Ciekawa historia, Jarek, naprawde. Nie dawniej jak kilka tygodni temu mialem okazje porozmawiac ze znajomym na temat emigracji, i podobne rzeczy zwrocily na mnie swoja uwage – to, ze teoretycznie przyjezdzajac do bogatego kraju (Australia ma jedna z najwyzszych plac minimalnych na swiecie – prawie 50zl/h brutto), wiele osob ma nadal problemy finansowe i ledwie wiaze koniec z koncem. A mialo byc tak cudownie! Tymczasem, Ci moi znajomi, ktorzy w Polsce sobie radzili, tutaj z reguly tez laduja bardzo dobrze, sporo z nich ma dobrze platne prace i doskonale wynagrodzenia. I jest to potwierdzeniem starej madrosci pana Gautamy, ktory powiedzial, ze przed soba (swoimi wzorcami) sie nigdy nie ucieknie, wiec jak ktos zyl w biedzie, pewnie bedzie nadal ja klepal, niezaleznie od miejsca, czasu i okolicznosci. I odwrotnie, jak sie komus powodzi dobrze, to bedzie mu sie powodzic relatywnie dobrze praktycznie wszedzie.
Przypomnialo mi sie tez stare powiedzenie, jakas notatka z pamietnika emigranta do Stanow z poczatku lat XX: „I came to America because I heard the streets were paved with gold. When I got here, found out three things: First, the streets weren’t paved with gold; second, they weren’t paved at all: and third, I was expected to pave them.”