Mariomar
A co żeś się tak uparł na tą pracę etatową? Jak ktoś w wyniku pracy z afirmacjami rezygnuje z etatu i zakłada świetnie prosperującą działalność to dowód że afirmacje nie działają, ponieważ wg Ciebie to ma być praca etatowa i już? Na etacie da się świetnie prosperować ale jest stosunkowo mało zawodów gdzie można zarabiać naprawdę duże pieniądze, więc często korzystniejsza jest własna działalność. Nawet w moim zawodzie, w branży pozycjonowania nikt nie zapłaci pozycjonerowi więcej niż kilka tysięcy (3-4 tys. na rękę to taki max na etacie), menedżer/kierownik działu może zarobić nie więcej 5-7 tys. (prędzej jednak 5 niż 7) bo to się zwyczajnie nie będzie opłacać. Za to pozycjonerzy na własnej działalności nie mają już takich ograniczeń i mogą wyciągnąć nawet 20 tys. jak się dobrze zakręcą. I jak ktoś marzy o byciu pozycjonerem (ja nie marzę akurat) to nie będzie mu się kreować kolejna ciepła posadka na etacie, tylko będzie dorastał do własnej działalności gdzie będzie miał więcej wolności i pieniędzy.
Wykreować to sobie można wszystko co nie jest odgórnie niemożliwe z powodu praw rządzących wszechświatem. Jakbym chciał to mógłbym wykreować sobie życie milionera, kosztowało by to jednak wiele lat intensywnej pracy w zmienianiu naprawdę wielu wyobrażeń i ograniczeń i musiałoby mi na tym naprawdę zależeć, a nie zależy. Za to te 8-15 tys. brzmi już sensownie i do tego jestem skłonny dążyć, bo na tym już mi zależy. Zależy mi też na pewnym konkretnie rodzaju życia, dlatego to nie będzie kreacja etatu. Ja się na etacie duszę i nie lubię tracić pięknych, słonecznych dnia w najlepszych godzinach dnia na pracy w biurze. Mam w sobie bardzo dużą potrzebę wolności i chcę być sobie panem i władcą na swoim statku przedsiębiorczości

Clint, wiesz, że to jest klątwa...
Weź nie bądź już śmieszny. Z kontekstu jasno wynika że jest to zdanie typu "a weź rób sobie chcesz, to Twoja sprawa" a nie żadne złe życzenia. Jaki niby miałbym mieć interes w tym, żeby Ci życzyć coś takiego? Nie interesuje mnie co robisz ze swoim życiem (czego wyraz dałem właśnie tamtym zdaniem), bo to już nie moja sprawa. Mnie interesuje ta konkretne dyskusja, a nie Twoje życie

Zaciekle walczysz z afirmacjami i to do tego stopnia próbujesz przekonać wszystkich o swojej racji, że pomijasz wszelkie niewygodne argumenty i skupiasz się na irracjonalnych czynnikach. Pominąłeś cały mój akapit o tym jak pisałem, jak mi afirmacje działały w różnych sferach życia. Zignorowałeś jak napisałem, że dopiero zaczynam pracować nad tematami zarobków i pracy twierdząc że nie jestem w stanie wykreować sobie konkretnych zarobków (nie miałem okazji jeszcze sprawdzić!), pominąłeś cały post Witka odnośnie etatów.
Wywaliłeś 90% treści naszych postów, uczepiłeś się wybranych fragmentów i wyciągasz kolejne naciągnięte wnioski - dla mnie to nie jest dyskusja, tylko desperacka próba osiągnięcia jakiegoś celu za wszelką cenę. Nie słuchasz żeby wysłuchać, tylko po to, aby wychwycić wszelkie okazje do ataku i bombardowania własną wizją świata. To nie jest dyskusja, to jest próba narzucenia własnej wizji świata, próba przekonania do własnych racji, bez miejsca na weryfikacje słuszności własnych poglądów.
I jeszcze do klątwy to się sam wkopałeś - bo akurat to Ty jesteś tutaj osobą, która próbuje wmówić drugiej że jej afirmacje nie działają. A więc jeśli ktoś tu klątwi, to właśnie Ty! Cytuję Ciebie: "wiec afki TO SCIEMA I POBOŻNE ŻYCZENIA niektorych osób." I kiedy ja Ci mówię, że moje afki działają i przyniosły mi realne efekty (co nieustannie ignorujesz), to Ty dalej próbujesz mi wmówić, że sobie nie wiem... uroiłem tylko i niczego nie osiągnąłem przy ich pomocy. Czy to nie jest klątwa?
Przy okazji w końcu dotarłem do tego, czemu się emocjonuje pisząc właśnie z Tobą. Uświadomiłem sobie, że dokładnie tak wyglądały moje dyskusje z ojcem, kiedy on miał inną opinię na jakiś temat związany ze mną. To wszystko o czym pisałem - ignorowanie niewygodnych treści, nie słuchanie, wmawianie swojej racji jako jedynej słusznej, zarzucanie mi rzeczy, które to on robił, itp. itd. Po raz pierwszy miałem okazję uczestniczyć w takiej dyskusji i zamiast ograniczyć się do niemożliwej walki, o obronę własnych wartości - mogłem wyłożyć kawę na ławę, obnażyć mechanizmy tej dyskusji i ją zakończyć, ponieważ nie muszę i nie zamierzam uczestniczyć w wymianie poglądów prowadzanej w taki sposób. Uff, co za ulga

W takim razie żegnam i pozdrawiam
