Mateusz
To prawda, że miałam często z racji urodzenia. Moja mama też ma taką karmę, ona była całkiem niedawno bardzo bogata z urodzenia, pewnie też trochę mogłam od niej przejąć. Choć w takich układach zwykle były jazdy z uzależnieniem kobiety od mężczyzny- ojca, potem męża, który tym majątkiem zarządzał. Tu może być sporo do odreagowania. To tak dla kobiety.
Ale też w moim przypadku różnie bywało, miałam bardzo różne wcielenia dotyczące zarabiania, pracy. Bywałam i dozorcą niewolników, prostytutką, tancerką, niedocenianym artystą malarzem( albo i docenianym, za życia, ale też dopiero pośmiertnie- tu jeszcze się nie dokopałam dokładnie), oficerem. Wiele było różnych ról zarobkowych. Różne mam wywałki, to zależy co akurat wyjdzie.
Z relacją z Bogiem to może być:) Może właśnie taki bunt to był początek, odcięcie, mentalenie;), a potem się skomplikowało.
Bardzo mnie magowie wkurzają, z tym ich zamknięciem w mentalu, kombinowaniem, kalkulowaniem. Ja chyba wierzę pś jeszcze, że w tym moc.
Z karmy "wysoko urodzonej" fajne jest to, że potrafię się bawić, cieszyć życiem, doceniać naturę, beztroskę, radość. No i cenie sobie ładne, stylowe wnętrza, rośliny, ogrody, przedmioty. Jestem też dość konsumpcyjnie nastawiona.
Minus to przekonanie, że gdy przychodzi dorosłość, praca to tamto musi odejść, bo praca to harówka, trochę niewolnictwo.
Że albo, albo. Miałam duży szok wchodząc w dorosłość, bardzo mi to wywaliło, że "to już koniec" szczęśliwego życia.
Ta moja karma to takie sprzeczności. Teraz trzeba to jakoś poskładać do kupy, zharmonizować:)