi, ze ktos jest slaby to pozniej ciezko te relacje odrwocic natomiast lepiej, przynajmniej z mojej perspektywy, nie dostac owej pracy a trafic na przelozonego, ktory w naturalny sposob bedzie szanowal nasza nature i sposob bycia."
Pracuję od ponad dwóch lat w tym samym miejscu. Szef jest ten sam, pracownicy w większości też. Wybierając pracę wiedziałam, że mam jeszcze sporo do przerobienia u siebie w tym temacie, także samooceny. Pamiętam siebie na początku pracy tam, a teraz. Widzę dużą różnice w sposobie pracy, w relacjach z szefem, z pracownikami. Przez cale te 2a lata coś przerabiam, czasem w temacie pracy, ale nie tylko. Jeszcze nie jest idealnie, ale relacje zupełnie się zmieniły, dostałam nawet podwyżkę, a w firmie są osoby,
które pracowały i pracują po 14-8 lat i nigdy podwyżek nie było. Więc miło:) Ale to się stało, gdy przerobiłam temat na tyle, że zechciałam odejść i sprzeciwiłam się niepoważnemu traktowaniu, przez szefa

Bo miałam już lepsze perspektywy.
Ogólnie czasem coś mnie jeszcze wkurzy, ale czuję się całkiem silna, a relacje z szefem i jego żoną( która ma ciężkie wzorce bo była dyrektorem w korpo w Wawie i mocno przesiąknęła tym klimatem władzy, luksusu i tzw podwładnych) są powiedziałabym, że miłe i partnerskie. Więc można:) Tylko czasem faktycznie skutkuje to wyrzuceniem z pracy, ale to wtedy gdy pś tych osób nie dopuszczają zmiany. Wcześniej miałam w pracy historię, gdzie po puszczaniu w węzłach ofiary od razu wyleciałam z pracy, w ciągu kilku dni już mnie tam nie było, a nic się na to nie zapowiadało. I dobrze, bo po moim odejściu zaczęły się, później się o ty dowiedziałam, konkretne zmiany na gorsze. Wydłużenie czasu pracy z 8 do 13 godz, kierowniczka jeszcze bardziej uskuteczniała wylewanie emocji i frustracji na pracowników, no i problemy z urlopami.
Czasem ma się tylko odczucie, że coś się straciło, a mogłoby być gorzej gdyby usilnie tkwiło się w danym miejscu, z konkretnymi osobami.