Kinga
Fajnie, fajnie:) To inspirujące i pokrzepiające co piszesz.
Właśnie to poczucie braku...czegokolwiek.
Pomedytowałam i mi chyba najbardziej przeszkadza nieuzdrowiona relacja z Bogiem, negatywne wyobrażenia na jego temat.
Sesję też robiłam i wyszła bardzo silna wiara w to, że muszę się dostroić do innych ludzi, bo to oni "wyceniają moją wartość", czyli że nie ważne na ile ja jestem świadoma i wartościowa, to jednak potrzebuję aprobaty ludzi, by coś od nich dostać. To oni ocenią czy coś mi dadzą czy nie. Czy wg ich standardów zasługuję czy nie. Na Boga nie mam co liczyć.
Jak mi poschodziło sporo nieprzytomności w którą moja pś uciekała, to teraz takie kwiatki wychodzą. Nieprzytomność była by się znieczulić na tą beznadzieję, bez Boga.
Czy przerabiałaś coś takiego może? Jeśli tak, to mogłabyś napisać? Ja sobie to próbowałam odliczać, ale moja pś uważa to za "prawdę absolutną", no przecież przytomnie obserwując świat to tak właśnie to działa. Na tym wg niej polega przytomność:/
Widzenie świata takiego jakim jest, czyli wg ludzkich standardów, wzorców, "świadomości", zasad działania. Jakby tylko ziemskich. Ograniczonych materią i ludźmi, którzy to społeczeństwo, cywilizacje tworzą.