Główna rzecz, która mi wychodziła przez ostatnie dni, to lęk, że jak poświęcę się teraz rozwojowi i twórczości, to nie będę miała za co żyć. A jak nie będę miała za co żyć, to i nie będę potrafiła swobodnie się rozwijać i tworzyć --> ergo - muszę skupiać się na zarobku za wszelką cenę. A presjując się w tym temacie, dalej się paraliżowałam i dalej wpadałam w nieprzytomność. Takie "popłuczyny" po artystycznych żywotach i społecznym wyobrażeniu biednych twórców, których twórczość uznanie zyskuje dopiero po śmierci, a do tego, żeby tworzyć, musza korzystać z "dopalaczy" (alkohol, halucynogeny), by przekraczać twórczą niemoc.
Pomodliłam się o uwolnienie od lęku, blokad, presji, wyobrażeń, że tworząc i rozwijając się, będę żyć w niedostatku, a żyjąc w niedostatku, nie będę mogła rozwijać się i tworzyć, lekko i naturalnie. I przyszło do mnie, ze "
Otwieram się już teraz na napływ dostatku, umożliwiający mi swobodne tworzenie i rozwój; Otwieram się również już teraz na twórczość i rozwój, które umożliwiają mi napływ dostatku" :-)
Czuję, ze układanka zaczyna się układać, a droga prostować

JUPPI
